Nie ma choinki, prezentów, karpia i śniegu. Nie dzielimy się dzisiaj opłatkiem. W sklepach nie słychać kolęd. Boże Narodzenie ma swój klimat, nie to, co ta dziwna Wielkanoc.
Niby jest fajnie, malujemy jajka, święcimy w sobotę koszyczek, a potem jemy niedzielne śniadanko. Ale czegoś tu jednak brakuje. W Boże Narodzenie jest chociaż żłóbek z tym słodziutkim Jezuskiem. A tutaj? Smutne śpiewy w Wielki Piątek, wszędzie tylko pokazują te krzyże, z czego tu się cieszyć? Dlaczego ktoś mówi o śmierci, przecież są święta?!
Dość często toczę z moimi znajomymi rozmowy na temat religii. Zazwyczaj z ludźmi, którzy są katolikami, ale do oficjalnej nauki Kościoła mają sporo zastrzeżeń. Zazwyczaj w sytuacji, kiedy wylewają z siebie żale dotyczące skostniałości i niedoskonałości Kościoła, zadaję im pytanie: "czy wierzysz w Zmartwychwstanie Jezusa?". Odpowiedzi padają bardzo różne. Siłą tego pytania jest jednak to, że nieraz wytrąca innym broń z ręki poprzez zmianę akcentów. Dla przeciętnego zjadacza chleba to, w co wierzy jest na samym końcu. Religia jest postrzegana najpierw jako zbiór norm moralnych, zakazów i nakazów. Następnie w oczy rzuca się hierarchia, potem obrzędek. Na początku stawia się pytania "jak?", "dlaczego?", "kto?", zapominając o kluczowym pytaniu "CO?".
Trudno lubić te święta, kiedy nie postawi się sobie pytania o to, czym jest krzyż, czym jest śmierć, czym jest zmartwychwstanie. Być może warto pochylić się nad liturgią Triduum Paschalnego, które w skondensowanej formie pokazuje to, co tak bardzo ludzkie (tęsknota, niesprawiedliwość, cierpienie, śmierć), by w Wigilię Paschalną wykrzyczeć swiatu realną wiarę w to, że zmarły Chrystus ożył. I to na zawsze. Jak się z tego faktu nie cieszyć? Zmartwychwstanie oznacza tyle, że nasze ciała nie zostaną w grobie. Po śmierci dusza opuści je tylko na pewien czas, by potem znów powrócić. Ale nie będzie to już ciało zniszczone cierpieniem życia. Jezus po zmartwychwstaniu przechodził przez zamknięte drzwi, potrafił przemieszczać się z niewiarygodną prędkością, unosić się nad ziemią, ale był też realnym człowiekiem, jadł, pił i można było go dotknąć. Jeżeli jesteśmy ludźmi wierzącymi, dlaczego nie potrafimy cieszyć się w te święta z tego, że otworzyła się przed nami taka perspektywa?
Wszystkim tym, którzy dzisiaj są smutni, życzę prawdziwej radości z tego faktu.



Komentarze
Pokaż komentarze