Tak, to o Warszawie. Niestety. Mieście, które za wiedzą (co gorzej, może niewiedzą ) magistratu, robi się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej nieprzyjemne dla jego mieszkańców. I brzydsze, chociaż tyle się buduje.
Niedawno ktoś wywołał na „Salonie24” temat, co zrobić, żeby Warszawiacy spotykali się na ulicach. Miałem napisać — zróbcie ulice ! Tak zróbcie ulice.
Już dawno uświadomiłem sobie, że w Warszawie właściwie ulic nie ma. To są ciągi komunikacyjne, administracyjnie nazwane ulicami. Gdzie jest jeszcze tak w Warszawie, że mijasz na chodniku sąsiadów w drodze do sklepu czy przystanku, a gdy kogoś nie chcesz mijać, to przechodzisz na drugą stronę ulicy ? Takie ulice są w Krakowie, Łodzi czy Pułtusku, ale nie w Warszawie.
Na tych ciągach komunikacyjnych nie ma już drzew, nie ma też ławek, więc gdzie przycupnąć, gdzie pogadać z sąsiadem. Mamy w mieście nie ulice ale szosy, czasem kwasi autostrady z wielopoziomowymi skrzyżowaniami w środku miasta. Mało tego, z barierami dźwiękochłonnymi odgradzającymi osiedla niczym więzienne mury. Czy widzieliście jakieś nowe klasyczne skrzyżowanie, jakieś proste ronda poza strefą supermarketu. Jeśli gdzieś w nowej warszawskiej architekturze jest coś na miarę człowieka, ludzkiego to chyba tylko przy supermarketach.
Supermarkety nie mogą sobie pozwolić na straszenie ludzi. Miasto może. I czyni to nie tylko architektonicznym bezguściem. Ma do tego jeszcze straż miejską. Z premedytacją strażnicy dybią na obywateli, właścicieli aut. Może się spóźni o 2-3 minuty, może nie przedłuży parkingowego biletu..., będzie mandacik, będzie kara, zwana opłatą dodatkową. Za nic mają ci miejscy urzędnicy, że sterany w urzędzie czy sądzie, spóźnił się chwilę.
Dla kogo ta straż, dla kogo te rygory ? To pytanie pod rozwagę kandydatów. Z niewielką nadzieją, że po wyborach nie będą budowali (za nasze pieniądze) brzydkiego miasta i opresywnego magistratu.
456
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)