Na jesieni ma odbyć się Kongres PSL, w którym dojdzie do wyborów nowego przewodniczącego tej partii. O fotel szefa mają powalczą obecny szef Waldemar Pawlak oraz Janusz Piechociński.
Nie śledzę, aż tak dokładnie PSL, bo podzielam zdanie Zybertowicza, że ta partia jest największym beneficjentem III RP, stosunkowo małe poparcie w społeczeństwie, ale za to setki tysięcy stanowisk rządowych i samorządowych jest przez nią obsadzone.
Niemniej jednak wybór szefa PSL zawsze jest takim listkiem figowym pokazującym, z kim PSL planuje zawieranie przyszłej koalicji.
I tak, jeśli koalicjantem PSL ma być ktoś z „nocnej zmiany” lub postkomuniści, to z pewnością szefem zostanie Pawlak. Natomiast, jeśli PSL planuje przyszłe koalicje z prawicową opozycją, czyli PiS plus ewentualnie SP, to z pewnością szefem tej partii zostanie ktoś przychylny i akceptowalny dla tych środowisk.
Janusz Wojciechowski poszedł za daleko w stosunku do tych środowisk i został końcu z partii wykluczony, i znalazł przystań w PiS. Niemniej jednak ktoś go wybrał na szefa PSL i wiadomo było, że poprowadzi partię w tamtym kierunku. Co tylko potwierdza moje spostrzeżenie.
W PSL też są klany klany, choć stosunkowo niewiele o nich wiadomo. Według prasy główna oś sporu przebiega na linii Pawlak – obecny minister rolnictwa Sawicki. I jest to spór raczej o władzę i podział łupów, a nie o ideologię partii. Za najbardziej widowiskowego przeciwnika oficjalnej linii jest poseł Kłopotek. Na ile on tworzy opozycje wobec Pawlaka, a na ile to jest wydmuszka nie mi osądzać.
Ale media donoszą, że rękawice Pawlakowi ma rzucić Piechociński.
I przyznam od razu, że o ile z PSL nie jest mi po drodze, o tyle wypowiedzi Piechocińskiego od dawna mi się podobają. Szczególnie te dotyczących funduszy unijnych i programów infrastrukturalnych.
Sam poseł nie chciał pchać się na ministra transportu, choć na swoim blogu ma napisane „polityka i infrastruktura”. Wiedział, jaki bałagan zostawił po sobie Grabarczyk. Pomimo tego, że przecież pojawiały się głosy, a pamiętam wypowiedź Smolara, który twierdził, że kolejny minister będzie spijał śmietankę, bo czeka go tylko otwieranie kolejnych odcinków autostrad, które nie zdążył wybudować Grabarczyk. Ostatni niechlubny rekord na kolei, czyli trzy zderzenia pociągów, temu przeczy.
Tak więc od kilku lat Piechociński pozostaje raczej w cieniu. Nie załapał się na mandat poselski w 2005 r. i musiał przeczekać w sejmiku wojewódzkim. Ale w 2007 r. powrócił na Wiejską i być może teraz przygotowuje się do przejęcia władzy w PSL.
Jego ewentualne zwycięstwo oznaczyłby, że działacze PSL chcą rozliczyć Pawlaka, za ostatnie wyborcze niepowodzenie i ratując swoją partię puszczają oczko do PiSu.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)