85 obserwujących
2380 notek
1261k odsłon
1096 odsłon

Od „zakonu PC” po konsekwencje Katastrofy. Stronnicza analiza „kaczyzmu” i extra dodatek

Wykop Skomentuj6

Dwa „mity założycielskie” formacji kojarzonej „od zawsze” z braćmi Kaczyńskimi – to książka „Lewy Czerwcowy” (styczeń 1993), dwójki młodych wówczas publicystów (Jacka Kurskiego i Piotra Semki) na temat kulis odwołania gabinetu Jana Olszewskiego, oraz film „Nocna zmiana” (1994) Jacka Kurskiego na ten sam temat, zawierający „dowodowy” zapis z autentycznej rozgrywki Prezydenta Wałęsy w kulisach sejmowych, przeciw legalnemu Rządowi. Chodziło i zarządzoną nieoczekiwanie „lustrację”, która wywołała panikę pośród najważniejszych „mieszaczy”. 

Oba utwory-dokumenty były wstępnym rozrachunkiem „zakonu PC” z europejską hydrą polityczną, która w niewybredny sposób podtarła się polską Solidarnością tuż po tym, jak owa Solidarność wywalczyła realną władzę polityczną w Polsce, zresztą czyniąc gwarantem tej bezprecedensowej umowy społecznej – zastępy papieskie, wcale nie bezinteresowne.

Wałęsa w tej ustrojowo-transformacyjnej sprawie zupełnie abdykował: niby na wszystkim stawiał pieczęć, ale nie miał zdania, a nawet profesjonalnego rozeznania w żadnej konkretnej sprawie. Zaczął od tego, że wbrew normom jakiejkolwiek wyobrażalnej demokracji – znakował swoim wizerunkiem (wspólnym zdjęciem) wszystkich „swoich” (czyli kogo?), więc głosowania „kontraktowe” okazały się zwykłym plebiscytem pomiędzy „etosem” stoczniowym a „aparatem” duetu Jaruzelski-Rakowski. Rzutem na taśmę ów aparat wystawił do ratowania ciągłości w przesądzonej już przemianie – Czesława Kiszczaka. Wałęsa jak przysłowiowy pelikan „przełknął” Kiszczaka jako kandydata na Premiera, ale „tygiel polityczny” stawił opór, i dopiero interwencyjna „zmowa” Romana Malinowskiego (ZSL) i Jerzego Jóźwiaka (SD) przeciw oczywistym próbom kontrolowania sytuacji w Państwie przez „aparat” – przekonała Wałęsę, potem Wojciecha, i wypromowała Tadeusza Mazowieckiego.

Otwarta na świat Polska stała się areną jawnych i niejawnych zabiegów w obszarach biznesu, dyplomacji, służb, mediów, kultury, edukacji. Zachód wiedział jakich łupów chce – ale przecież nie mógł tego ogłosić. Krętaczył, zagłaskiwał „przyjaciół polskich z etosu”. Próbowali to ogarnąć ci „etosowcy”, który mieli kontakty z inteligencją europejską i amerykańską. Też działali w dużej mierze po omacku, ale przynajmniej rozumieli, o co się toczy gra. Tak ukształtowała się wspomniana hydra polityczna. Bracia Kaczyńscy w tym nie uczestniczyli.

* * *

Jarek i Leszek, cierpliwie współobecni „od początku” w zróżnicowanym gronie stoczniowych „ekspertów Solidarności” – od początku Transformacji, po czerwcu 89, postawili na osobną, własną formację „narodową”, stroniącą i od Europy, i od ZSRR, o charakterze „zakonu” (wtedy takich zakonów nieco się namnożyło).

Jarosław, będący pośród braci bardziej wyrywny i stanowczy, postawił sprawę jasno: całe to towarzystwo pięknoduchów, zebrane w Unii Wolności – słucha się dysydenckiej inteligencji uosabianej przez podobnych Kuroniowi, który ma Wałęsę za „sierżanta w okopach”, figuranta, maskotkę i marionetkę w jednym. Żyją w świecie „ponad ludźmi”. Debatują o mechanizmach i strategiach, a nie o życiu i troskach zwykłego człowieka wierzącego w 21 Postulatów. Balcerowicz, wzięty niemal prosto z korytarzy Komitetu Centralnego – jest dla „mazowieckich” jakimś nawiedzonym guru ekonomicznym, choć jest przechrztą politycznym i nic ważnego, własnego w ekonomii nie osiągnął.

A Wałęsa, zostawszy Prezydentem, po krótkim romansie z nurtem chadeckim (w tym z Kaczyńskimi) – ostatecznie postawił na „całe to towarzystwo”. Czyli na Wachowskiego. Teraz, po latach, uświadamiam sobie jaśniej ten błąd Kaczyńskich: należało nad Bolkiem popracować, kiedy się było „w środku gry”, wbić mu do głowy, że jest bardziej związkowcem niż Prezydentem, że legenda i etos uczynią go wielkim po wsze czasy, a Balcerowicz z dawnymi ekspertami – sprowadzą go do roli „etykiety”, którą będą się oklejać jak ekslibrisem.

No, ale ja wtedy nie doradzałem Kaczyńskim, i tak już ostało…

* * *

Założona w 1990 partia Porozumienie Centrum była w rzeczywistości radykalną „prawą nogą” Solidarności, domagała się (patrz: Pedia) zerwania z dotychczasową polityką rządu Tadeusza Mazowieckiego, który oskarżano o zbyt wolne na tle krajów regionu odchodzenie od pozostałości komunizmu. Wysuwano postulat skrócenia kadencji Sejmu kontraktowego i przeprowadzenia w pełni demokratycznych wyborów do parlamentu, a także wyboru nowego prezydenta, początkowo na okres tymczasowy, następnie na pięcioletnią kadencję w wyborach powszechnych. Wysunięto na to stanowisko kandydaturę Lecha Wałęsy. Po wygranych przez Wałęsę wyborach prezes PC Jarosław Kaczyński uzyskał nominację na urząd szefa Kancelarii Prezydenta. Jednocześnie brat Jarosława Lech objął funkcję szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka