W kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego odbył sie marsz zorganizowany przez PiS. Jeszcze do niedawna ta rocznica była okazją do przypomnienia co władze komunistyczne zrobiły z wieloma opozycjonistami oraz w jakim celu wprowadzono stan wojeny. Bynajmniej nie po to, żeby zapanować nad chosem i szerzącą się anarchią w kraju jak przez lata wpajała nam propaganda.
Tymczesem w tym roku PiS skutecznie sprzciwstawił się tej tradycji. Więc zamiast narzekań na Jaruzelskiego, zamiast podawania nazwisk opozycjonstów i księży zamorodownych przez PRLowskie władze znów mamy medialna młóckę wokół Kaczyńskiego. Rocznica wprowadzenia stanu wojenego nie wystarczy PiSowi zeby przypomnieć o samym stanie wojennym. Trzeba zorganizowac marsz, aby pokazac jak nas jest wielu (a chodzi przede wszystkim zeby pokazać, że jest nas przynajmniej tylu co na Marszu Niepodległości, zorganizowanego przez konkurencyjna prawice) . Tylko że tym razem nikt z Kaczyńskim już nie chce iść. Ani Solidarna Polska ani PJN ani nawet Solidarność. Liderzy tych partii poznali sie juz na Kaczyńskim i nie zamierzają z nim współpracować.
Ale dlaczego?
Ano między innymi dlatego, że Kaczyński nie jest żadnym liderem obozu opozycyjnego walączcego w ukladem. Przez ostatnie lata zamiast zjednywac kolejne środowiska przeciw PO tylko odtrąca kolejne wybijaj ące sie jednostki w PiSie.
Kaczyński staje sie przez to coraz bardziej ostamitniony i to nie tylko w Polsce.
Według mnie organizowanie marszów to wynik rozpaczy PiSu. Nie wiedzą
sami co mają zrobić ze sobą. Czy mają być na wzór brytyjskich konsertwatysow eurosceptykami. Czyli w ramach Unii mowić NIE kolejnym projektom integracyjnym (choć takich konseratystów jest coraz mniej w samej Wielkiej Brytanii, bo tutaj nastepuje coraz większa polaryzacja. Konserwatyści już nie chcą być eurosceptykami tylko chcą wyjść z Unii). Czy raczej PiS ma być antyeuropejska, antyrozwojowa, antyrynkowa co w naszym położeniu skazuje nas na Rosję. A jak wiadomo PiS wyssał nienawiść do Rosji z mlekiem matki. Z takimi hasłami może też byc kłopot, bo przecież Traktat Lizboński podpisał nie kto inny jak Kaczyński.
Wielu komentatorów podkreśla dziwne zachowanie Kaczyńskiego. Za każdym razem kiedy PiS dogania PO Kaczyński powie cos głupiego, że w dwa dni poparcie PiS spada o 10%. Może się zdarzyć, że polityk popełni błąd raz, ale żeby ciągle powtarzać ten sam błąd? Aż tak glupi Kaczyński nie jest.
Zatem w moim przekonaniu Kaczyński pogodził sie z faktem, ze władza nie jest dla niego, i przyjął na siebie role „koncesjonowanej opozycji”. Opozycji która krytykuje rząd, ale opozycji która nie jest zanteresowana przejeciem władzy, bo ma profity z pozostawania w opozycji. (Ewentualnie musi pozostawac w opozycji)
Rolą Kaczyńskiego jest skumulowanie społecznego niezadowolenia. Wiadomo bowiem, że społeczeństwo odczuwa pogarszajace sie warunki życia w ostatnich latach. Polski wyborca jako jedyny w Europie nie zmnienił władzy podczas trwajacego kryzysu. Ludzie zaczynają się buntowac przeciwko złemu sprawowaniu władzy przez Tuska i na dalszy plan schodzi czy ktoś ma lewicowe czy prawicowe poglady. Ludzie szukaja nowego lidera. Wiec media im daja... Kaczyńskiego, ktory gdy już wydaje sie ze dopadl PO palnie cos głupiego, że rece opadaja. Zatem ludziom nie pozostaje nic innego jak zacisnąć zęby i pięści i przeczekać Tuska, bo Kaczyński nie jest żadną alternatywą
Kaczyński i PiS kumulują niezadowolenie, ale nie zagrazają Tuskowi (czy to wynika z rozmowy miedzy Kaczynskimi przed lądowaniem?).
I z tym zdaje sie pogodził się Kaczyński. Zdal sobie sprawe że nie bedzie rządził nie tylko dlatego, że nie uzyska społecznego poparcia (sam sobie co chwile podklada noge w sondażach) lub z braku chetnego kolalicjanta. Zdaje sobie rownieżsprawe że inaczej niz w 2005 r nie ma co liczyć nawet na poparcie z Waszyngtonu
USA wycofują się z Europy i nie są już tak bardzo zainteresowani tą częscia świata. A cała strategia polskiej polityki międzynarodowej PiSu opiera sie na założeniu, że Wielki Brat zza Oceanu nas obroni i wyśle swoich żołnierzy, tak jak wysłał do Iraku czy Afganistanu. Zatem Kaczyński mógł sobie pozwolić na swoistą bezczelność wobec europejskich liderów innych państw.
Teraz w stolicach europejskich Kaczyński byłby niechętnie witany jako przywódca kraju. Wcześniej zawsze mógł taką niechęć przeciwstawić poparciu Waszyngtonu. Dziś już takiego poparcia nie ma, bowiem Waszyngton nie jest już zainteresowany budowaniem klina między euroazjatyckim imperium. USA nie są zainteresowane takim osłabieniem Rosj, aby w razie czego mogli na nią liczyć w przypadku konfliktu z Chinami.
Polska powraca zatem do odwiecznego dylematu: z Niemcami czy Rosją.
Nie ma już w naszych rozważaniach Tego Trzeciego, tej trzeciej drogi. Przy czym dla USA takiego dylematu jaki ma przed sobą Polska nie mnie, bo oni potrzebują Rosji do walki z Chinami i potrzebują Niemiec do przeciwstawienia się Rosji. Oba te kraje stają się sojusznikami USA przy czym ich loklane interesy mogą być sprzeczne ze sobą, tak jak interesy Grecji i Turcji, ale nie są na tyle sprzeczne z globalnym interesem USA żeby imperuim musiało stawać po jednej ze stron konfliktu między sojusznikami. Tym bardziej, że konflikt ma charakter lokalny z punktu widzenia USA, bo dotyczy Europy środkowej.
Takie powstawienie sprawy Kaczyńskiemu nie odpowiada, bo skazuje go na marginalizacje. On nie chce ani z jednymi ani z drugimi. I dlatego zaczyna sie wijać w niepewności i osamotnieniu, bo przyjaciele na których liczył dali do zrozumienia że są tylko kolegami w interesach, a nie przyjaciółmi do walki.
Zaplecze Kaczyńskiego prawdopodobnie bedzie sie kierować w stronę Rosji, choć on sam mając osobiste powody nie będzie taktemu chętny.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)