Jan Herman Jan Herman
342
BLOG

Czy cywilizacja to koniecznie demokracja?

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 14

 

Oczywiście muszę zacząć od tego, co uczyni każdy, kto się trochę wgłębił w zagadnienia związane z demokracją: od zdemaskowania pierwotnej, wzorcowej(?) demokracji helleńskiej. Dziś już nawet licealiści wiedzą, że w rozdemokratyzowanej ateńskiej Helladzie 90% (300 tysięcy) ludności stanowili ludzie zniewoleni lub pojmani w bojach, pracujący w nieludzkich warunkach przy najcięższych zadaniach, którzy owocami swojego niekoniecznie ulubionego trudu utrzymywali 30-tysięczne ateńskie polis, tu zaś też demokracja była umowna, bo choć wszyscy byli z nazwy obywatelami, to jednak „równość i równiejszość” była porównywalna ze znanymi nam współcześnie podziałami według statusu.

Myślę, że w tym helleńskim fenomenie chodzi o coś innego, co nazywamy demokracją, ale rozumiemy to jako synonim ROZKWITU. Okres od 480 do 431 r. p.n.e. to czas rządów wielkiego męża stanu - Peryklesa, który zainicjował wielki program budowy Aten, obejmujący także Partenon i Propyleje na Akropolu. Wewnętrzna organizacja państwa, zrozumiała dla wszystkich (patrz: bezpośrednia kontrola społeczna), oparta była na rozlicznych swobodach i prawach rodzących się ze swoistego nadmiaru wolnego czasu u niektórych, polegała z jednej strony  na ludowych zebraniach otwartych dla wszystkich, a z drugiej strony na uzurpatorskim „nadzorze” Rady Areopagu złożonej z archontów, wybieranych przez coroczne głosowanie. Ateny były w tym czasie centrum kultury, otwartym na wszystkie nowości w nauce, filozofii i sztuce. Dłużej niż pół wieku miasto cieszyło się polityczną przewagą, ale prawdziwe jego znaczenie dla historii zachodu ukształtowało się dzięki wieloaspektowej aktywności w dziedzinie sztuki, organizacji życia i myśli filozoficznej.

Dodajmy, że spadkobierca Aten, Imperium Romanum czerpało ze świetności Hellady do woli, ale rozwiązania zwane demokratycznymi stosowało oszczędnie, wybiórczo i zaledwie „na próbę”, choć znawcy prawa rzymskiego będą argumentować za czymś wręcz przeciwnym.

Współczesne państwa, szczególnie te wywodzące się z pnia europejskiego lub oswojone europeizmem, mają niczym nie zmącone przekonanie, że są demokratyczne, do tego stopnia, iż zamieszczają to w swoich konstytucjach. Są też tak przekonane o tym, że jest to największy z darów świata, ze eksportują swoje warianty demokracji dokąd tylko się da, choćby ogniem i mieczem. A w końcu ustawiają się w roli eksperta, oceniając, gdzie i jaka demokracja została już zaprowadzona. Służy temu mnóstwo rozmaitych instrumentów „badawczych”, gospodarczych i politycznych.

Historię swoją państwa te widzą jako nieustanny proces doskonalenia mechanizmów i idei demokratycznych. Z jakimiś incydentami, np. w postaci faszyzmu, ale to tylko incydenty. Szalone i indywidualne.

No, teraz mogę coś od siebie.

Zacznę od rozróżnienia Formacji, Ustroju i Państwa.

Formacja – to emanacja kultury konkretnego społeczeństwa. Tę zaś stanowią rozmaite instytucje kształtujące relacje, zestawy wyznawanych wartości, dorobek w rozmaitych dziedzinach twórczości artystycznej, gospodarczej, intelektualnej, sposób przenoszenia ciężarów społecznych na kolejne pokolenia, kształt dysputy publicznej (obecnej zarówno w poglądach i ideach, jak też w działaniach i sposobach „ucierania” i komunikowania), reguły obcowania przyjęte między ludźmi.

Ustrój – to sposoby organizowania się ludzi we wspólnoty, społeczności i zbiorowości, stanowiące w miarę spójny pakiet zrozumiały lub wyczuwany przez wszystkich oraz akceptowany z entuzjazmem lub pod wpływem okoliczności. Ustrój jest znakiem rozpoznawczym społeczeństwa, swoistym kanonem, który – jeśli się go nie akceptuje – marginalizuje lub wręcz odrzuca malkontentów, oponentów, w każdym razie źle wpływa na ich szanse i kariery.

Państwo – to prawno-organizacyjna fasada zarówno Formacji, jak i Ustroju, znajdująca swój wyraz w prawodawstwie oraz w strukturach organów i urzędów, a także w sposobie doboru kadr do poszczególnych ról w ramach organizacji. Do najistotniejszych wymiarów Państwa należy Prawo (przepisy, procedury, sądy, policja) oraz Prerogatywy (: w obu dziedzinach Państwo jest ostatecznym i najwyższym suwerenem, co czyni owo Państwo „odgórnym” wobec Kraju i Ludności.

Relacje między Państwem a Formacją i Ustrojem są pochodną efektywności społecznej oraz wydolności społecznej.

W efektywności chodzi o to, że Ludność odczuwa (lub nie), że obecność Państwa w przestrzeni publicznej jest korzystna zarówno materialnie, jak i w innych wymiarach (np. duchowy). Jeśli jest zgoda co do tego, że państwo przynosi swoim istnieniem i działaniem korzyści większe niż koszty – Ludność gotowa jest powierzyć Państwu swój los i los swojego Kraju.

W wydolności chodzi zaś o to, że spośród rozmaitych rozwiązań państwowych Ludność nie wszystkie jest w stanie udźwignąć. Tak samo, jak nie każdy budynek jest w stanie udźwignąć wszystkie możliwe przeznaczenia (w drewnianej szopie trudno jest zaakceptować montażownię silników czołgowych). Tylko takie Państwo, które jest „kompatybilne” z Formacją i Ustrojem – nie zbankrutuje ani moralnie, ani ekonomicznie.

Czasem jest tak, że niektóre państwa próbują rozwiązań niezwykle postępowych, niezaprzeczalnie postępowych – ale potem okazuje się, że „ludność nie dorosła” i wszystko wraca do rozwiązań sprzed wdrażania postępu. Przykładem niech będzie Kraj Rad, ale zaznaczmy, że przykładów takich historia zna setki.

DEMOKRACJA jako koncept na Państwo napotyka właśnie problemy wydolnościowe i efektywnościowe.

Zaryzykuję prezentację trzech ścieżek rozwoju (celowo używam karykaturalnego słownictwa):

A.     Wolnościzm – Alterglobalizm – Demokratyzm. Na tej ścieżce niewątpliwie znajduje się Europa. Kategoria wolności, emancypacji, równości i wiele podobnych są obecne w europejskiej dyspucie od zawsze, są podłożem europejskiej formacji. Stąd Europa wciąż poszukuje – i trwa to tysiąclecia – nowych ustrojów, a te poszukiwania można nazwać nieustającym alterglobalizmem. Zmierza do wszystko do demokratyzmu, ale jeśli ktoś twierdzi, że gdzieś widział demokracje – to albo łże, albo nas nabiera;

B.     Współczulizm – Wolontaryzm – Elitokratyzm. Na tej ścieżce niewątpliwie trwają choćby Indie (rozumiane tak jak Europa, jako zbiór społeczeństw i państw, a nie jako polityczny monolit). Empatia jest podstawą hinduskiej formacji. Stąd wiele jest tam osób i grup, które „u nas” nazwanoby wolontariuszami, społecznikami, działaczami: niosą one różnoraką pomoc innym budując ustrój wolontaryzmu, ten zaś zmierza do państwa elitokratycznego (współczulizm to kultura opieki elit nad maluczkimi);

C.     Niezadowolenizm – Terroryzm – Ideokratyzm. Chciałoby się wskazać tu na Arabię, ale to zbyt łatwe. Niech zatem będzie Rosja. Kraj ten od zawsze był zaludniany przez niezadowolonych (co nie oznacza braku szczęścia codziennego). W niedostatku żył i żyje Lud, w niezadowoleniu żyje władza. I zadowolić zarówno Lud, jak i Władze – jest niemożliwe, bo jest duży opór „obiektywnej materii”. Stąd terroryzm „odgórny” i terroryzm „oddolny”. To nie są koniecznie bomby, zamachy, jawna represja: to jest po prostu ustrój. Zmierzający do państwa ideokratycznego, w którym religia i racja państwa przenikają się wzajemnie;

Mam nadzieję, że pisałem zrozumiale. Podkreślę tylko: w Rosji czy Indiach co prawda podejmuje się idee wolności, ale jakże inaczej niż w Europie, gdzie na tej kategorii oparte jest niemal wszystko w dążeniach i próbach! W Europie i Indiach obecny jest co prawda temat niezadowolenia, ale nie jest ono ogniskiem świadomości powszechnej. W Europie i Rosji wiele jest filantropii i charity, ale w Indiach to jest oczywista podstawa ustroju, nie do przyjęcia w Rosji, trudna do zbudowania w Europie.

 

*            *            *

Choć czasem trudno jest w to uwierzyć – świat podróżuje po azymucie cywilizacji. Im dalej, tym tej cywilizacji więcej, z jej wszystkimi korzyściami i okropieństwami.

Ale wmawianie światu, że ucywilizowanie jest tożsame z demokratyzacją – zwłaszcza, kiedy się tej demokracji owi mówiący sprzeniewierzają – to wielki grzech ogłupiania bliźniego. Są inne drogi cywilizowania i żadna nie jest straszna, choć dla laika wychowanego na mediach słowo Terroryzm budzi grozę. Są bowiem rozmaite Formacje, wszystkie siebie godne, są rozmaite ustroje. I tylko Państwa arbitralnie wmuszają swoim Krajom i Ludności, że najlepszym wynalazkiem Człowieka jest Demokracja. I kiedy trafiają na grunt, gdzie zarówno efektywność, jak i wydolność demokracji okazuje się marna – przechodzą do wmuszania jakichś swoich państwowych wyobrażeń.

Co to za demokracja, którą się wmusza komuś?

A teraz przyjrzyjmy się Polsce, tuż po wyborach 2011

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka