Mariusz Jaskuła Mariusz Jaskuła
18
BLOG

Żałobny kicz

Mariusz Jaskuła Mariusz Jaskuła Polityka Obserwuj notkę 4

Żałoba narodowa to poważna sprawa. Trzeba uważać na słowa - zarówno w opiniach dystansujących się, jak i współczujących. Co jakiś czas zdarza się w polskich mediach klimat "solidarności całego narodu" z ofiarami różnych wypadków. Największe apogeum miało miejsce po śmierci Jana Pawła II - skutkowało to podniesieniem oglądalności i nakładów gazet. Od tego wydarzenia media cyklicznie powtarzają podobną gorączkę. Czy przesadzają? Myślę, że tak, ale mają do tego prawo.

Zawsze w przypadku wydarzenia, które wytrąca nas z normalnego rytmu życia - a tym katastrofa i nagła śmierć wielu ludzi jest z pewnością - powstaje sytuacja wyjątkowa, wyrwana z ram zwykłego czasu. Występuje wtedy zapotrzebowanie na wypełnienie pewnej pustki, zaprowadzenia jakiegoś ładu, naświetlenia wszystkiego dokładnie, by ludzie poczuli, że panują nad żywiołami, śmiercią, przypadkiem... Nie bez racji jest porównanie naszych opowieści medialnych i działań podejmowanych przez polityków w takim momencie do starożytnych widowisk teatralnych. Tak jak teraz powtarzane serwisy z relacjami z wypadku, tak w antycznej Grecji teatr miał silną funkcję terapeutyczną. Miał on przez powtarzanie tragicznych wydarzeń mitycznych, które wszyscy widzowie znali, doprowadzić do odczucia litości i trwogi, a przez to pomóc się oczyścić. Dawał poznanie tragicznego losu ludzkiego, ugruntowanego na przypadku i okrucieństwie bogów. Z taką wiedzą o swym marnym losie teatralny widz (i uczestnik) wychodził, paradoksalnie wydawałoby się, wzmocniony.

W naszej dzisiejszej żałobie można odnaleźć właśnie takie elementy rządzące każdym widowiskiem. Ci, którzy widzą te wszystkie reguły odgrywanego spektaklu medialnego, mogą się poczuć zniesmaczeni cynizmem, który zdaje się zwyciężać prawdziwe emocje, naturalne w takim momencie. Zgadzam się z komentarzem Azraela w tej sprawie (Lans), który krytykuje decyzje naszych władz, uczynione nieracjonalnie i wyraźnie na poklask. I tu właśnie leży problem - które zachowania należy brać za racjonalne, a które nie? Czy wzruszenie dziennikarzy relacjonujących te wydarzenia są autentyczne (w związku z tym nieracjonalne) czy udawane (czyli racjonalne, profesjonalne)? Czy prezydent Kaczyński, lecąc na miejsce tragedii, uczynił to odruchowo, ze współczucia, czy może widział przed oczami sondażowe słupki z poparciem?

W tym drugim przypadku uważam, że prezydent nie miał wyjścia, cokolwiek by pomyślał o tej sprawie. Musiał lecieć i to jak najszybciej, bo inaczej opinia społeczna by go zniszczyła. Zgadzam się więc bardziej z Katarzyną Kolendą-Zaleską, która pisze w dzisiejszym "Dzienniku" (sorry, ale tylko w druku) o swoim wielkim poparciu dla Lecha Kaczyńskiego za tę szybką reakcję. Wg Kolendy-Zaleskiej zasługuje on na miano prawdziwego męża stanu, niezależnie od wszystkiego, co dokonał wcześniej. Mamy zatem sytuację wyjątkową, kiedy nie liczą się argumenty tylko emocje, czyny, gesty. Dlatego reporterka "Faktów", staranowana kiedyś przez ochronę prezydenta, teraz pisze mu laurkę (głęboko wierzę, że z autentyczną życzliwością). Jej wzruszenie wydaje mi się czymś, czego opluwać nie wolno.

Podsumowując zatem, gdy chodzi o nasze zachowania wobec katastrofy, czegoś, co jest skandalem, należy być bardzo ostrożnym w ocenie. Zawsze znajdą się ludzie bez serca, którzy będą chcieli coś ugrać - dla siebie lub dla innych. Czasem ludzie przepełnieni emocjami, będą robić rzeczy nieracjonalne, które mogą przysporzyć im później wrogów bądź sojuszników. Najbezpieczniej jednak zakładać ich dobrą wolę, bo najgorsze będzie dodatkowe ranienie kogokolwiek w takim momencie. Każdy ma przecież prawo do kiczu.

Relatywista - łatwo daję się przekonać, ale nigdy do końca. @ Teraz piszę tutaj

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka