Jan Herman Jan Herman
127
BLOG

Niemota przeraźliwa

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0

 

Jeśli masz w szkole 10 godzin matematyki tygodniowo i jakiś minimalny doping do podręczników – to choćbyś był nie wiem jakim matołkiem, będziesz zorientowany w cudownościach matematyki. 

Jeśli co dnia używasz komputera nie tylko jako maszyny do pisania, ale też robisz jakieś rysunki, statystyki, muzyczki, używasz licznych aplikacji – to po roku takiej niezobowiązującej praktyki możesz być pewien, że nie jesteś komputerowym gapiszonem. 

Jeśli jesteś nie tylko kibicem, ale choćby dwa razy w tygodniu spocisz się próbując jakichś ćwiczeń sportowych – to po jakimś czasie rozumiesz różne mikro-sytuacje oglądanego w telewizji wydarzenia sportowego. 

Eskimos zna i potrafi znaleźć „sposób” na około 20 rodzajów śniegu. Człowiek z Amazonii najprawdopodobniej nigdy śniegu nie widział na oczy. 

Można tę wyliczankę kontynuować. Również przytaczając przykłady samobójcze: jeśli raz ukradniesz z głodu, to po jakimś czasie staniesz się specjalistą od rozmaitych kradzieży na ogródkach działkowych i w innych miejscach poręcznych dla podratowania budżetu dnia. Może nawet osiągniesz poziom „normalnych” złodziei. 

Łatwo jest stać się specjalistą od różnego rodzaju alkoholi i używek, równie łatwo, jak być dżentelmenem zorientowanym, którym sztućcem co się trąca. Wystarczy być dopuszczonym do jednych możliwości, a odsuniętym od innych. 

Siermiężna ludowa mądrość powiada w tej sprawie: TRENING CZYNI MISTRZA. 

Jeśli na tę mądrość nałożyć krzywą Gaussa, która mówi, że gdy 10 uczniów wciąż uczy się matematyki, to po jakimś czasie 1 będzie mistrzem, z drugiej strony 1 będzie wciąż ignorantem, 4-ch będzie przeciętniakami, 2-ch będzie ponadprzeciętnych i 2-ch poniżej przeciętnej. Tak się rozkładają talenty, predyspozycje, skłonności, zainteresowania, niezależne w jakimś sensie od nas samych. 

I już dochodzimy do sedna, bo mówię o tym, co zwykło się nazywać Obywatelstwem. 

Otóż stosunkowo prosto jest uczynić kogoś bezrobotnym, a po roku dać mu pracę i jakieś pieniądze, po czym pokazać: on nie umie nawet prawidłowo łopaty trzymać, nie ma chęci do roboty, a zasiłek przeznacza na głupoty, zamiast nim gospodarzyć. 

Łatwo jest uczynić kogoś bezdomnym, a potem dać mu kąt i z przerażeniem obserwować, że on traktuje to miejsce nie jak dom, tylko jak szałas w podmiejskich chaszczach. 

Łatwo jest odciąć ludzi od decydowania o swoich sprawach, a potem rzucić na nich jakiś samorządowy ciężar i drwić: chcieliście, to macie, widać, że to was przerasta. I wtedy z powrotem zabieramy dla siebie ich podmiotowość, samorządność, samostanowienie, suwerenność, autonomię – bo sobie z nimi nie radzą, a my to jakoś zagospodarujemy, nawet z ich wyuczoną roszczeniowością, bo „oni” chcieliby realizować wypaczoną swoją podmiotowość, nic nie odpowiadając za siebie ale żądając kokosów i frykasów. 

Nieraz słyszymy, od tych, którzy „robią w Demokracji”,  że owa demokracja to nie jest rzecz łatwa. Nie chcemy dosłyszeć, że owi fachowcy od demokracji skierowują te słowa do tych, którzy nie są w owej demokracji obyci, są od niej odcięci, są podłączeni do niej kroplówką: ty się nie wtrącaj, ja to załatwię, nie zginiesz ze mną”. Przecież tak wyglądają wszystkie kampanie wyborcze, od gminy po parlament! 

A gdyby tak potrząsnąć tymi wydrwi-demokratami i skierować ich własne słowa do nich samych? Że Demokracja jest najtrudniejsza dla tych, którzy już wiedzą, na czym ona miałaby polegać? Co z tego, że wewnątrz „demokratycznej elity” radzą sobie nieźle? Niech teraz podciągną innych, tych, co sobie nie radzą, bo stali za drzwiami długie lata! 

Wierni powiadają: wiara to nie wyścig do Pana Boga, Pan będzie bardziej kontent, jeśli zamiast przybiec pierwszy i domagać się premii, nieco się poświęcisz i dobiegniesz do niego w większym stadzie owieczek, w przyjaźni z nimi i we wzajemnym wsparciu. 

Jeśli jest gdzieś Pan Demokratyczny – to niewątpliwie najwięcej błogosławieństw trzyma on dla tych, którzy wspólnie, wspierając jeden drugiego, uczą się demokracji, obywatelstwa, samorządności, współ-gospodarzenia, wybaczając jeden drugiemu, że nie są jeszcze tak doskonali, jakby od nich oczekiwano. Niech ćwiczą, niech się potkną parę razy, a liżąc rany przemyślą, przedyskutują, co mogło być „nie tak”. 

Z uporem godnym tej sprawy serwuję różne rozwiązania społeczne w tej sprawie, na przykład Ordynację Sołtysowską, , właściwie żądam  zmian ustrojowych, mając świadomość, że to tylko głos w dyskusji, mając też świadomość, że kudy mi do Mistrzów Demokracji, co to reformy wdrażali, na co dzień zarządzają nawą publiczną i wiedzą lepiej. 

Ale też mam nadzieję, że kiedy o Demokracji zaczniemy myśleć małymi porcjami, a nie od razu i łapczywie – może się udać!

 

 

 
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka