We wrześniu ubiegłego roku bandyta jadący na motorze szlakiem turystycznym zamordował starszego mężczyznę. Młody bandzior przyznał prokuraturze, że od kilku lat bez uprawnień jeździ motocyklem. Oczywiście po szlakach turystycznych, po których jeździć nie powinien w ogóle. Nawet z uprawnieniami.
Prokuratura, po zapoznaniu się z okolicznościami morderstwa, stwierdziła, że winny jest... sam zamordowany. Bo taki głupi był, że widząc przed sobą motor, wykonał ruch w wyniku którego, jak stwierdził prokurator "przeciął trasę motocykla". Zupełnie jak pieszy, idący po chodniku przecina trasę samochodu, którego pijany kierowca wjechał na chodnik.
Sąd podtrzymał kuriozalną opinię prokuratury i bandyta chodzi na wolności.
Nie on jeden. Polskie sądy wyjątkowo łagodnie traktują bandziorów, którzy mordują rocznie 4 do 6 tysięcy osób na polskich drogach. Zasada jest jedna: jeśli chcesz kogoś zamordować, należy zrobić to samochodem lub motocyklem. Wówczas albo w ogóle unikniesz odpowiedzialności, albo kara będzie śmiesznie mała. Jak w przypadku bandyty, który w Warszawie na przystanku zamordował 5 osób. Grozi mu do 12 lat więzienia. Jeśli będzie miał wyjątkowego pecha za każde z morderstw posiedzi 29 miesięcy. Chyba, że wyrok będzie niższy i wyjdzie za dobre sprawowanie. To i kilkanaście miesięcy od głowy dostanie. Co innego, gdyby zamordował te osoby nożem czy pistoletem. Wówczas, z tajemniczych przyczyn, mógłby dostać dożywocie. Co tylko potwierdza tezę o hołubieniu bandytów za kierownicą przez polski wymiar sprawiedliwości.
Warunkiem udanego morderstwa i niskiej odpowiedzialności jest jednak zlikwidowanie celu na trzeźwo. Jeśli zrobimy to pod wpływem alkoholu, wyrok może być wyższy.
Jednak nie musi. Powoli, powoli gwiazdy telewizji i estrady pracują nad tzw. świadomością społeczną i przekonują, że picie za kierownicą nie jest takie złe.
Przedwczoraj przekonywała nas do tego Katarzyna Skrzynecka, która cała dumna opowiadała Kubie Wojewódzkiemu, że pije alkohol a następnie kieruje samochodem. Oczywiście, jeśli pani Katarzyna S. zamorduje kiedyś człowieka, to usłyszymy o "wypadku", a koledzy i koleżanki po fachu będą pełni współczucia dla "tragedii, która spotkała naszą Kasię kochaną".
Najnowszym bohaterem mediów został pan Piotr Fronczewski. Oczywiście nieulegnięcie szantażowi SB jest czymś chwalebnym, jednak okoliczności w jakich to nastąpiło przynoszą więcej ujmy niż chwały. A mimo to komentujący są pełni zachwytów nad postawą pana Fronczewskiego, który pijany prowadził samochód.
Oczywiście w innych przypadkach pryncypialnie potępią pijaków za kółkiem, ale polska teoria rozmija się tutaj z polską praktyką. A tysiące ofiar świadczą o tym, że mordercy, pijani czy trzeźwi, wciąż mogą w Polsce liczyć na wyrozumiałość wymiaru tzw. sprawiedliwości i szarego obywatela.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)