Vincent Bolloré i George Soros to dwa zauważalne modele wpływu na społeczeństwo, bez oglądana się na instytucje państwowe i odwołań do procesów demokratyczno-paraliżujących. Soros inwestuje w liberalne idee poprzez fundacje. Bolloré buduje konserwatywną narrację poprzez media i kulturę. We Francji jego grupa znalazła się na indeksie lewicowo-liberalnym – artyści odmawiają współpracy z Canal+ i powiązanymi instytucjami, traktując go jako zagrożenie dla dominującego światopoglądu.
Jednak we Francji prawicowa kultura pod wpływem Bolloré nabiera konkretnego kształtu: od zdecydowanego głosu w mediach po coraz wyraźniejszą obecność w debacie filmowej i publicznej. To nie tylko reakcja – to próba odzyskania narracji.
W Polsce sytuacja wygląda inaczej. Lewicowo-liberalne środowiska od lat aktywnie kreują kulturę – są obecne w teatrze, filmie, literaturze i instytucjach, kształtując gust i kanon. Prawica, nawet sprawując władzę, w dużej mierze nie uczestniczyła w tej przestrzeni twórczo. Skupiała się na mediach informacyjnych i polityce historycznej, nie budując nowoczesnej, atrakcyjnej oferty kulturowej. Efekt jest widoczny: mimo wpływów politycznych i medialnych, w instytucjach kultury i wśród twórców prawica pozostaje w wyraźnej mniejszości.
To oczywiste, że Kultura nie jest dodatkiem do polityki. Jest jej najgłębszym podglebiem. Kto nie opowiada własnych historii, ten prędzej czy później będzie słuchał tych, które stworzyli inni.
JB



Komentarze
Pokaż komentarze