Gdyby okazało się, że na znacznych połaciach kraju, co piąty obywatel nie był w stanie poprawnie głosować, przez co jego głos stał się nieważny, to pod znakiem zapytania staje demokratyczność ordynacji. I ważność wyborów.
Europoseł Janusz Wojciechowski postawił hipotezę, że wybory samorządowe w niektórych okręgach mogły być sfałszowane. To prawnik i były sędzia, wie zapewne co mówi i nie rzuca podejrzeń ot tak na wiatr.
Europoseł zwraca uwagę, że w niektórych okręgach, liczba nieważnych głosów sięgała dwudziestu procent. Tak było na przykład w okręgu płockim, gdzie gigantyczny sukces odniósł PSL i marszałek Struzik, zdobywając 48 procent głosów, tymczasem nieważnych głosów było tam 19 procent. — Dlaczego aż tak wiele głosów było nieważnych — pyta Wojciechowski.
Od siebie dodam, że jest okręg na Mazowszu gdzie było z tym jeszcze gorzej. Państwowa Komisja Wyborcza i prokuratura powinny to sprawdzić. Ale już teraz widać, że mamy problem:
Najsłabszy zarzut jest taki, że procedura wyborcza (głosowania) jest nie na miarę Polaka AD 2010 na Mazowszu, być może także w innych regionach. Po prostu jest za trudna. Chyba, że okazałoby się podczas kontroli kart do głosowania, że część wyborców świadomie nie głosowała w Sejmikach. Jeśli jednak nie był to ten mechanizm a pomyłki, trudności z właściwym postawieniem krzyżyka, to staje kwestia czy taka ordynacja jest konstytucyjna, po prostu demokratyczna. Nie może być stosowana w Europie w XXI w. procedura (ordynacja) za trudna dla obywateli.
Mocniejsze zarzut, to podejrzenie popełnienia przestępstwa wyborczego. Niektórzy mówią, że w poprzednich wyborach można było obserwować podobne zjawisko nieważnych głosów. Ale z faktu, że coś się już kiedyś zdarzało, nie wynika, że to zdarzenie jest OK. Przeciwnie, życie uczy, że jak jakiś proceder raz uszedł na sucho, to znajdą się kontynuatorzy.
Zatem zarzuty posła Wojciechowskiego powinny być wyjaśnione.
585
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (5)