Jan Herman Jan Herman
59
BLOG

Zdradzieckie znużenie

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0

 

Każdy z nas podejmował choć raz w życiu tzw. „długi marsz”. Co dzień, niezauważalnie, posuwamy się, pokonując maleńki odcinek drogi, osiągając sukcesik zbyt wielkim kosztem. Denerwując otoczenie, że interesuje nas przebijanie muru głową, tracąc czas i energię oraz entuzjazm, które moglibyśmy – zdawałoby się – wykorzystać z lepszym skutkiem. 

30 lat temu strajk w stoczni (a tym bardziej w kilkuset innych prowincjonalnych fabryczkach) wszedł w taką właśnie fazę zdradzieckiego znużenia. Gdyby nie działalność Kościoła, gdyby nie to, że będzie głupio przed innymi, gdyby nie – to zaskoczenie – codzienne relacje medialne, gdyby nie poczucie, że sprawy zaszły zbyt daleko i wycofanie się to niechybna ciężka kara – padłoby to wszystko. Zresztą, dezerterów nie brakowało. 

W grze na przetrzymanie mamy zawsze tych samych wrogów: nasze własne gasnące morale, nasi najbliżsi, przyglądający się z niecierpliwym politowaniem i niepokojem o zaniedbane sprawy codzienne, coś co niektórzy nazywają Szatanem (zostaw tę powolną męczarnię, szarpnij raz a dobrze – kusi on). Najgroźniejsza jest władza, jakkolwiek ją rozumieć. 

Władza zawsze ma czas i wystarczająco energii. Władza nie występuje nigdy „osobiście”, tylko wysyła swoich umocowanych, ci zaś nie mogą okazać znużenia, a jeśli nawet – pojawią się nowi. Jeśli władza się pomyli – zmusi nas do „resetu”, wycofania rozgrywki do punktu sprzed „oczywistej pomyłki”. Np. w postępowaniu administracyjnym czy sądowym. 

I dochodzimy do sytuacji przed-finiszowej (a może przed-agonalnej?), którą znakomicie opisał Bułat Okudżawa w swojej wierszowanej mądrości

„Здесь птицы не поют,
Деревья не растут
И только мы плечом к плечу
Врастаем в землю тут.
Горит и кружится планета,
Над нашей Родиною дым.
И значит нам нужна одна победа!
Одна на всех, мы за ценой не постоим.
Одна на всех, мы за ценой не постоим”

 

Tu żaden ptak nie śpiewa

Nie porastają drzewa

I tylko ramię-w-ramię tu

Wrastamy w grunt jak słup

Wirując płonie w krąg planeta

A nad Ojczyzną naszą dym

Potrzebny nam choć jeden kęs podniety

Zwycięstwa nam potrzeba – na pohybel Im

Zwycięstwa nam potrzeba – na pohybel Im

/tłum. JH/

 

Jakiekolwiek nam potrzebne jest zwycięstwo, sukcesik, pretekst do odetchnięcia – i damy spokój, odpuścimy. Sami mamy dość, tylko godność nas tu trzyma i jakieś wariactwo. 

Na ten moment czeka nasze gasnące morale, współczująca rodzina, Szatan – i oczywiście władza. Urząd daje jakiś ersatz na papierze. Sąd daje wyrok, w którym przyznaje ci rację, choć problemu nie rozwiązuje. Przełożony ustępuje, ale stwarza takie warunki dalszego działania, że zwycięstwo okazuje się pyrrusowe. 

Jakże niewielu wie, że dopiero teraz wszystko się zaczyna, że cała ofiara i poświęcenie dotychczasowe – to było preludium! 

Lubelski Lipiec szybko zakończył się ugodą płacową. Gdański strajk stoczniowy szybko zażegnano idąc na rękę „Lechowi”. Byle wygasić. Piszę o tym tutaj

Dopiero apel „powiatowych” fabryczek uruchomił Solidarność, a ta okazała się zwycięska. Również do czasu, bo ostatecznie, po 30 latach widzimy, że w naszych własnych szeregach byli ci, którzy nas i naszą Sprawę pożarli i przeżuli, naszym kosztem ale z własnymi zyskami w każdej kategorii. 

Gdyby w Sejmie Kontraktowym posłuchano Bugaja, Modzelewskiego i Małachowskiego – Balcerowicz mógłby się podetrzeć. Zamiast terapii szokowej byłoby pewnie inne cierpienie, ale może dziś nie bylibyśmy stłoczeni na rozklekotanej, pomalowanej radośnie na zielono wyspie-pułapce. 

Co dzień widzimy, jak daje nam się maleńkie zwycięstewka, żebyśmy się nimi udławili w samozachwycie i przegrali istotę sprawy. Żebyśmy machnęli ręką, niech się dzieje co chce, ONI zawsze nas ograją. 

Kiedy będziemy świętować rocznicę – pamiętajmy o tych nierocznicowych dniach strajkowej mordęgi, i pamiętajmy o dziesiątkach drobnych porażek, które pyłem szkodliwym dawno tamte zwycięstwa pokryły.

 

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka