Życie duże i małe
To, co kochasz najbardziej, kiedyś zrani cię najmocniej. -- N. Hill # Cała historia ludzkości - to cierpliwe czekanie na triumf człowieka poniżonego. -- R. Tagore # Owoc, który gardzi którymkolwiek etapem wzrostu, nigdy nie dojrzeje. -- Saint-Exupéry
44 obserwujących
242 notki
1040k odsłon
2162 odsłony

Dzień depresji - bez wyścigu z czasem i wydarzeń presji

Obraz Jody Kelera
Obraz Jody Kelera
Wykop Skomentuj90

Wielokrotnie rozmawiałem z dr n. med. Andrzejem Rogiewiczem – długoletnim ordynatorem Ośrodka Leczenia Nerwic i Depresji w Komorowie, także dr n. med. Grażyną Malatyńską i wieloma innymi specjalistami, w tym - dr n. med. Tadeuszem Matusiakiem, gdy był on dyrektorem Szpitala Nowowiejskiego w Warszawie. Czytałem wykłady, wypowiedzi  oraz opracowania m. in. prof. dr hab. med. Krzysztofa Czubalskiego; studiowałem raporty i doniesienia prasowy fachowej. Stąd powstała kompilacja tekstu o tragicznym zdrowiu psychicznym Polaków. Statystyka nie kłamie.

Martin Seligman w swojej książce „Co możesz zmienić, a czego nie możesz” w rozdziale o depresji pisze: „Żyjemy w wieku depresji. W porównaniu z czasami młodości naszych dziadków depresja ogarnia obecnie dziesięciokrotnie więcej Amerykanów, a procent ten stale rośnie. Na depresję zapadają teraz osoby przeciętnie o dziesięć lat młodsze, a nawet dzieci i młodzież. Stała się ona powszechną chorobą psychiczną.” 

W I połowie XX wieku dominującym uczuciem był niepokój. W tym czasie uczucie to było głównym tematem filmu, malarstwa, literatury, było to również dominujące uczucie, które Freud obserwował u swoich pacjentów, dlatego też właśnie niepokój uznał za podstawę innych przykrych uczuć, takich jak złość, wstyd, depresja czy lęk. „Natomiast nasze czasy są epoką, w której panuje wszechwładnie uczucie braku wpływu na cokolwiek i bezradność. (…) W naszej epoce dominującymi uczuciami są przygnębienie i smutek, a niepokój – choć jego znaczenie nie jest bynajmniej marginalne – usunął się w cień.”

DEPRESJA WYKAŃCZA POLAKÓW

Co czwarty  Polak czuje się samotny, wykluczony ze społeczeństwa, a stan taki wywołuje zaburzenia psychiczne – piszą media. A jaka jest szara strefa leczących się prywatnie z obawy przed utratą pracy, a także wstydem (sic!)  przed nietolerancyjnym otoczeniem, które w Polsce odrzuca i piętnuje tych, co zapadli na nerwice, depresje  bądź choroby psychiczne.

Na zaburzenia psychiczne choruje 8 milionów dorosłych Polaków w wieku od 18 do 64 lat. Gdyby włączyć dzieci, młodzież i osoby starsze, liczba pacjentów mogłaby wzrosnąć o kolejne 4 miliony.

- Obok depresji występuje jeszcze 365 innych chorób psychicznych - wymienia profesor Jerzy Samochowiec, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. - Do 15 procent osób cierpi na depresję, w całej Polsce to 1,5 miliona ludzi. Zaburzenia lękowe ma do 13 procent; chorobę afektywną dwubiegunową - do 3 procent, to kolejne milion osób; schizofrenię - 1 procent, czyli około 400 tysięcy osób, tyle ilu jest mieszkańców Szczecina - wymienia szczeciński psychiatra.

To najwyższy odsetek spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. Rocznie z tego powodu życie odbiera sobie ponad 7. tys. osób, a prawie 2,5 mln trafia na leczenie psychiatryczne - alarmują eksperci Ministerstwa Zdrowia. W ciągu ostatnich 15 lat liczba osób leczonych psychiatrycznie wzrosła u nas z 600 tys. do ponad 2,6 mln rocznie. Przybyło ludzi z najcięższymi schorzeniami psychotycznymi. Teraz takich pacjentów jest w szpitalach ponad 140 tys.

Dane z najnowszego Narodowego Programu Ochrony  Zdrowia Psychicznego na lata 2015 - 2017, przygotowanego przez psychiatrów na zlecenie Ministerstwa Zdrowia, wprost porażają. Wynika z nich, że Polacy od kilkunastu lat cierpią na pandemię załamań nerwowych i depresji. Ich głównym źródłem jest samotność, zagrożenie bytowe, lęk o przyszłość, a także  poczucie społecznego odrzucenia oraz bezsens życia tych ‘zmarginalizowanych’ - spowodowany brakiem możliwości zmiany swojego statusu społecznego.

 - Lęk o przyszłość, potworne „ciśnienie społeczne”, poczucie winy z powodu niewywiązywania się z pełnionych ról społecznych, zawrotne tempo życia, BRAK KULTURY W STOSUNKACH MIĘDZYLUDZKICH, a nade wszystko ogromne rozluźnienie więzów rodzinnych powodują potężny stres, z którym niestety znaczna grupa naszego społeczeństwa sobie nie radzi - przyznaje dr Andrzej Cechnicki, krakowski psychiatra, współtwórca programu.

Jak zaznacza, sytuacja ta odbija się niekorzystnie na zdrowiu psychicznym nie tylko dorosłych, ale również i na dzieciach. Lekarze szacują, że ponad półtora miliona dzieci i młodzieży w Polsce wymaga stałej opieki psychiatrycznej i psychologicznej. - Większość z nich to dzieciaki z tak zwanych dobrych domów, gdzie oboje rodzice ciężko pracują i nie poświęcają latorośli wystarczająco dużo czasu bądź w ogóle ich nie ma w domu, bo na przykład  wyemigrowali za pracą - podaje przykłady dr Cechnicki. Nikt nie liczy chorych, którzy żyją w ubóstwie i nie stać ich na wizyty u specjalistów, psychoterapie i bardzo drogie leki.

Skutki osamotnienia dzieci są opłakane. Ogląda je na swoim oddziale psychiatra dr Tomasz Pisarek, wicedyrektor Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii i Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży w Zagórzu koło Warszawy. Zdarzało się, że jego placówka musiała wstrzymywać przyjęcia na oddziały psychiatryczne. - Przywieziono nam tylu pacjentów, że przyjęliśmy tylko "najostrzejsze przypadki": agresywne maluchy, które dokonały samookaleczenia, kilkunastoletnich niedoszłych samobójców i dzieci z ciężką depresją - wylicza lekarz.

Zobacz galerię zdjęć:

Depredsja - ilustracja udostępniona
Depredsja - ilustracja udostępniona
Wykop Skomentuj90
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości