Po łódzkiej tragedii widać pośpieszne szukanie politycznych, czy ideologicznych inspiratorów, i niewątpliwie to postęp, że z kręgu „podejrzanych” nie wyklucza się a priori mediów.
W tym kontekście przypomniał mi się niezły medialny jazgot wywołany tekstem Piotra Pacewicza „Niedziennikarz roku” („Gazeta Wyborcza”, 18 grudnia 2008 r.). Pomyślałem czy Pacewicz nie miał wtedy więcej racji, niż wielu „obrońcom” Rymanowskiego się wydawało.
Przypomnimy fragmenty tekstu Pacewicza (za:www.wyborcza.pl/1,76842,6079642,Niedziennikarz_Roku.html):
— „Bogdan Rymanowski wyrokiem środowiska dziennikarskiego został Dziennikarzem Roku 2008. (...) Cóż to za dziennikarstwo ? Co takiego ważnego ma do przekazania Polakom ? (...) Rymanowski prowadzi m.in. program „24 godziny” w TVN 24 stosując metodę, którą można określić jako podkręcanie pyskówki. Polityk A zaczyna krytykować polityka B, ale gdy wchodzi w szczegóły Rymanowski grzecznie (bo jest grzeczny) mu przerywa i zwraca się do B: - Poseł A powiedział, że pan się na niczym nie zna. Jak pan odpowie na taki zarzut ? (...) Otwierając telewizor, Polacy (bezwiednie?) wsiadają na krzesełka tej karuzeli głupoty, choć wydaje im się pewnie, że uczestniczą w jakiejś publicznej debacie. To nie jest żadna debata, żadne dziennikarstwo. To pyskówka, która ostatecznie zniechęca nas do myślenia, do poważnej oceny życia publicznego, do konfrontowania polityki z wartościami czy chociażby ze zdrowym rozsądkiem” — konkluduje redaktor „GW”.
Być może ocena red. Pacewicza byłaby ciekawsza, gdyby dotyczyła tak wyrazistej dziennikarki jak np. Monika Olejnik, ale w kontekście „wyważonego” Rymanowskiego (którego dość często i chętnie oglądam) jest chyba nawet wartościowsza. Bo jeżeli Rymanowski ...
Może przypomnienie tamtego zdarzenia przyda się w czekającej Polskę dyskusji (albo wojnie) o standard publicznej debaty.
1352
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (9)