Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
48 obserwujących
256 notek
1107k odsłon
1553 odsłony

Zwyczajna - niezwyczajna Anna Dymna, czyli aktorka z misją

Wykop Skomentuj91

@ Nie pretensjonalnej urodzie zawdzięcza pierwsze role filmowe u Henryka Kluby („Pięć i pół Bladego Józka”) i Sylwestra Chęcińskiego („Nie ma mocnych”, „Kochaj, albo rzuć”), ale dopiero rola Zosi w „Dziadach” Konrada Swinarskiego w Teatrze Starym wyniosła ją do grona „prawdziwych” aktorów.

Od tego czasu starannie selekcjonuje składane jej propozycje ról. Dotyczy to szczególnie ról filmowych i telewizyjnych, gdzie konsekwentnie odmawiała zagrania głupich ról, a obecnie również w idiotycznych sitcomach i telenowelach - „teleduperelach”… Nie sprzedała także twarzy w reklamach zachowując szacunek do siebie i zawodu, tak charakterystyczny dla środowiska związanego ze sceną narodową - Starym Teatrem.

Wprowadzenia w życie cyganerii krakowskiej i „Piwnicy pod Baranami” dokonał poeta, scenarzysta i aktor w jednej osobie Wiesław Dymny. Młodziutka Anna będąca całkowitym jego charakterologicznym przeciwieństwem zakochała się w tym człowieku, chociaż był od niej starszy o 14 lat. To on uczył ją jak żyć i dystansować się od pewnych poczynań, aby nie zatracić się w tym próżniaczym środowisku bohemy artystycznej.

Otwierał nad nią parasol ochronny, którego nikt nie robił nad nim – zatracał się z dnia na dzień w pijaństwie, z którego nie było już wyjścia. Ania mu to wybaczała i jak sama mówiła: wystarczyło, żeby nie pił przez godzinę, i czułam, że jestem w stanie znieść wszystko. Wracając do domu nigdy nie była pewna co w nim zastanie i tak też zdarzyło się owego dnia, gdy zobaczyła go leżącego na wznak na podłodze – już zimnego.

Żyła z nim za krótko, żeby znienawidzić lub zobojętnieć, ale dostatecznie długo, żeby zakodować w sobie jego nauki, które jej wpajał. Żyła i pracowała jak w letargu, aż dopadło ją fatum: wypadek samochodowy (długa rehabilitacja), zaraz potem wypadek na planie filmowym z saniami („Królowa Bona”) i kolejny wypadek samochodowy. W teatrze zaczęto żartować, że gdy jedzie karetka na sygnale, to pewnie Dymnej znowu się coś przytrafiło…

Przełamanie stereotypu zawdzięcza macierzyństwu, które zmieniło ją fizycznie i psychicznie. Natura pozwoliła jej wyzwolić się z ról dziewczątek i wcielać się w postacie kobiet bogatych wewnętrznie, rozgoryczonych, przegranych. Wiedziała, że nie zagra już nigdy Ofelii tylko starą, grubą żydówkę albo szacowną matronę rodu. Uwielbiała grać w „Weselu” gdzie zaczynała od roli Isi, a z biegiem lat Zosię, Pannę Młodą i Gospodynię a nieżyjący już – fenomenalny aktor i Człowiek - Jerzy Bińczycki żartował: zostaje ci jeszcze Wernyhora… ;)

Gdy w rozmowie z dziennikarką kolorowego pisemka, ta napomknęła coś o dietach, Dymna zapytała ją ile ma lat, a gdy usłyszała, że 32 odparowała: No, to ja w pani wieku lepiej wyglądałam. Dymna do swojego wizerunku równego wiekiem, dawno przywykła i nie ma zamiaru poprzez lifting udawać młodszej. Jako aktorka czuje się spełniona, a zamiast grać w czymś głupim, woli zrobić przedstawienie z niepełnosprawnymi albo reportaż telewizyjny o wolontariuszach. I to jest teraz drugie wcielenie Dymnej. Od wielu lat bowiem poświęciła się także pracy artystycznej z osobami upośledzonymi.

Współorganizuje Ogólnopolski Festiwal Twórczości Teatralno – Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Umysłowo „Albertiana”, prowadzi warsztaty terapii artystycznej, w telewizji ma program „Spotkajmy się” i jest założycielką fundacji „Mimo wszystko”.

-------------------------------------------------------------------------------

Wró­żo­no jej wielką karierę i po­zba­wio­ne trosk życie. Była młoda, utalentowana i zjawiskowo pięk­na, ukoń­czy­ła wy­ma­rzo­ne stu­dia ak­tor­skie, a pro­du­cen­ci za­sy­py­wa­li ją ko­lej­ny­mi pro­po­zy­cja­mi. Jak każda młoda ko­bie­ta wie­rzy­ła, że świat stoi przed nią otwo­rem, zaś wszel­kie nie­szczę­ścia ominą ją sze­ro­kim łu­kiem. Już wkrót­ce te ma­rze­nia miały zo­stać skon­fron­to­wa­ne z rze­czy­wi­sto­ścią w bru­tal­ny i bo­le­sny spo­sób.

Na po­cząt­ku lat sie­dem­dzie­sią­tych za­pro­szo­no ją do Płoc­ka, na plan po­wsta­ją­ce­go wła­śnie filmu Hen­ry­ka Kluby "5 i 1/2 bla­de­go Józka", by part­ne­ro­wa­ła An­drze­jo­wi Mal­co­wi, wcie­la­jąc się w po­nęt­ną Ka­ta­rzy­nę. Anna, wów­czas jesz­cze no­szą­ca mało me­dial­ne na­zwi­sko Dzia­dyk, pro­po­zy­cję przy­ję­ła i na czas krę­ce­nia filmu za­trzy­ma­ła się w wy­na­ję­tym ho­te­lu. Któ­re­goś wie­czo­ru, zi­ry­to­wa­na ha­ła­sa­mi do­cho­dzą­cy­mi zza ścia­ny, po­pro­si­ła im­pre­zu­ją­ce­go są­sia­da o ciszę. Są­sia­dem był nie kto inny, tylko sce­na­rzy­sta filmu, w któ­rym wła­śnie wy­stę­po­wa­ła, pro­wa­dzą­cy hu­lasz­czy żywot uta­len­to­wa­ny ar­ty­sta Wiesław Dymny.

Grzecz­ne proś­by ak­tor­ki nie po­dzia­ła­ły – Dymny, mocno już odu­rzo­ny al­ko­ho­lem, po­rzu­cił na chwi­lę kom­pa­nów od kie­lisz­ka, udał się do po­ko­ju Anny z bu­tel­ką wódki i za­czął na­ma­wiać do wspól­nej kon­sump­cji. Ale dziew­czy­na nie do­ce­ni­ła tego "po­jed­naw­cze­go" gestu, wście­kła się, do­szło nawet do nie­przy­jem­nej wy­mia­ny zdań i rę­ko­czy­nów. Nić po­ro­zu­mie­nia na­wią­za­ła się mię­dzy nimi jakiś czas póź­niej, gdy Dymny się uko­rzył, a Anna wresz­cie ule­gła jego nie­od­par­te­mu uro­ko­wi i wy­ba­czy­ła wcze­śniej­szą awan­tu­rę.

Wykop Skomentuj91
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura