Przy stoliku siedzą cztery panie. Małolata z mamą i dwie trochę starsze. Na stoliku dobra kawa, ciastka. Z ożywieniem rozmawiają nawzajem opowiadając sobie, co robiły na wakacjach. Jedna drugiej przerywa, wpadają sobie w słowo, przytrzymują się za rękę, jakby chciały zatrzymać choć na chwilę potok słów tej drugiej i dać pierwszeństwo własnej opowieści. Raz po raz opowieści przerywają a to drobne chichoty, a to chór zgodnego „oooo!” pełnego zachwytu. W pewnej chwili najmłodsza podekscytowana zwraca się do mamy:
- Mamo, a powiedz cioci, kogo widziałyśmy w Wiedniu!
- Właśnie, wiecie kogo spotkaliśmy w centrum Wiednia?
- No kogo ?
- Najsztuba! – strzela wiadomością mama.
- Ekstra! – zachwyca się jedna ze starszych pań.
- No! – podekscytowana kontynuuje tym razem najmłodsza – był z laską!
- Ojej – tu wyraźnie smutnieje druga z cioć – A ostatnio jak widziałam go w telewizji, to był jeszcze zdrowy…
- ...
Przy stoliku na sekundę zapada cisza. I nagle rozdziera ją salwa śmiechu. W ogólnej wesołości nie uczestniczy tylko ostatnia ciocia, najwyraźniej skonfudowana widokiem aż kiwających się od śmiechu przy stoliku pozostałych towarzyszek.
- No… aaa! – tu doznaje olśnienia – z taaaką laską – i choć nieco zaambarasowana dołącza do ogólnej wesołości.





Komentarze
Pokaż komentarze (6)