Amerykańskie media centrowe, które jeszcze niedawno z wielką pasją ostrzegały przed „końcem demokracji” w Polsce, dziś wydają się zupełnie nie zauważać głębokiego kryzysu Prawa i Sprawiedliwości. Choć partia Jarosława Kaczyńskiego notuje najgorsze wyniki od czternastu lat, w największych dziennikach, takich jak „New York Times” czy „Washington Post”, panuje niemal całkowita cisza. Według najnowszych danych portalu POLITICO z połowy kwietnia 2026 roku, PiS może liczyć jedynie na 24% poparcia, podczas gdy Koalicja Obywatelska pewnie prowadzi z wynikiem 34%. Dla amerykańskich obserwatorów te liczby najwyraźniej przestały być tematem na czołówki.
Zamiast analizować sondażowy zjazd prawicy, uwaga Amerykanów zatrzymała się na wydarzeniach z 2025 roku i zwycięstwie Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich. Waszyngton interesuje się przede wszystkim politycznym patem w Polsce – tym, jak prezydent Nawrocki konsekwentnie wetuje kolejne ustawy rządu Donalda Tuska. To, że w samym PiS-ie wrze, Mateusz Morawiecki buduje własny ruch pod nazwą „Growth+”, a Jarosław Kaczyński musi dyscyplinować członków za nieostrożne wpisy w mediach społecznościowych, uchodzi za oceanem za mało istotne, wewnętrzne szczegóły.
Sytuację dodatkowo zmienia kontekst regionalny. Druzgocąca porażka Viktora Orbána na Węgrzech w kwietniu 2026 roku została w USA uznana za symboliczny koniec pewnej ery. Skoro Orbán stracił władzę na rzecz Pétera Magyara, słabnięcie polskiego PiS-u wydaje się amerykańskim dziennikarzom po prostu naturalną częścią większego, środkowoeuropejskiego trendu. Skoro prawica w regionie traci wpływy, jej problemy w Polsce przestają być sensacją, a stają się jedynie kolejnym elementem tej samej układanki.
W tym wszystkim uderza pewna ironia. Kiedy Prawo i Sprawiedliwość wygrywało kolejne wybory, amerykańska prasa rozpisywała się o zagrożeniach dla demokracji z niemal dramatycznym zacięciem. Dziś, gdy ta sama formacja realnie słabnie i traci wyborców na rzecz Konfederacji, zainteresowanie nagle wygasło. Wygląda na to, że dla Amerykanów w polskiej polityce liczy się obecnie tylko jeden fotel – ten prezydencki – a cała reszta to „wewnętrzna sprawa Polaków”, o której w redakcjach nad Potomakiem nikt nie zamierza już bić na alarm.
Jarosław Banaś





Komentarze
Pokaż komentarze (5)