45 obserwujących
507 notek
503k odsłony
  121   0

Kosztowne nic-dopłaty do prądu

             Gazeta Wyborcza napisała „coś” na temat międzyresortowych konsultacji o uwolnieniu cen prądu dla osób fizycznych. Waldemar Pawlak, który m.in. był przedmiotem tego artykułu, napisał krótki post-wyjaśnienie na ten temat. Poniżej natomiast mój komentarz, nie tyle do samego artykułu ile do samej idei dopłat do prądu dla najuboższych.

 Jako rodzina zużywamy rocznie poniżej 1200kWh. Średniomiesięcznie za prąd płacę 60-80zł. Co prawda nie należymy (i już i póki co) do osób "uprawnionych do pomocy społecznej", ale osoby takowe zużywają w takich przypadkach raczej mniej niż my prądu, aniżeli więcej.
 
Premier Waldemar Pawlak na swoim blogu pisze o "pakiecie… po cenie o 30% niższej niż dla pozostałych odbiorców w grupie G (gospodarstwa domowe)". Dzisiejsza cena brutto za energię elektryczną dla indywidualnego odbiorcy to 0,55-zł/kWh. Rocznie da to w takim razie rodzinie 200,-zł oszczędności. ROCZNIE – NIE MIESIĘCZNIE. Miesięcznie jest to oszczędność zaledwie ok. 15,-zł. Tyle co dwie paczki papierosów.
 
W budżecie rodzinnym 15,-zł miesięcznie jest kwotą nieodczuwalną. W masie odbiorców indywidualnych jest natomiast odczuwalną dla Zakładów Energetycznych. Jest odczuwalna również w całkowitym bilansie budżetu państwa, jeśli budżet państwa będzie miał zwracać ZE tę kwotę. Przy założeniu, że gospodarstw domowych uprawnionych do tej formy pomocy byłoby do pół miliona, łącznie dałoby to 100 mln zł. Kwota dla budżetu państwa znacząca, a nieodczuwalna dla rodziny.
 
Odczuwalna ulga, taka rzędu 50,-zl miesięcznie, byłaby tylko w przypadku obniżki cen prądu dla najuboższych o 80…90%. Ale taka cena prądu z kolei nie skłaniałby do jego oszczędzania. Byłoby to bolesne dla budżetu, w dłuższej perspektywie również dla tych najuboższych, a przede wszystkim demoralizujące resztę społeczeństwa.
 
Większą ulgę i to od razu odczułyby natomiast finanse rodzinne, gdyby oboje małżonkowie rzucili palenie (2 rodziców, każde paczkę dziennie za 6…7,-zł co w sumie daje kwotę 360…420,-zł). Ale trąbienie o dbaniu i pochylaniu się nad dolą najuboższych jest zawsze dla polityków bardziej atrakcyjne, niż wystawienie się na strzał ze strony oponentów, że o najbiedniejszych się właśnie nie dba. Wszak np.: promocja refinansowania kuracji antynikotynowych nie byłaby ani tak medialna, ani tak popularna, ani tym bardziej nie przysporzyłaby głosów wyborczych spośród najuboższych.
 
Dlatego też jako podatnicy na pewno zrzucimy się na kolejne bezcelowe 100,-mln zł dopłaty do Zakładów Energetycznych w imię opieki nad najuboższymi.
 
 
Odrębna sprawa to jaki koszt generuje kilkunastozłotowe dotowanie sześć razy w roku kilkuset tysięcy gospodarstw domowych. To jest sterta papierologii, tysiące roboczogodzin, setki urzędników je zatwierdzających, przelewających i raportujących do sprawozdawczości. Może zamiast kreować kolejne miejsce „źródełka pomocowego” należałoby po prostu zwiększyć kwoty z pomocy społecznej? Przecież dopłaty do energii elektrycznej byłyby kierowane do tych samych osób, co pomoc społeczna z MOPSów i innych instytucji.
 
 
 
 

 

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale