Marek Domagallski Marek Domagallski
968
BLOG

Wojenka przed prezydenckim pałacem

Marek Domagallski Marek Domagallski Polityka Obserwuj notkę 9

Choć w wielu miejscach obchodzono wczoraj kolejną miesięcznicę smoleńskiej tragedii, Polakom i cudzoziemcom wbił się obraz wieczornego tłumnego marszu przed prezydenckim pałacem, i przemówienie Jarosława Kaczyńskiego.

Znów policja ustawiła metalowe barierki, znów doszło do przepychanek, i potłuczenia zniczy. W nocy pewnie przyjadą śmieciarki i „oczyszczą” deptak, rano będzie już „porządek”, Ma być zamiecione — to dewiza prezydencko-miejskiego establishmentu AD 2010. Tak jakby znicze czy świeże kwiaty w czymkolwiek przeszkadzały.

Na jak długo zamiecione ? Do kolejnej rocznicy ? 29 — noc listopadowa, 13 grudnia — stan wojenny, w każdym razie nie dłużej niż do następnej smoleńskiej miesięcznicy.

Na miejscu pałacowych i miejskich służb nie byłbym zresztą spokojny żadnego dnia, zawsze jakiejś grupce, jakiejś pielgrzymce po drodze do Częstochowy, Lichenia czy Świebodzina może przyjść do głowy przystanek na Krakowskim Przedmieściu.

Szedłem tamtędy kilka dni temu, i choć było rano i prawie nie było przechodniów. Policjantów, strażników i (pewnie) tajniaków  było natomiast więcej niż w stanie wojennym przed zapowiadanymi przez  „Solidarność” demonstracjami.

Prezydent już dawno mógł rozwiązać ten konflikt, wczuwając się w emocje ludzi, którzy tam przychodzą, nie przeszkadzając im wypełniać ich duchowej (a choćby politycznej) potrzeby. Blokując tę formę obywatelskiej i ludzkiej aktywności przemienił  deptak przed prezydenckim pałacem w ustawiczne pole utarczek, a nawet bijatyk.

Tej wojny nie może wygrać, może ją tylko zakończyć, ale im dalej, będzie to trudniej. Jak tak dalej będzie, cała kadencja może mu upłynąć na wojence przed pałacem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka