1 obserwujący
12 notek
20k odsłon
  41   0

Śladem zagubionych pojęć...

babyKiedyś w rozmowie z pewną dziewczyną poruszyliśmy mimowolnie temat aborcji. Był on wtedy akurat aktualny. W sejmie toczyła się głośna debata na temat zmian w konstytucji i poruszyliśmy mimowolnie kwestię zmian w konstytucji. Dziewczyna niespodziewanie agresywnie zareagowała: „Każda kobieta powinna mieć prawo decydować o swojej przyszłości! Cóż jest winna dziewczyna, gdy zostanie zgwałcona?”. Po chwili namysłu odparłem: „A cóż jest winne dziecko?”. Byłem w dużym szoku gdy odparła: „Dziecko? To gra słów. Nie ma czegoś takiego jak dziecko.”. Spuściłem w milczeniu głowę i zmieniłem temat.

W każdej dyskusji o aborcji głośno się zazwyczaj omawia interes kobiety. Rozsądne głosy mówią, że macierzyństwo jest bardzo odpowiedzialnym zajęciem na które każdy człowiek – i kobieta i mężczyzna muszą się indywidualnie zdecydować. Uzasadniają to problemem utrzymania, zmianą trybu życia, brakiem czasu i odpowiedzialności. Brakiem dojrzałości? Gdzieś jednak po drodze zawsze gubi się kwestię interesu dziecka, jego praw do życia i egzystencji. Cóż jest winne dziecko? Nic dziwnego, że jedyną szybką reakcją może być odebranie temu rozwijającemu się człowiekowi wszelkiej tożsamości. Używa się w tym momencie stwierdzeń „płód”, „embrion”. Lekarz w telewizji w dramatycznym geście unosi skrwawione po zabiegu ręce i mówi cicho „Tu nic nie ma!”. Ucisza się głosy sprzeciwu takie jak wypowiedź Karin Struck:

„Siedzę pośrodku jakiejś strasznej dyskusji, wokół mnie wiele osób. Ktoś mówi o zamachu na papieża, ktoś jest przeciw aborcji, ktoś mówi jeszcze coś innego, ktoś jest za aborcją, za eutanazją. W końcu pytają mnie wszyscy co ja myślę na ten temat. A ja, zmęczona całą dyskusją, mówię, że dziecko jest dzieckiem. Zapada cisza, wszyscy patrzą ze zdziwieniem, dlaczego nie wysuwam następnych argumentów. Ale ja doszłam do wniosku, że to kluczowa sprawa. Dziecko jest dzieckiem.”1

Dziwie brzmią na tym tle komentarze ludzi mówiących o tym, że religia jest niemoralna i tylko ateiści mogą być moralni. Jaka jest w takim razie moralność? Czy w duchu zwyczajnego altruizmu postawimy dobro kogoś innego, dziecka, jesteśmy osobami niemoralnymi? Może powinniśmy wrócić do podstaw. Zastanowić się czy w tym biegu za postępem czegoś nie zgubiliśmy. Nie straciliśmy świadomości pewnych pojęć i zapomnieliśmy o ich prawdziwym znaczeniu. Może należy się zatrzymać i pozbierać to co zostało na drodze?

Pozdrawiam

Matix

1. "Widzę me dziecko we śnie", Fronda nr 31. 

Lubię to! Skomentuj70 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale