Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
49 obserwujących
261 notek
1151k odsłon
2452 odsłony

Boska Halina Poświatowska, czyli śmierć i miłość nie pyta o metryki urodzenia

Wykop Skomentuj82

Wedle maksymy Plauta: "Wybrańcy bogów umierają młodo". Halina Poświatowska zmarła w wieku 32. lat. Do dziś dnia pamiętam, jak mój Przyjaciel, (który mi 'ojcował') znacznie starszy ode mnie, wybitny poeta, "poetycki prozaik", Tadeusz Nowak – ‘zdradził’ mi ze śmiechem tajemnicę "poezji kobiecej", gdy zacząłem prowadzić dział literacki w „Tygodniku Kulturalnym”: "IM LEPSZY WIERSZ - TYM GORSZA TWARZ"... ;) Zastrzegł jednak, że są wyjątki... I na poczesnym miejscu wymienił Twórczość i Osobę: Haliny Poświatowskiej, z którą się przyjaźnił, a ja - pokochałem.
Pokochałem… także za to, że jako wyjątek w Halinie Poświatowskiej,  odczuwałem połączenie Piękności z jej Totalną Dobrocią. Zdawałoby się, że to jest rzeka empatii. Pragnienie obcowania z Nią było podobne do spragnionego człowieka, który  przychodzi napić się u źródła. A jednocześnie – ta wybitna Poetka nauczyła mnie żyć w „wymiarze śmierci.” Wzbogaciła mnie tym pryzmatem patrzenia na życie…   

Tak, trzeba, żebyś żył wciąż w wymiarze śmierci. Nie na to, żeby się straszyć! Ale żeby być realistą i nie wykreślać z definicji swojego Człowieczeństwa istotnego punktu, jakim jest - zawsze niespodziewany - zgon. Trzeba, żebyś wciąż słyszał sypiący się piasek w twojej klepsydrze, czuł przepływające sekundy, godziny, dnie, lata. I wtedy - gdy nadejdzie Twój Czas, rodzina i bliscy, o ile ich masz, nie będzie musiała bronić cię przed tym wymiarem. Nie będzie musiała cię okłamywać, że to tylko przesilenie... Napisałem w swoim notatniku - po rozmowach z Tadeuszem Nowakiem o pięknej, zjawiskowej wręcz Poetce.

Trzeba wciąż żyć w wymiarze śmierci. Wtedy dopiero jesteś w stanie zrozumieć RADOSNĄ WARTOŚĆ ŻYCIA.... Dla wielu spośród nas – także życia wiecznego. Jakie piękne byłoby nasze życie, a nasza nędza znośna, gdybyśmy zadowalali się realnym złem. Bez dawania posłuchu zjawom i urojeniom naszego umysłu. Zatem promieniuj radością życia. Intensywnie - na każdym kroku i w każdej sekundzie - przeżywaj dopóki jest Ci dane - Własne Istnienie!

20 września 1967 roku Halina Poświatowska ostatni raz powitała szpitalne łóżko. Wcześniej – w pociągu, który wiózł ją do Warszawy – powiedziała do matki: "Ja już nie wrócę". Zaledwie kilkanaście dni po drugiej operacji "podłe serce" (tak nazywała je w listach) poetki przestało pompować życie… Minęło już - jak mgnienie - 52 lata od Jej śmierci, lecz Jej dar chrystusowy : TALENT POETYCKI, DOBROĆ I NIEZAPOMNIANA URODA, wciąż opromienia Jej Fanów i Czytelników. Swoją poezją na oścież otwierała skrzydła dobroci, wszechogarniającej Miłości, która natychmiast udzielała się Czytelnikowi.

Zdolność poetyckiego ekshibicjonizmu pomogła Poświatowskiej w kreacji poezji napisanej własnym życiem, toteż biografia poetki stanowi podstawowy klucz w jej interpretacji. Mottem, według którego żyła Poświatowska, było: "Tyle człowiek wart, ile w życiu osiągnął, ile po sobie pozostawi."

Zaledwie 32.-letnie  życie Haliny Poświatowskiej było ciągłym zmaganiem z chorobą. Każdy większy wysiłek oznaczać mógł śmierć. Wiedziała, że jest pielgrzymem krótkiej drogi na naszym padole, lecz ten smutek Jej był zaciemniony przez niebywałą inteligencję, humor i urodę. Tylko „podłe serce” ciągle się upominało i wołało o „TLEN”…

Na temat jej urody sprzeczało się wielu. "Nie była ładna – była na to zbyt Piękna" – napisał w wierszu "Halszka" Stanisław Grochowiak. Ona sama powiedziała kiedyś: "Pisanie nie jest moja najmocniejszą stroną. Na ogół wszyscy twierdzą, że najładniejsze mam usta, a dopiero potem nogi… Poza tym szanują mnie za zgryźliwy charakter i bardzo ich dziwi moje szatańskie poczucie humoru". (…)

KIEDY UMRĘ KOCHANIE

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym          

czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie
myślę - co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym

a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny  

Na świat przyszła 9 maja 1935 roku w Częstochowie. Badacze jej życiorysu na próżno szukali jednak potwierdzenia tego faktu w dokumentach. Akt urodzenia Heleny Mygi, córki Feliksa i Stanisławy z Ziębów, do której wszyscy zwracali się: Halina, miał błędnie wpisaną datę – 9 lipca.
Był początek roku 1945, w Częstochowie kończyły się walki, gdy dziesięcioletnia córka państwa Mygów zachorowała na anginę. Powikłania doprowadziły do wady serca: niedomykalności zastawki dwudzielnej. Wtedy choroba ta była nieuleczalna. Od dzieciństwa większość czasu Halina spędzała w szpitalach i sanatoriach.
PŁOMYK   NADZIEI…

„Powinno się być dobrym jak chleb.
Jak chleb, który leży na stole,
Z którego każdy może kęs dla siebie ukroić
i nakarmić się, kiedy jest głodny.”
św. Albert Chmielowski

W wieku 14. lat(!) po raz pierwszy trafiła do III Kliniki Chorób Wewnętrznych w Krakowie. Kierował nią człowiek, który – choć nie był poetą – stal się jedną z najważniejszych osób w życiu Poświatowskiej. To dzięki profesorowi Julianowi Aleksandrowiczowi Halina poznała Wisławę Szymborską, Tadeusza Nowaka… Lekarz zaprosił ją, ponieważ zauważył tomik wierszy przyszłej noblistki na stoliku swojej pacjentki.

ŚMIERĆ I MIŁOŚĆ - NIE PYTA O METRYKI URODZENIA

Przyjaźń zaczęła się od rozmowy, którą Aleksandrowicz wspominał tymi słowami:

– "Powiedz mi, profesorze – wyszeptała – co to jest śmierć. Tak się boję umierać. Chcę wiedzieć, to nie będę się bać – i przytulała się do moich rąk.

– Dla przyrodnika – odrzekłem – jest chyba zagadką, jak życie.
Dla fizyka – przeistoczeniem jeno materii.
Dla wierzącego – to odrodzenie w innym bycie.
Dla cierpiących – wyzwoleniem.
Nie masz się więc czego bać.

– Tak pan mnie uspokoił, że lęk gdzieś jak czarny ptak ze snu odleciał".

Julian Aleksandrowicz leczył nie tylko serce Haliny. Jerzy Lisiewicz, także pracujący w Klinice, zapamiętał w czasie przechadzki wiślanymi wałami następujący obrazek: - "W oddali widzę łódź motorową pędzącą z wielką szybkością w dół rzeki. Po chwili orientuję się, że prowadzi ją profesor Aleksandrowicz trzymając w dłoniach ster, a obok niego stoi Halina – szczęśliwa, roześmiana, z rozwianymi włosami. Widzą mnie, pozdrawiamy się gestami rąk. Patrzyłem długo za nimi, myśląc jak wielką ułudą jest taka jaśniejsza chwila w jej życiu".
MIŁOŚĆ – SENS ŻYCIA

@ Jest tylko jeden ratunek dla zmęczonej duszy – MIŁOŚĆ drugiego człowieka.-- Jose’ Ortega y Gasset

@ Tym, co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest Miłość. -- ks. Józef Tischner

Jesienią 1953 w sanatorium w Kudowie Halina poznała malarza i filmowca Adolfa Ryszarda Poświatowskiego. Los złączył dwa "podłe serca". "Adaś" był także nieuleczalnie chory. Pobrali się w kwietniu następnego roku. "W środku nocy, obudzona jego szybkim oddechem, przyciskałam ręce do jego pobladłych policzków. – Nie bój się – mówiłam – nie pozwolę ci umrzeć samemu, umrzemy razem" – pisała.

Stało się inaczej. Niecałe dwa lata po ślubie, w marcu 1956 roku, Poświatowski zmarł w Hotelu Europejskim w Krakowie. Halina była wtedy w sanatorium w Rabce. Została dwudziestoletnią wdową. "Serdeczny palec lewej ręki ozdobiony raz pierścionkiem owdowiały jest teraz i pozbawiony swej ozdoby. Ten, który mi dał pierścionek już dawno nie ma palców, jego ręce splotły się w jedno z korzeniami drzewa" – napisała w "Odzie do rąk".

@ Irena Poświatowska, teściowa poetki, wspominała potem, że razem z mężem namawiali Halinę do ponownego małżeństwa. Ona ponoć odpowiadała, że miała męża jednego – Adka – którego kochała nad życie i drugiego przyjaciela nie chce. Lubiła powtarzać : -- Nic nie jest tak cenne jak prawdziwa MIŁOŚĆ, ani bogactwo, ani najwyższa władza… 

W jej życiu pojawiali się jednak mężczyźni ważniejsi niż inni – wiele wzajemnej czułości można wyczuć w korespondencji z niewidomym poetą Ireneuszem Morawskim. Po latach powie on: "Gdybym miał opowiedzieć więcej, musiałbym umieć opowiedzieć kobietę, która na zawsze i bardzo chciała być kochana, a w zamian za to dawała tak wiele – pozwalała się kochać. Przeważnie ludziom to nie wystarcza. Wydaje się, że wtedy nie wystarczało i mnie. Po latach sądzę, że jak dla mnie było to i tak za dużo". Na podstawie ich rozmów i korespondencji powstała "Opowieść dla przyjaciela". Morawski nie zgadzał się na jej opublikowanie…

Ostatnim, któremu pozwoliła się kochać, był Jan Adamski – aktor i prozaik. Dzieliło ich piętnaście lat, jego małżeństwo z poetką Anną Świrszczyńską, z którego miał córkę, i piętro w kamienicy na Krupniczej w Krakowie. Tam się poznali.

Opis ich pierwszych spotkań zachował się w liście do najbliższej przyjaciółki Haliny, Anny Orłowskiej: "Do kina się umówił cichcem na mieście. W kinie samoczynnie moją rękę wziął, ściskał tę rękę, potem pod kinem powiedział mamrocząco, że on musi w drugą stronę". (…)
Ostatni rok jej życia spędzali jednak głównie osobno. Adamski pracował w teatrze w Rzeszowie. Halina, zbyt wyczerpana chorobą, by go odwiedzać, pisała nocami pełne tęsknoty listy. Marzenia miała w nich dojmująco zwyczajne… – wspólne wakacje w Rzeszowie, wieszanie obrazków na ścianach, maciejka kwitnąca pod oknem. A kto z nas, wrażliwców, takich marzeń nie ma?... Łączy je tak mało i tak wiele zarazem: WSPÓLNOTA DUSZ…

Związek z Adamskim Poświatowska sportretowała w opowiadaniu "Znajomy z Kotoru". Poetka przyjmuje w nim perspektywę bezstronnego obserwatora, Adamskiego przedstawi jako zrozpaczonego kochanka, który na paryskim cmentarzu poszukuje grobu ukochanej dziewczyny.
*   *   *
Po śmierci męża Poświatowska była załamana. Matka chciała pomóc Halinie, zaniosła więc jej wiersze do redakcji "Gazety Częstochowskiej". 17 grudnia 1956 ukazały się dwa: "Szczęście" i "Człowiek z Annapurny". Rubrykę literacką tygodnika prowadził wówczas poeta Tadeusz Gierymski, który przyznał potem, że choć twórczość Poświatowskiej wyróżniała się na tle grafomanii, która masowo napływała do redakcji, mimo wszystko Jej nie docenił… Wiersze opublikował bardziej z litości… dla chorej dziewczyny niż z powodu tego, że uważał je za szczególnie wartościowe.

@ W styczniu następnego roku Halina debiutowała w krakowskiej "Zebrze".

Serce dało jednak o sobie znać. Profesor Aleksandrowicz mobilizował więc amerykańską Polonię i organizował Halinie operację w Stanach. W sierpniu 1958 roku poetka wsiadała na pokład Batorego. 12 listopada w Hahanemann Hospital w Filadelfii odbyła się pierwsza na świecie operacja na otwartym sercu!!! Finansowała ją nowojorska telewizja w zamian za prawa do transmisji. "Wolę umrzeć na stole operacyjnym, niż żyć, dusząc się powoli" – wyznała polskiemu lekarzowi, który opiekował się nią w amerykańskiej klinice. Operacja przywróciła sercu dawną sprawność. "(…) Ból odszedł" – pisała o tym wydarzeniu kilka lat później.

PTAKU MOJEGO SERCA
ptaku mojego serca
nie smuć się
nakarmię cię ziarnem radości
rozbłyśniesz
 
ptaku mojego serca
nie płacz
nakarmię cię ziarnem tkliwości
fruniesz
 
ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydłami
nie szarp się
nakarmię cię ziarnem śmierci
zaśniesz
 
W tym samym roku w Polsce wyszedł Jej pierwszy tomik:  Hymn bałwochwalczy. Opublikowało go Wydawnictwo Literackie. Zebrał przychylne opinie krytyków i poetów. Następne wiersze zebrane zostały w trzech kolejnych tomikach poezji: Dzień dzisiejszy (1963), Oda do rąk (1966) i Jeszcze jedno wspomnienie (1968, pośmiertnie).

Przed wyjazdem do USA Poświatowska znała tylko kilkadziesiąt słówek po angielsku. Teraz zaczęła się intensywnie uczyć. Chciała rozpocząć w Stanach studia. Udało się jej – została przyjęta do Smith College w Northampton w stanie Massachusetts. W tym samym miejscu osiem lat wcześniej inna poetka, Sylvia Plath, pisała: "Świat otwiera się u moich stóp jak dojrzały, soczysty melon". W przypadku Haliny, przynajmniej przez moment, miało być podobnie...

W 1960 roku Poświatowska brała udział w letnich kursach na nowojorskim Columbia University. Nowy Jork stał się jej miłością. "Odnowione" serce pozwoliło jej biegać po ulicach, odwiedzać muzea, poznawać już nie tylko kolejne szpitalne łóżka.

ŚPIESZYŁA SIĘ ŻYĆ… ŻYĆ W OJCZYŹNIE
Rok później, po trzech latach college’u, skończyła amerykańską edukację. Nieoczekiwanie podjęła decyzję o powrocie do Polski, choć Stanford University of California proponowało jej stypendium w wysokości dwóch i pół tysiąca dolarów. Nie pieniądze były dla Niej ważne… Czuła się bardzo samotna. Znów wsiadała na pokład Batorego. Pobyt w Stanach udokumentowała wydanym we "Współczesności" reportażem Notatnik amerykański.

Od stycznia 1962 mieszkała w Domu Literatów przy Krupniczej w Krakowie. W czerwcu 1963 otrzymała tytuł magistra filozofii. Promotorem jej pracy był Roman Ingarden. Z początkiem nowego roku akademickiego została asystentką w Katedrze Filozofii Nauk Przyrodniczych na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UJ. Swoją pracę lubiła umiarkowanie. 14 marca 1967 roku notowała w pamiętniku: "Pewien student podbiegł dziś w pąsach i rzekł "Ach, pani magister (to ja) mam jedną nieobecność! Cóż mam począć, żeby to jakoś odrobić?". Najpierw chciałam mu zaproponować, żeby mi umył podłogę na święta…, a potem powiedziałam, niech się pan nie trapi, bo jeszcze pan w ciężką chorobę wpadnie". (...)
*  *  *
W 1966 roku Poświatowska opublikowała tomik "Oda do rąk" i opowiadanie "Niebieski Ptak", które jest odpowiedzią na "Malowanego Ptaka" Jerzego Kosińskiego. Poetka poznała pisarza przelotem w Nowym Jorku. Była nim zafascynowana, ale po lekturze powieści uznała, że książka atakuje Polaków.

Rok później ukazała się Opowieść dla przyjaciela. Niestety, nie dało się oszukać Przeznaczenia: ból powrócił. W ostatnich miesiącach przed śmiercią prowadzenie zajęć sprawiało jej wielką trudność. By mieć siłę do pracy na uczelni, przez większość dnia leżała w łóżku, chciała ukryć swoją chorobę… Jak wielu z nas… By tak zwane „środowisko” – nie zmarginalizowało, nie odrzuciło, nie – napiętnowało…! Nie da się ukryć: była Papugą wśród Wróbli, które potrafią zadziobać… Oj, jakże potrafią… Wręcz: specjalizują się w tych niecnych, podłych, nieludzkich czynach! Miała tego pełną świadomość… Miała świadomość „INNOŚCI”…

"Podłe serce" znowu trzymało ją w garści. 3 października 1967 r. Halina poddała się drugiej operacji w warszawskim Instytucie Gruźlicy. Nie wróciła już do Krakowa. Zmarła 11 października w wieku 32 lat. Pochowana została u boku swojego męża w Częstochowie.

@ W drodze na pogrzeb Haliny czwórka zaprzyjaźnionych z nią poetów - Śliwiak, Nowak, Szymborska i Frasik - mięli wypadek samochodowy. Śliwiak i Szymborska na cmentarz dotarli taksówką, mój Przyjaciel od Serca -- Tadeusz Nowak i Frasik zostali w częstochowskim szpitalu. Choć wybity ząb sprawiał Szymborskiej ból, śmieli się na myśl o tym, jak na tę sytuację zareagowałaby Halina… Opowiadał mi Tadeusz, którego również już nie ma, a JEST – nie tylko przecież – ze mną! Drogi, Wspaniały Tadeusz, któremu tyle zawdzięczam. Tyle mi naopowiadał, tak mnie uwrażliwił, że i ja sam mam z Sercem kłopoty – w Czasach Pogardy dla Wrażliwych… Ale to już inna „Bajka”…
*   *   *
UPORZĄDKUJMY: Halina Poświatowska należy do tak zwanego  pokolenia "Współczesności". Zadebiutowała w 1956 roku publikując swoje wiersze w "Gazecie Częstochowskiej". Jej pierwszy zbiór poezji „Hymn bałwochwalczy” pojawił się rok później i zebrał przychylne opinie krytyków i poetów. Następne wiersze zebrane zostały w trzech kolejnych tomikach poezji: „Dzień dzisiejszy” (1963), „Oda do rąk” (1966) i „Jeszcze jedno wspomnienie” (1968, pośmiertnie).

Po Jej śmierci odnaleziono wiele niepublikowanych liryków, opowiadanie, bajkę dla dzieci, dramaty, listy – zebrane w "Dziełach" (Nieocenione: Wydawnictwo Literackie, 1997). Na krótko przed śmiercią, w 1967 roku, Wydawnictwo Literackie opublikowało Jej autobiograficzną powieść: Opowieść dla przyjaciela.

Tadeusz Baird skomponował w 1968 roku do jej tekstów pięć pieśni na mezzosopran i orkiestrę kameralną.

@ Głównymi motywami jej twórczości poetyckiej były przeplatające się wzajemnie Miłość i Śmierć. Świadoma swej kruchości Poświatowska dawała wielokrotnie wyrazy sprzeciwu wobec nieugiętego, bezlitosnego Losu – Przeznaczenia…  Ubolewała nad niedoskonałością ludzkiego ciała, ale i umiała – co bardzo ważne i chwalebne! - wykorzystać każdy moment przemijającego życia…

W swych utworach nie pomijała także swojej Kobiecości; pisała o sobie i innych Kobietach, Kobietach-Bohaterkach. Wszystko to osadzone było w głębokich przemyśleniach filozoficznych. Poezja Haliny Poświatowskiej stanowi przenikliwe studium natury ludzkiej, Kobiety pragnącej Miłości i Kobiety świadomej swej Śmierci. Jej Gesty Dobroci ożywają po latach… Jej Uśmiech i Humor rozbrajał każdego i dystans w rozmowie – ginął był, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki…

W życie, które przedwcześnie nałożyło na poetkę zbyt wiele trosk wpleciony został dodatkowo niedający się wycofać wyrok śmierci, nadając przy tym jej istnieniu podobieństwo do skazańca, który w celi śmierci odliczał godziny, potem minuty do planowanej egzekucji. Analogicznie do jego sytuacji przedstawiała się udręczona chorobą psychika poetki. Przeplatające się stany nadziei i obojętności, zwątpień i rozpaczy spowodowały oswojenie się Poświatowskiej z nieuchronnym nadejściem śmierci: " (...) odkąd poznałam jej prawdziwe imię przygotowuję moje serce na ostatni urwany wstrząs."

Wpływ na pokonanie lęku przed odejściem miała niewątpliwie również ulubiona przez poetkę filozofia Martina Heideggera, który uważał, że życie człowieka to nieustanne umieranie lub byt ku śmierci. Organizm ludzki całe życie zbliża się do kresu swej drogi – starości a następnie śmierci. Pogodzona z taka kolejnością życia pragnęła już tylko by dotąd złowroga towarzyszka odebrała jej ostatnie tchnienie lekkim dotykiem, który kontrastując z codzienną walką o oddech położyłby kres jej męce szybko i bezboleśnie.

"Halina Poświatowska -- to autorka kilkuset wierszy, jednej książki prozatorskiej i jednego opublikowanego dramatu. Zdawałoby się - niewielki dorobek pisarski, a jednak nie najmniejszy, jeśli zważyć, że wymienione utwory powstały pod piórem człowieka, któremu los przeciął nić życia w wieku zaledwie trzydziestu dwu lat. Twórczość Haliny Poświatowskiej najpełniej określają jej własne słowa: Jeśli poetów mierzy się wielkością ich niepokoju to ja przeszłam własną genialność. W tym aforystycznym wyznaniu zamknęła ona dramat swego życia, pośrednio określiła również tematykę poezji. W jej wierszach nie sposób doszukać się cierpiętniczej samo kreacji.Pisała wiele  gdyż poezja stanowiła dla niej najlepszy sposób na pogodzenie się z cielesną niemocą. Wiersze poetki w większości przypadków nie posiadają tytułów, co w zasadniczy sposób łączy się z sytuacją, w których powstawały. Były one jak spadające ze szpitalnego łóżka kartki pamiętnika z pośpiesznie zapisywaną historią życia..." --  jakże trafnie określiła była bardzo specyficzną twórczość poetki, Joanna Muszyńska.  

Od 1974 w Częstochowie odbywa się Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Haliny Poświatowskiej. 

P.S.
Świat adorujący wielkość, bogactwo, kariery, zapatrzony ślepo w powiększanie, przyspieszanie, ulepszanie - gubi się, zapomina o istocie Człowieczeństwa. I wcale przez te swoje dążenia nie gwarantuje zdrowia, długiego życia, spełnienia, szczęścia, Miłości...

PARADOKS ISTNIENIA
Śmierć
to nieobecność
we wszystkich miejscach
naraz

Życie
życie jest piękne
wisi na włosku
                        siwym
często pierwszym
i jest nieśmiertelne

Marr jr
-----------------------------------
BIBLIOGRAFIA:
@ Zapiski z rozmów z mym Przyjacielem Tadeuszem Nowakiem, Jerzym Harasymowiczem; wykłady i rozmowy z prof. Arturem Sandauerem.
@" ja minę, ty miniesz... o Halinie Poświatowskiej" - oprac. Mariola Pryzwan, EM-KA, Warszawa 1994
@ "Nierozważna i nieromantyczna. O Halinie Poświatowskiej" - Grażyna Borkowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001
@ "Kaskaderzy literatury" -  oprac. Edward Kolbus, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1990.

Marr jr                                                                                
Wykop Skomentuj82
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura