Pomysł sejmowych debat jeden na jeden, jest zbyt dobry, aby został wdrożony, w każdym razie obecnie.
PiS zaproponował wprowadzenie w Sejmie co tydzień 3-godzinnych debat rząd-opozycja na wzór brytyjski: 5 minut na zadanie pytania, 5 minut na odpowiedź premiera lub ministra, w sumie 90 minut dla rządu i tyle samo dla opozycji. Bez ustawiania, spontanicznie...
Premier Tusk nie kazał czekać na odpowiedź. — Nigdy nie uchylam się od obecności w Sejmie, przychodzę, tłumaczę się, a tam pusto. Problem polega na tym, że Jarosława Kaczyńskiego nie ma na sali, warto zapytać go o co mu chodzi — odpowiedział na propozycję opozycji.
Zostawmy intencje prezesa Kaczyńskiego na boku. Nie ma wątpliwości, że na tle niemrawych tzw. debat sejmowych, czy skakania sobie do oczu dobranych do telewizyjnego studia partyjnych kogutów, choćby częściowe aplikowanie brytyjskich wzorów, byłoby w polskiej debacie publicznej istotnym postępem.
Nie wróżę jednak pomysłowi powodzenia, gdyż do tanga, także politycznego, trzeba dwojga. Nieliczne w polskich warunkach przypadki debaty jeden na jeden np. w kampanii prezydenckiej, potwierdzały to co mówią specjaliści, że dopiero kiedy politycy staną obok siebie, widać, który jest rzeczywiście przystojniejszy, elokwentniejszy itd.
No właśnie, jaka ta propozycja Kaczyńskiego jest niebezpieczna...



Komentarze
Pokaż komentarze (12)