Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
60 obserwujących
285 notek
1376k odsłon
  2919   0

Jan Himilsbach - "Marcel Proust spod budki z piwem"

Fot. Marr jr
Fot. Marr jr

JANA HIMILSBACHA, aktora, pisarza, scenarzystę, kamieniarza – artystę samouka -  wspomina Marek Różycki jr.

"Marcel Proust spod budki z piwem" - tym mianem miał podobno określić Himilsbacha Tadeusz Konwicki. Trudno się pod tym nie podpisać. Janowi Himilsbachowi absurd towarzyszył od początku - w metryce jego urodzenia pijana urzędniczka wpisała datę 31 listopada…

Z Janem Himilsbachem – wówczas już znanym i uznanym aktorem, i pisarzem -  rozmawiałem dziesiątki razy jako początkujący student UW w pobliskiej restauracji „szybkiej obsługi”: „Harenda”. Kiedyś zauważył, jak robię jakieś notatki przy stoliku, przywołał mnie do siebie, postawił piwo, jedno, drugie, trzecie, a za nami rósł stos barszczyków z krokietami, ponieważ samego piwa nie podawano w tak „ekskluzywnej” knajpie.

Z czasem zacząłem przynosić na nasze spotkania magnetofon, by utrwalić choć fragmenty rozmów, specyficzny dowcip, światoodczucie a także znamienną, choć często wyrwaną z kontekstu i mocno fragmentaryczną filozofię życiową pana Jana. Właśnie tymi „rozmowami w toku” chciałbym się teraz podzielić z Państwem.

* * * * * * * * * *

-- Biografia Pana jest niezwykła i „nieuczesana”: kamieniarz, aktor, pisarz. Kim Pan jest naprawdę, panie Janie?

-- Przede wszystkim jestem śmierdzącym leniem. Muszę tyrać na chleb, więc imam się różnych zajęć. Są ludzie, którzy nigdy nie pracowali – znam wielu takich – ale za to mają bogate mamusie, bogatych, świetnie ustawionych tatusiów albo bogate kochanki, kochanków. W życiu nie ma nic za darmo… Dla chcącego – nie ma nic… Te wszystkie zawody, które wykonuję, to ciężka praca fizyczna. Każda praca pozornie umysłowa wykańcza człowieka fizycznie i psychicznie. I to się widzi na co dzień…

-- Jest Pan zawodowym „naturszczykiem”. Wtajemniczeni twierdzą, że naturalność, to trudna do utrzymania poza…

-- To nie jest poza. Jestem, jaki jestem!

-- Jako autor „Monidła”, „Przepychanki”, „Zatopionych skał”, „Łez sołtysa” – bywa Pan w salonach literackich, bardziej na zasadach enfant terrible, pijanego dziecka we mgle niż twórcy uznanego, który wywalczył swoją pozycję niekwestionowaną erudycją, artyzmem, kulturą…

--Ależ ja nie bywam w żadnych salonach! Trudno nazwać „Małą Kameralną” salonem literackim – chociaż przychodzili tu Gałczyński, Tuwim, Słonimski, Świderski, Maklakiewicz, Hłasko, Cybulski, Konwicki, Komeda. Do Związku Literatów nie chodzę, chyba że po rekompensatę albo jakąś zapomogę. Gdyby się tak głębiej zastanowić, to ja nigdy nie pisałem dla pieniędzy. Sprawia mi to przyjemność, czasami mnie nagabują albo piszę dla świętego spokoju… W sprawie zaś artyzmu – jak mówią – istnieją dwie drogi, by stać się kulturalnym. Jedna polega na tym, by  zdobyć  solidne wykształcenie, druga – by mieć wiele nałogów…

-- Co sprawiło, że chwycił Pan za pióro?

-- Zacząłem pisać wiersze i całe szczęście, że nic z tego nie wydałem. Gdyby nie – nieżyjący już – Julian Rogoziński, to żadna moja książka nie ujrzałaby światła dziennego. Pamiętam, siedziałem w „Kameralnej” i chciałem pożyczyć od niego parę złotych; ponieważ ciągle mu mówiłem, że piszę – odpowiedział mi: „Jasiu, masz tutaj na taksówkę do domu, a jak przyniesiesz to wszystko, coś napisał, wtedy pożyczę ci pieniądze”. Co miałem robić! Pojechałem, zabrałem tę całą moją pisaninę i w ten sposób powstało „Monidło”…

-- Bohaterowie Pana opowiadań i postacie, w które wciela się Pan w filmach – wolą statystować niż grać główne role. To nieudacznicy, outsiderzy, lumpy, niebieskie ptaki – ludzie cwanie egzystujący na marginesie życia. Oni kochają, przeżywają dramaty i drobne radości, ale wszystko to jakby na kredyt – w dniach „wolnych od życia”. Dążą do samounicestwienia, świadomie zadają sobie cierpienie – dlaczego?

-- Wszyscy jesteśmy aktorami, a każdy z nas ma w życiu przeznaczoną swoją rolę epizodyczną. Daj Boże! zagrać ją dobrze każdemu…  Oczywiście, w każdym środowisku są nieudacznicy, outsiderzy. Niektórym ludziom po prostu zwisa… Ale bywa też tak, że czują się totalnie bezsilni! Mam wrażenie, że każdy chciałby być niebieskim ptakiem, tylko niewielu na to stać. Wolność to ogromny luksus. Człowiek robi to, co chce do czasu, gdy zjawi się jakiś inny z pałą i pokaże mu jego miejsce na tej ziemi, w szeregu, przywróci do „równowagi” w każdym systemie… Tak więc można  b y ć   tylko w chwilach wolnych od życia…

-- Dokumentuje więc Pan prawdę o brutalnym, perfidnym, przewrotnym losie i ludziach mu uległych?

-- Ja po prostu stwarzam pozory prawdy. Pomiędzy mną a wieloma moimi kolegami po piórze jest ogromna różnica, przepaść, ponieważ nigdy nie opisuję znajomych, ani konkretnych sytuacji z życia wziętych. Każdy potrafi opisywać swoje życie, dlatego też nigdy nie wyciągam moich brudów, mojej rodziny ani znajomych.

-- Ci wszyscy ludzie, których powołuje Pan do życia, są przeraźliwie samotni. Im wydaje się, że są samodzielni, wolni i niezależni. Wybierając banicję, z czasem tracą poczucie sensu życia…

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale