Z pozycji i perspektywy ‘niespiesznego przechodnia’, albo (jak pisano w teorii powieści, której ojcem jest Gustaw Flaubert) - "lustra na gościńcu", lub 'pieska przydrożnego’ (Miłosz) - piszę o ludziach wybitnie uzdolnionych. Nie oceniam ich po 'kolorze krawata', bo miarą ich wielkości jest Ponadczasowa Sztuka, jaką uprawiają po Mistrzowsku. Nie są to monolity, postaci pomnikowe, tylko ludzie żywi, z krwi i kości, często także ze swoimi ułomnościami w tak zwanym życiu prywatnym, codziennym. Do każdego można się przyczepić, ‘upupić’ go, przylepić mu łatę, wsadzić do szuflady i zamknąć ją na siedem spustów. Najczęściej klucznikami są miernoty, które nic nie wnoszą do świata poza zdrożnym kokietowaniem bagiennego zastoju i patosem własnych osobowości.
Ryszard Filipski. Genialny aktor wielokrotnie porównywany z Genem Hackmanem. Fenomenalny odtwórca roli ostatniego polskiego „zagończyka”, legendarnego majora Hubala. Narodowiec z przekonania - niewygodny dla każdej władzy. Przez pewien czas szeregowy członek pzpr, podpisał list 2000 potępiający Jacka Kuronia i Adama Michnika. Uczulony na zbrodnie Izraelitów w Służbach Bezpieczeństwa, ale nie antysemita! Antyniemiecki! Nigdy nie był członkiem Z. P. "Grunwald", jednak bronił go mec. Jerzy Kossecki i reż. Bohdan Poręba. Zakochany do szaleństwa w Marszałku Piłsudskim – nieomal utożsamiający się z Nim i ‘organizujący patriotyczne zbiórki w lesie’ - jednak wytykający Mu antydemokratyczny Przewrót Majowy… Doprowadzony do śmierci i cudem uratowany przez Bożą interwencję…
Głowa mała, rozum krótki! ‘Bądź tu mądry i pisz wiersze’, jeśli ktoś jest taki mądry i bez winy – niech pierwszy rzuci kamień… Jednak napiszę notkę o tym polskim wybitnym Aktorze urodzonym we Lwowie 17 lipca 1934 roku. Nie wartościuję, a uczciwie relacjonuję. Z góry przepraszam za długość 'notki', bowiem Filipski - to osoba pełna treści, o przebogatej osobowości i takich dokonaniach.
Geniusz aktorstwa -- postać tak bardzo wyrazista, że już ta cecha stanowi jak gdyby samoistną wartość: wypełnia kadr filmowy, stwarza określoną atmosferę. ORYGINALNOŚĆ propozycji Aktora polega na stosowaniu - w formie doskonałej - świetnego manewru wobec widza: Jego z gruba ciosani bohaterowie, niezbyt wrażliwi, wraz z rozwinięciem fabuły filmu owej toporności i niewrażliwości nadają głębszy sens. Jeśli zgłębić Jego dokonania, to nagle uświadamiamy sobie, że aktor nie został zamknięty raz na zawsze w obrębie ustalonych typów i sytuacji, że ma szansę grać również i te role, które są jak gdyby na przekór jego warunkom fizycznym. W każdej z ról jest niesłychanie wiarygodny.
Owa wiarygodność wybitnie kroczyła w parze z innym przymiotnikiem, bo tak się składa, że o Artyście powiada się, że jest Człowiekiem zawsze i dla każdej władzy niewygodnym -- to określenie przylgnęło do aktora, stanowiąc tym samym potwierdzenie Jego nieszablonowego, 'buntowniczego' charakteru. Nie lubi MNIEMANOLOGII, nienawidzi HIPOKRYZJI i już dzięki temu potwierdza ISTOTĘ... FAKTU. Nigdy też nie pospolitował się, nie dał się złamać, stłamsić, mając jednocześnie odwagę przyznać się do nie do końca przemyślanych decyzji.
Znany w środowisku z bardzo niekonwencjonalnego podejścia do zawodu: "Zawód aktora jest zawodem niepoważnym, choć może stać się POSŁANNICTWEM.” Udowodnił to Ryszard Filipski wielokrotnie, rolami o przeogromnym ładunku prawdziwości, szczerości i rzetelności przy odtwarzaniu ról takich jak: Grota Roweckiego, Hubala, czy Marszałka Piłsudskiego. Nawet w czasie przerw pomiędzy kadrami wykazuje się innością: w czasie przerwy śpi na stojąco, regenerując siły.
A jak się kojarzy widzowi? Większości z niezłomnością, wielką determinacją, znakomitym warsztatem i... PATRIOTYZMEM, za który tak Aktora łajano i szkalowano. Nazywano Go komuchem, faszystą, klerykałem, a zatem dlaczego odbiera się Filipskiemu prawo, aby sam siebie nazwał, określił, jak - czuje?
"BYŁEM, JESTEM I BĘDĘ POLAKIEM" -- sztandarowe i znamienne słowa Artysty -- zawsze i dla każdej władzy niewygodnego, w zależności od "potrzeby" nazywanego -- by nie rzec przezywanego. Nie dostrzeżono, że Ryszard Filipski był i jest PATRIOTĄ, narodowcem, który nigdy nie "przefarbował się" na rewizjonistę! Cóż w tym dziwnego, że komuś zależy na kraju, w którym żyje - Ojczyźnie - i głosi to publicznie?!
Ryszard Filipski z jednej strony był wielbiony przez polską publiczność, z drugiej zaś – uchodził za jednego z najbardziej kontrowersyjnych artystów okresu PRL-u. Będąc na szczycie, filmowy HUBAL z dnia na dzień stracił cały swój dorobek, został osaczony, zniszczony i… stał się nędzarzem… -- za Prawdę głoszenia swoich poglądów, ocen wynikających z Wiedzy o SB Izraelici stali się obsesją polityczną Aktora, ale pamiętajmy, że nie tylko: antyniemieckość, to druga nurtująca Go kwestia. (Świetnie ujął te kwestie, tematy Jerzy Karaszkiewicz w swojej książce "Pogromca łupieżu". Polecam Państwu, tę lekturę).
Laureat „Złotej kamery” tygodnika Film. Porównywany do Gene’a Hackmana. Był w filmie kimś takim, jak Jean Gabin, czy Spencer Tracy. W przekonaniu reżysera Janusza Majewskiego Ryszard Filipski jest najlepszym polskim aktorem, jaki kiedykolwiek pojawił się w teatrze czy kinie, charyzmą nie ustępujący Gerardowi Depardieu. Jego role charakteryzują się znakomitym ŁADUNKIEM WEWNĘTRZNYM, znakomicie gra SYLWETKĄ, wykorzystując specyficzny gest, mimikę, aparycję.
Naturalny, zawsze wiarygodny, o nieprzeciętnych możliwościach aktorskich; odgrywane przez niego postaci cechują się różnorodnością, przy ogromnej wszechstronności zainteresowań. Tego typu uwarunkowania wymagają od aktora niebywałej sprawności intelektualnej i fizycznej. Gdyby mieszkał w USA, byłby drugim Clintem Eastwoodem. Dlaczego nikt dzisiaj nie pamięta, kim był Genialny Ryszard Filipski, który kończy 84 lata? Aktor predestynowany do kreowania ról osobników z peryferii, wspaniale wpisał się w pejzaż filmowy tamtego okresu. Dlaczego nikt już nie pamięta, bądź nie chce pamiętać, jakim znakomitym twardzielem polskiego kina sensacyjnego był Filipski na przełomie lat 60. i 70.?
Ryszard Filipski -- lwowiak, syn tramwajarza absolwent krakowskiego gimnazjum pijarów przyszedł na świat w 1934 roku. Egzamin eksternistyczny w krakowskiej szkole teatralnej zdał 24 lata później. Na scenie zadebiutował w roli Valorina w "Ich głowach", Marcela Ayme, w reżyserii JERZEGO ANTCZAKA - w łódzkim Teatrze 7.15. Tak się złożyło, że owa współpraca, owo spotkanie okazało się być niezmiernie istotnym. Dlaczego? Ryszard Filipski nie lubi mówić o Mistrzach, ale to nazwisko wymienia nader często.
W filmie zadebiutował jeszcze podczas studiów w 1955 roku w nowelowym filmie sportowym „Trzy starty” oraz wojennym „Godzina nadziei”. Choć były to zaledwie epizody, zaś nazwisko nie wymienione w „tyłówce”, ani – jak to się mówi z przymrużeniem oka – na liście płac… -- to młody Filipski już wtedy rzucał się w oczy. Wyjątkowo męski, uparty, czasem przekorny - narzucający otoczeniu swoją wolę, na każdym kroku podkreślał indywidualność. Wkrótce te cechy stały się jego znakiem rozpoznawczym. W pierwszoplanowej roli zadebiutował w 1956 roku w dramacie społecznym „Koniec nocy”.
-- Właśnie Edek, którego grałem, jeden z bohaterów tego filmu – silny, bezwzględny – sprawił, że zaszufladkowano mnie do typu "brutalnych mężczyzn". Następne role proponowano mi mniej więcej tak: "Czy może pan do nas przyjechać na piątek?"; pytałem wówczas po co – odpowiedź brzmiała: "-- Rola niewielka, ale dla filmu ważna; a dla pana to drobiazg – trzeba udusić jedną panią...” -- mówił w 1968 roku w wywiadzie dla "Filmu".
Szybko przylgnęła do niego łatka „brutala i zabijaki”. Popularna jest opinia, że gdyby aktor urodził się w Stanach Zjednoczonych, grałby twardych gliniarzy, gangsterów, cynicznych szeryfów czy zimnych morderców. BYŁBY DOCENIONY I ZAJĄŁBY NALEŻNE MU MIEJSCE NA FILMOWYM PARNASIE. W PRL-u musiał zadowolić się rolami żołnierzy, milicjantów, esesmanów i agentów wywiadu. Bez względu jednak na rodzaj odgrywanej postaci, Filipski tworzy role niezmiernie wiarygodne, prawdziwe, współgrające z Jego wewnętrznym "ja".
Grał między innymi u Wajdy, Morgensterna, Komorowskiego, w krakowskich teatrach u Swinarskiego i Jarockiego. Odmówił współpracy Szajnie, Kantorowi i Grotowskiemu. Jego rolą w ekranizacji „Przekładańca” zachwycił się sam Stanisław Lem. Równolegle z sukcesami w filmie rozwijała się jego kariera teatralna. Występował w Łodzi, z której wrócił do Krakowa. Bezsprzecznie jeden z najlepszych i najbardziej filmowych aktorów, jacy pojawili się w Polsce. Niezbyt chwalebnie opisał Aktora Marian Brandys w swoim "Dzienniku 1976-77". Jednak należy pamiętać, że sam autor nie miał najlepszej opinii, również i w tamtym okresie...
„Z zasady nie jestem przeciwny jakiemukolwiek człowiekowi z powodu jego przynależności narodowej, bo uważam taki pogląd za głupi, nie pozwala mi na to także moja religia, albowiem katolicyzm w swej istocie zobowiązuje do otwarcia się na zewnątrz, na każdego człowieka. To jednak nie zwalnia mnie od dawania świadectwa prawdzie: Jeśli ktoś będzie twierdził, że stalinowską bezpieką w ZSRR i PRL rządzili aborygeni, a nie Żydzi - to temu zaprzeczę” - wyznał był Ryszard Filipski po latach, odpowiadając na zarzuty o swój antysemityzm.
Działalność teatru wzbudzała skrajne emocje, a krytyk - Tadeusz Nyczek po latach napisze, że przyzwoici ludzie tam nie chodzili… Atmosferę wokół Erefu-66 podsycał sam Ryszard Filipski, najprawdopodobniej z przekory w ogóle nie rozwiewając plotek na swój temat, a przekorny bywał często, bardzo często….
KIEDYŚ POWIEDZIAŁ BYŁ: „- WET ZA WET. ZŁO KRZYCZY NA MNIE, A JA NA ZŁO!... PRAWDA ZWYCIĘŻY!” I… POLEGŁ BYŁ NICZYM NAJWIĘKSZY AKTOR MARLON BRANDO, KTÓREGO ZNISZCZYŁO – powiedzmy… - HOLLYWOOD.
Najbardziej znanym filmem z udziałem Filipskiego okazał się „HUBAL” z 1973 roku, w reżyserii Bohdana Poręby. O ambiwalentnym stosunku do aktora niech świadczy fakt, że obsadzenie go w tytułowej roli było jednym z powodów, dla których scenarzysta filmu Jan Józef Szczepański wycofał swoje nazwisko. Ryszard Filipski zaś w stu procentach zespolił się z graną postacią. Bardzo ważne dla Aktora było pokazanie Hubala nie jako watażkę, a bohatera z krwi i kości – Bohdan Poręba wybrał do tej roli Filipskiego, bo jak rzekł był: „Jego nie trzeba uczyć patriotyzmu!”
Powstał znakomity epicki obraz, ze ścieżką dźwiękową Wojciecha Kilara. Filipski nie tylko zagrał, ale wręcz identyfikował się z Hubalem. Ten stopień identyfikacji pogłębił, kupując konia -- cały Kraków był świadkiem jego konnych przejażdżek, z ulubionym wilczurem u boku, w mocno wyglancowanych oficerkach. Dla jednych była to ekstrawagancja, dla innych utożsamienie z bohaterem, dla innych pomysł Aktora na życie. W tym wszystkim najlepsza była jednak postawa Filipskiego: najzwyczajniej na tyle polubił i szanował Hubala, że ten stał się dla niego poniekąd określonym wzorem.
Znakomicie Filipski odnalazł się w roli Marszałka Józefa Piłsudskiego -- w filmie "Zamach stanu", starając się wiernie odtworzyć wszystkie fakty historyczne z lat 1926-1931. Sama scena wiecu, zwołanego przez Wincentego Witosa WESZŁA DO HISTORII KINA POLSKIEGO I ZOSTAŁA UZNANA ZA MAJSTERSZTYK REŻYSERSKI (Mały Rynek w Krakowie zgromadził wtedy 16 000 ludzi, aby w pełni oddać tamtejsze sceny historyczne), a w scenie Procesu Brzeskiego Filipski zrezygnował ze statystów, angażując ponad 200. znanych aktorów). Za rolę Filipski został obsypany nagrodami, potwierdzając jednocześnie pozycję jednego z najbardziej cenionych, lubianych aktorów w kraju.
Wymienić należałoby również film o dylematach moralnych -- "Południk zero", w niczym nie ustępujący obrazowi "Prawo i pięść", a nawet oceniany wyżej. Autorem scenariusza był Aleksander Ścibor-Rylski. Jego pech polegał tylko na tym, że powstał po tamtym. Z jego bohatera, Bartkowiaka, byłby dumny John Wayne - znakomita, finałowa scena, kiedy to widzimy spoconą, umęczoną twarz aktora, w wymiętym mundurze, z tak charakterystyczna "ciszą" w tle…
Schyłek kariery Ryszarda Filipskiego przyszedł z początkiem lat 80. Pod naciskami Stowarzyszenia Filmowców - rozwiązano w 1981 roku prowadzony przez niego Zespół Filmowy „Kraków”, a film Jego autorstwa - „Zamach stanu” – choć bardzo chwalony przez krytyków, nie cieszył się zainteresowaniem widzów. Szkoda - bo wykreował bardzo dobrą rolę, dbając o każdy szczegół, nie tylko jeśli idzie o charakteryzację… W dalszym ciągu pozostaje wierny swojemu credo: "JEDYNY DYKTAT, JAKIEMU PODLEGA ARTYSTA, TO DYKTAT MORALNY. A JEŚLI WYRÓSŁ Z TEJ ZIEMI, TEJ ZIEMI POWINIEN ODDAĆ WSZYSTKO!"
Zgorzkniały, obrażony na całe środowisko i dawnych kolegów, Ryszard Filipski udaje się na emigrację wewnętrzną. Porzuca aktorstwo, wyprowadza się do Białowieży i tam wraz z żoną hoduje konie. Pisze książkę, czasem pojawia się w Warszawie (formalnie jest jeszcze zastępcą szefa literackiego zespołu filmowego "Iluzjon"). W tym też okresie odrzuca wszystkie kolejne propozycje. Pytany o powód, w tylko dla Niego charakterystycznym stylu odpowiada: "ŻEBY NIE ZASRAĆ SOBIE DROGI DO TRUMNY". W tym czasie rozpada się Jego małżeństwo -- Filipski traci dorobek całego życia… Opuszcza Zamojszczyznę, przez rok mieszka jak nędzarz w szałasie. CZYTA BIBLIĘ I CZEKA NA ŚMIERĆ…
Beznadziejna sytuacja zmienia się, kiedy Aktor poznaje swoje przeznaczenie - LUSIĘ OGIŃSKĄ, młodą, piękną, mądrą dziewczynę, bardzo zdolną poetkę -- patriotkę. Para zamieszkuje razem, rodzą się dzieci. Są szczęśliwi, choć bardzo, bardzo biedni. Obskurne mieszkanie w Ursusie zamienią jednak dzięki znajomemu - na mały dom w Podkowie Leśnej, gdzie zamieszkują z kotami i psem. Aktor powie: "Moja nowa wojna o życie w zgodzie z Bogiem i własnym sumieniem zaczęła się 2. 09. 1996 roku i trwa do dziś"... W pojawieniu Lusi dostrzegł Bożą Interwencję.
Pod koniec lat 80. wycofuje się z życia publicznego. Owocem Jego przemyśleń była wydana w 1997 roku książka "Mzehomo". Jeszcze w 1993 roku wystąpił w filmie Waldemara Dzikiego "Lazarus"... Następuje przerwa w działalności Aktora, który ma świadomość, że "cenzury nie ma, ale pozostała - jakże warunkująca jego działania - poprawność polityczna".
-----------------------------------------------------------------
Do aktorstwa powrócił w 2003 roku, kiedy Jerzy Hoffman obsadził go w „Starej baśni”, gdzie zagrał Wisza, ojca głównej bohaterki, starszego piastowskiej wsi. Od tego momentu można mówić o powrocie Filipskiego na ekrany kin i telewizorów. Jesienią 2004 roku telewizja rozpoczęła nadawanie serialu policyjnego „Kryminalni”, w którym Ryszard Filipski gra rolę doświadczonego komisarza Grodzkiego. Wiosną 2005 roku na ekrany kin wszedł film „PitBull” (reż. Patryk Vega), życzliwie przyjęta przez krytykę opowieść o pracy policjantów z wydziału zabójstw. Tu Filipski zagrał Wora, "sędziego" ormiańskiej mafii w Polsce.
W 2008 roku wraca do kina za sprawą roli w „Rysie” w reżyserii Michała Rosy. Rolę w "Zaginionej" przyjął, bo jak stwierdził bardzo przystawała do naszych czasów, w których ludzie PORZUCAJĄ WSZELKIE WARTOŚCI, BY ŚCIGAĆ SIĘ ZA PIENIĘDZMI.
W tym roku, 17 lipca, Aktor skończy 84 lata. W niedawnej wypowiedzi dla „Tygodnika Powszechnego” zaznaczył, iż w życiu zrobił parę dobrych i złych rzeczy, z których nie zamierza się nikomu tłumaczyć. Wraz z żoną nakręcił serię wywiadów z filozofem Mieczysławem Krępcem, wydaje płyty z piosenkami patriotycznymi oraz książeczki dla dzieci autorstwa żony, Lusi Ogińskiej. Swoją decyzję o wycofaniu się z zawodu ocenia raczej negatywnie. W jednym z wywiadów powiedział krótko o tej decyzji: „Żałuję! Poglądów nie zmieniłem, albowiem DYSKUTUJMY Z FAKTAMI A NIE Z MNIEMANOLOGIĄ.”
„Eksponowani medialnie w tamtych czasach to byli: Wajda, Zanussi i Kutz, a ja stale „leżałem na półkach!” Myślę, że już telewizja za to płaci, bo ma na półkach pięć godzin mego filmu (Nie wyemitowany do dziś serial „Kto ty jesteś” - przyp. marr)". Trudności z dopuszczeniem do emisji miał również i "Zamach stanu", "Wysokie loty", "Orzeł i reszka". Najbardziej jednak kuriozalna była próba niedopuszczenia Filipskiego do roli Hubala…
W 2004 roku zrealizował serial dokumentalny, którego głównym bohaterem jest dominikanin o. Mieczysław Albert Krąpiec, filozof (film emitowany był w katolickiej telewizji Trwam).
RESUME wraz z uzupełnieniem dokonań artystycznych Ryszarda Filipskiego
Jako aktor najbardziej kojarzony z filmową rolą Hubala (1973) – majora Henryka Dobrzańskiego, w filmie Bohdana Poręby. Także – posępnego wachmistrza Soroki, przybocznego Kmicica z „Potopu” (1974) Jerzego Hoffmana. Ceniony w środowisku aktorskim za umiejętności warsztatowe. Przykuwał uwagę nawet na drugim planie („Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię”, reż. Janusz Majewski, 1969). Z powodu warunków fizycznych, przez pewien okres etatowy "twardziel" polskiego kina sensacyjnego przełomu lat 60. i 70. ubiegłego stulecia: zawzięty kapitan milicji w „Tylko umarły odpowie” (1969, reż. Sylwester Chęciński), agent kontrwywiadu z „Brylantów pani Zuzy” (1971, reż. Paweł Komorowski), czy zdemobilizowany weteran wojny w "polskim westernie" „Południk zero” (1970., reż. Waldemar Podgórski).
W wywiadzie prasowym mówił o tym w następujący sposób: -- Lubiłem rolę Staszka w "Cierpkich głogach" (...). Przypominam o tym dlatego, że dzięki tej roli pozbyłem się pieczątki "aktora od morderstw, bijatyki i gwałtów".
Aktor chętnie podejmował próby przezwyciężenia filmowego emploi: świetnych recenzji doczekała się Jego rola zmęczonego i zdezorientowanego życiem czterdziestolatka w „Molo” (1968, reż. Wojciech Solarz); brawurowo zagrał rolę adwokata w groteskowym „Przekładańcu” (1968) Andrzeja Wajdy; w „Wycieczce w nieznane” (1967., reż. Jerzy Ziarnik) był bon-vivantem, którego zmienia przypadkowa wizyta w Muzeum Zagłady w Oświęcimiu.
W dorobku filmowym (50 ról filmowych) ma również role w serialach telewizyjnych: jako król Władysław Łokietek wystąpił w młodzieżowym „Znaku orła” (1977, reż. Hubert Drapella), jako wojewoda Jakuszyn w „Ile jest życia” (1974, reż. Zbigniew Kuźmiński).
Zajmował się także reżyserią filmową. Debiutem była sensacyjna opowieść z czasów zimnej wojny „Orzeł i reszka” (1974., zagrał tam też główną rolę), później zrealizował jeszcze m.in. dramat społeczno-polityczny „Wysokie loty” (1979).
Filmowym dziełem życia Ryszarda Filipskiego pozostaje monumentalny obraz „Zamach stanu” (1980), który wyreżyserował i w którym zagrał główną rolę – marszałka Józefa Piłsudskiego. Obraz został wyróżniony Nagrodą Główną Jury na festiwalu filmowym w Gdyni. „Zamach stanu” przedstawiał osobę Marszałka jako dyktatora, przeciwnego demokracji i nierozumiejącego zmian społecznych zachodzących w kraju. Filipski, jako aktor, nie poprzestał na niezbędnej charakteryzacji, starając się możliwie wiernie naśladować także sposób mówienia Piłsudskiego, jego gesty, mimikę. Perfekcyjny, wiarygodny, prawdziwy...
Bardzo często Jego aktorstwo porównywano do amerykańskiego: "To wielki komplement. Staram się budować rolę w oparciu o jakiś jeden, zaskakujący szczegół – spojrzenie lub gest charakterystyczny dla roli, a więc dla psychiki bohatera, którego gram. W aktorstwie tego typu obowiązuje surowa selekcja niepotrzebnych gestów, zbytecznych słów. I właśnie to stwarza postać o cechach indywidualnych: naturalną, nie naturalistyczną" -- podkreślał Aktor.
KARIERA TEATRALNA:
Na dorobek teatralny Ryszarda Filipskiego składają się przede wszystkim role z teatru Eref-66. Teatr działał w latach 1966–1981, dając około 6 tysięcy przedstawień! Oprócz Filipskiego pod jego szyldem pracowało w sumie siedmiu aktorów. Realizacja monodramów sprowadzona była do minimalistycznej scenografii, przekaz opierał się na nawiązaniu przez aktora słownego kontaktu z widzami, zatarciu granicy między zaimprowizowaną sceną a widownią.
Najgłośniejszych komentarzy w całym kraju doczekał się wspomniany monodram „Ja i mój brat” – oskarżany z jednej strony o antysemityzm, z drugiej chwalony za bezkompromisowe odkrywanie trudnej prawdy o latach okupacji. Nagrodzony między innymi za monodram „Raport z Monachium” (1968) o procesie hitlerowskich zbrodniarzy wojennych.
W widowisku Teatru Telewizji „O coś więcej niż przetrwanie” (1978, reż. Grzegorz Królikiewicz), Filipski wcielił w rolę generała AK Stefana Roweckiego "Grota". Debiutował w 1957 roku, we wspomnianej roli Valorina w „Ich głowach” Marcela Aymé, w reżyserii Jerzego Antczaka, w łódzkim Teatrze Satyry. Po powrocie do Krakowa dwa lata spędził w Teatrze Rozmaitości, a następnie w latach 1962–1966 był członkiem zespołu Teatru Starego. W kierowanym przez siebie Teatrze Ludowym wyreżyserował m.in. spektakl „Nasza patetyczna”, będący doraźnym głosem w sprawie polityki państwa, a także "Zielony Gil" .
Śpiewającego Filipskiego usłyszeć można w m.in. filmie „Potem nastąpi cisza” (1965 reż. Janusz Morgenstern), lub dokumentalnym "Że dni nasze wiosenne", gdzie wykonuje piosenkę z tekstem wiersza "Jurgowska karczma skamandryty" Jerzego Lieberta. W latach pracy w krakowskich teatrach udzielał się również w przedsięwzięciach kabaretowych.
RYSZARD FILIPSKI POZOSTANIE SWEGO RODZAJU FENOMENEM - NIE LUBIŁA GO ZARÓWNO KOMUSZA WŁADZA, A ZA CZAS JEGO PRACY W PRL - DO DZISIAJ NIE LUBI GO OKREŚLONA CZĘŚĆ POLSKIEGO 'ESTABLISHMENTU' I NIE TYLKO... MIAŁ TEŻ ZAGORZAŁYCH WROGÓW POZA GRANICAMI KRAJU...
Liberalna władza obdarzała Go podobnym "uczuciem", starając się skompromitować aktora w oczach szerokiej publiczności. Zapomnieli o Nim ci, którym w okresie powodzenia i możliwości -- tak wiele pomógł. To taka nasza przypadłość narodowa - niby szanujemy tych, którzy płyną pod prąd (wszak z prądem płyną śmieci) zaś z drugiej strony - nijak nie możemy im tego wybaczyć...
Marr jr




Komentarze
Pokaż komentarze (82)