Blog
Podczas kryzysów strzeżcie się agentur!
Martynka
Martynka ...
111 obserwujących 372 notki 1428832 odsłony
Martynka, 15 czerwca 2014 r.

"Ej, galimatias w tej waszej Rzeczypospolitej, galimatias!"

Ujawnione wczoraj nagrania  rozmów wysokich rangą polityków i urzędników państwa polskiego, które odbywały się w jednej z warszawskich restauracji, niesłusznie nazywa się aferą taśmową. Najbardziej bulwersujące w całej sprawie nie jest bowiem to, że ktoś nagrywał, ale to, co nagrywani mówili, jakich targów i w czyim interesie dobijali. Cała historia, której fragmentów mogliśmy posłuchać na taśmach Wprost, ma w Polsce długą tradycję i jest mocno osadzona w historii. Można by rzec jest to klasyka gatunku, coś, co już wieki temu się zdarzyło i co, o ironio, na kartach „Potopu” barwnie opisał Henryk Sienkiewicz, pradziadek jednego z bohaterów ostatnich wydarzeń. W chwili, gdy słuchałam rozmów przy VIP-owskim stole szefa MSW z szefem NBP, nagranych przez nieznanego „ktosia” , nie mogłam pozbyć się natrętnej myśli, swoistego deja vu.

Czymże bowiem różnią się te pełne pogardy i braku szacunku dla „praktycznie nieistniejącego państwa” i dla jego porządku prawnego słowa, od tych, które ponad 300 lat temu wypowiadali różni karierowicze, usiłujący zbudować majątki i własną potęgę na trupie państwa?

Słynny dialog Bogusława Radziwiłła z Andrzejem Kmicicem jest doskonałą ilustracją tego, co obecnie przydarzyło się wiernym poddanym rządzącej partii, od wielu lat szczerze wierzącym w czyste intencje polityków tej formacji oraz ich zapewnienia o poszanowaniu rzeczy wspólnej, jaką stanowi Polska, wbrew faktom, które przynajmniej od kwietnia 2010 roku, temu przeczą. Oto wczoraj zapewne wielu z niedowierzaniem przecierało oczy słysząc po raz kolejny słowa, jakże dobrze znane z literatury:

„O naukę waszej książęcej mości proszę, bo też wstyd by mi było, gdybym się przy takich statystach niczego nie zdołał nauczyć. Nie wiem, czy wasza książęca mość raczysz mi szczerze odpowiedzieć?

- To będzie zależało od twego pytania i od mego humoru - odrzekł Bogusław nie przestając patrzeć w lustro.

Oczy Kmicica błysnęły przez chwilę, lecz mówił dalej spokojnie:

- Owóż tak jest: książę wojewoda wileński wszystkie swe postępki dobrem i zbawieniem Rzeczypospolitej osłania. Już też ta Rzeczpospolita z ust mu nie schodzi. Raczże mi wasza książęca mość szczerze powiedzieć: pozoryli to tylko konieczne czyli naprawdę książę hetman ma tylko dobro Rzeczypospolitej na celu?...

Bogusław rzucił bystre, przelotne spojrzenie na pana Andrzeja.

- A jeżelibym ci powiedział, że to pozory, czylibyś pomagał dalej?

Kmicic ruszył niedbale ramionami.

- Ba! jako rzekłem, moja fortuna przy fortunie waszych książęcych mościów wyrośnie. Byle się to stało, wszystko mi zresztą jedno!

- Wyjdziesz na człowieka! Pamiętaj, że ci to przepowiadam. Ale czemu to brat nigdy z tobą szczerze nie mówił?

 - Może dlatego, że skrupulat, a może, ot tak! nie zgadało się!

[…]

- Więc to tedy jeno pozory? - pytał Kmicic.

-[…] Rzeczpospolitą diabli biorą, bo już tak bezsilna, na takie psy zeszła, że się nikomu nie może opędzić. Wszyscy lezą w jej granice jak przez rozgrodzony płot. To, co tu się ze Szwedami stało, nie przytrafiło się dotąd nigdy na świecie. My, panie kawalerze, możem wprawdzie śpiewać: Te Deum laudamus!, a swoją drogą to niesłychana i niebywała rzecz... Jak to, najezdnik uderza na kraj, najezdnik znany z drapieżności, i nie tylko nie znajduje oporu, ale kto żyw opuszcza dawnego pana i spieszy do nowego: magnates, szlachta, wojsko, zamki, miasta, wszyscy!... bez czci sławy, honoru, wstydu!... Historia drugiego takiego przykładu nie podaje! Tfu! tfu! panie kawalerze! kanalia w tym kraju żywie bez sumienia i ambicji... I taki kraj nie ma zginąć? Na łaskawość się szwedzką oglądali! Będziecie mieć łaskawość! Już tam w Wielkopolsce Szwedzi szlachcie pałce w kurki od muszkietów wkręcają!... I tak wszędy będzie - nie może być inaczej, bo taki naród musi zginąć, musi pójść w pogardę i w służbę do sąsiadów!...

Kmicic coraz był bledszy i resztkami sit trzymał na wodzy wybuch szaleństwa; ale książę, cały zatopiony w swej mowie, upajał się własnymi. słowami, własnym rozumem, i nie zważając na słuchacza tak dalej mówił:

- Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej chwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył. Ja i książę wojewoda wileński postanowiliśmy tę właśnie przysługę oddać Rzeczypospolitej[…]”.

Dialogi z Sowy, których według zapewnień autorów publikacji Wprost, poznaliśmy zaledwie niewielką część, pokazują faktyczny stan państwa, zaś diagnoza jest oczywista: „Rzeczpospolitą diabli biorą”. Otwartym pozostaje pytanie: kto za tym stoi i komu to przyniesie wymierną korzyść, kto wyrwie lwią część sukna, bo trudno sądzić, że ów tajemniczy „ktoś”, kierowany patriotycznymi pobudkami, zrobił owymi nagraniami przysługę opozycji. Tu idzie gra o dużo większą stawkę, być może jest to nawet rozgrywka o zasięgu międzynarodowym, wszak na wschód od Polski robi się niebezpiecznie gorąco.  

Opublikowano: 15.06.2014 13:36.
Autor: Martynka
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @ROBERTK Rozumiem, ze na miano pisowskich łgarzy zasłużyli ci, którzy pokazali i pokazują...
  • @NATIONAL G Aaaa no chyba, że to o wsparcie chodzilo, typu ugotować obiad, gdy matka zajęta...
  • @CAR.MEL Dlatego postawa służb od początku dziwiła, a teraz, jak już więcej wiemy, dziwi...

Tematy w dziale