87 obserwujących
2440 notek
1306k odsłon
301 odsłon

Przeczucie… Orła skrzek...

Wykop Skomentuj6

Mam dziś w głowie liczne pamiętane sytuacje, w których wychodziłem na głupka, choć racja była po mojej stronie, co okazywało się zawsze poniewczasie, kiedy nic się nie dało odkręcić. I te sytuacje do mnie się dziś garną jak muchy do… 

Podam niewinne porównanie.

Człowiek, dajmy na to, poszedł na wojnę. Nie miał ochoty, ale popychał go obowiązek, koszarowy albo moralny, w każdym razie poszedł jak wielu. Na wojnie Aś – jak to na wojnie. Ludzie głupieją albo giną. Ludzie, dokumenty, świadkowie zdarzeń. W każdym razie wojna się kończy, a „ta jedyna” nie może się doczekać ani lubego, ani wieści o nim. Miesiące mijają, może rok czy dwa – człowiek nie daje znaku życia. Im bardziej ona go czeka – tym go jest przy niej mniej. Im bardziej szuka – tym więcej sprzecznych wiadomości. W końcu – choć nie ma dowodu – wierzy w pierwsze lepsze fantazje weteranów, z których wynika, że on na pewno przepadł. Nie wróci.

A poczuwszy wolę bożą – dała się zaprosić na niewinny spacer, raz i drugi, żyć przecież trzeba. Po jeszcze jakimś czasie, coraz bledszej żałoby, zmieniła nazwisko, jest teraz z tym jej zastępczym spacerowiczem. I kiedy jej brzuch pęcznieje – zjawia się nagle on, ten niegdysiejszy jedyny. Niewola, tułaczka, jakieś wiry życiowe, cokolwiek, co opóźniło powrót. I co? Nie zdradziła go przecież, nie zapomniała, po prostu go nie było tak bardzo, że może na zawsze. Ale stało się, czego nie odkręcisz be czyjejś szkody.

* * *

Nasza ukochana z lat 80-tych, Solidarność, ta pisana małą i DUŻĄ literą, poszła sobie kiedyś na wojnę, najpierw na tę generalską, potem kryła się pod jakimś okrągłym stołem, aby przepaść w darwinowskiej walce o przetrwanie, pośród sepów rwących sukno i pośród nabrzmiewającej ludzkiej ciemnoty.

To było tak dawno, że zdążyły minąć dwa pokolenia. Rodziły się nowe sprawy, nowi ludzie, dorastający bez Solidarności. Ileż można żyć piękną przeszłością, kiedy trzeba żyć, co dzień od nowa…? Nowe pokolenia czasem coś sobie pocelebrują – i rozchodzą się do zwykłych zajęć. Coraz bardziej bezrefleksyjnie.

Kto dziś pamięta, że w dobie pierwszej Solidarności wielu postradało życie, zdrowie, szanse na ciche życie…

Położenie ludzi pracy, którym sumienie kazało stanąć w boju o lepsze jutro – nie jest lepsze, zresztą dożywają swoich dni w zapomnieniu, i tylko nieliczni cwaniaczkowie podszywają się pod Etos. I jeszcze prowadzą medialne, a nawet polityczne wojny o to, co kiedyś sami dokumentnie spieprzyli, o te resztki dumy, godności, chwały i dzielnego czynu.

Gdyby ta pierwsza Solidarność, powróciła jakoś do Polski niczym orzeł i przelatywała nad dzisiejszą Polską – zasłoniłaby oczy skrzydłem, po czym runęłaby w dół ze zdziwienia i rozpaczy. Lepiej było niczego nie ruszać – zakrzyknęłaby tuż przed upadkiem. Przed? Dawno już upadła! Tyle że nie z hukiem na bruk, ale cichcem w chaszcze.

* * *

Ludzie na świecie są w większości niezamożni i słabi w grze wszystkich ze wszystkimi o wszystko. Dlatego ci cwańsi, którzy się połapali w tym wszystkim, robią ich na szaro. Solidarność była stanowczym „nie” wobec zadawanej nam „szarości”, niezasłużonej biedzie maluczkich wpędzanych w „gorszość”, których trzymał w szponach aparat biurokratyczny.

I poszła Solidarność na wojnę straceńczą, bo biedy dziś więcej niż wtedy, całe zło i nędza plenią się dookoła jak nigdy przedtem, a to wymachują maluczkim przed oczami różnymi wolnościami, swobodami, demokracjami, równościami, rynkami, przedsiębiorczościami. W żywe oczy kpią z solidarnościowych projektów, dawno już pogrzebanych w zawierusze wojennej.

Pogrzebanych?

Może tylko zaginionych, nie umiejących powrócić?

Nowe pokolenia zmieniły nazwiska, po kilkakroć napęczniały im brzuchy nowym życiem, biorą to co jest, nie bacząc na Historię, żyją po swojemu.

A Solidarność nie wraca, choć już dawno powinna…

* * *

Rzecz w tym, że ci nieliczni, którzy upominają się o maluczkich – bo tak po prostu mają w sercach, duszach, rozumach i sumieniach – są odrzucani nawet przez samych maluczkich. Gdybyż Historia zatoczyła koło! Ale ona nic nie zatacza. Pędzi impetem… wstecz! Do czasów pradawnych, kiedy maluczkich koszarowano w dzielnicach fabrycznych, nie dawano im czasu na nic swojego, a buntowników – też koszarowano, albo deptano kopytami.

Przecież w takim świecie żyjemy, choć trzymamy w rękach smartfony, kierownice, laptopy, a rzeczywistość błyska ku nam wciąż nowymi kolorami gadgetów.

Les Misérables…!

Niegdysiejsze orły albo jedzą łaskawe proso, wcześniej im wykradzione, a teraz dawkowane wedle „wiernej służby”, tucząc się ze szponami uwięzionymi we wnykach – albo leżą na zupełnych poboczach, zatęchłych, pełnych kurzu i smrodu, niezauważeni, a nawet obsobaczani za menelstwo i włóczęgostwo, za przysłowiową jazdę bez biletu. Ich upierzenie – pożal się boże – nie lśni świeżością, ich dzioby – szczerbate, ich jaja – niepłodne.

Ich krzyk – niesłyszalny…

Jan Gavroche Herman


Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo