Blog
Matuzalem-in-spe
Jan Herman
Jan Herman filozofia życia codziennego
75 obserwujących 2247 notek 1172430 odsłon
Jan Herman, 5 grudnia 2018 r.

Błaganie o antrakt w globalnym Koloseum

250 3 1 A A A

W roku 1967, w miejscowości Paryż, 36-letni wówczas pisarz, filozof, myśliciel polityczny, filmowiec, publicysta krótkich form (taki ówczesny bloger), nazwiskiem Guy Ernest Debord – opublikował w przerwach między pijaństwami znakomitą analizę swojej współczesności pod tytułem „La société du spectacle” (Społeczność widowiska), a tłumacze trzymają się oryginalnego, akademickiego słowa „spektakl”, choć mogliby użyć synonimów: przedstawienie, drama, rewia, popis, inscenizacja, event, projekt. 

Zauważam sobie na boku, że książka ta jest odpowiedzią na umasowienie mediów. Nie na „media w ogóle”, ale na ich umasowienie, na ich każdo-zakamarkowość. Pediaści piszą: filozof ten i analityk społeczny penetrował historyczne, ekonomiczne i psychologiczne korzenie mediów w szerszym ujęciu, a jego teorie próbowały zdać relację z duchowego ogłupienia jakie przyniósł ze sobą, zarówno w prywatnej, jak i publicznej sferze życia codziennego, modernizm skutkiem działania ekonomicznych sił w Europie po drugiej wojnie światowej.

Kiedy paryżanin Guy miał lat siedem – w stanie New Jersey zdarzyło się słynne słuchowisko radiowe Orsona Wellsa, „Wojna światów”. Wszędzie, gdzie było włączone radio CBS – Amerykanie popadli w amok i panikę, uwiedzeni „realistyczną” relacją z inwazji na Ziemię dokonanej z Kosmosu. Trochę to wszystko było nadęte: im więcej czasu mijało od dnia emisji, tym większa liczba osób twierdziła, że słuchała „doniesień o inwazji” na żywo i faktycznie była świadkiem paniki. Po kilku latach (a Guy doroślał i nasiąkał) powszechne stało się przekonanie, że „Wojna światów” była najchętniej słuchaną audycją tego dnia. Więc ta samo-rozrastająca się relacja „naocznych” też była osobliwym przedstawieniem.

Dziś media są dużo bardziej paskudne, coraz bardziej odczłowieczone. Trwamy w nieustającym „ciemny lud to kupi”, a specjaliści od manipulowania ludzką wyobraźnią, sumieniem i przekonaniami mają o niebo poważniejsze narzędzia do okręcania sobie mas wokół małego paluszka dowolnego dyktatora (politycznego, wojskowego, ideologicznego, artystyczno-modowego, dietetycznego, naukowego).

Tam, gdzie rządzi spektakl (czytam w innym miejscu) – a poprzez widowisko rządzą jego aktorzy i pociągający za sznurki „teatro-wilcy” – nie istnieją żadne zorganizowane siły, które nie opowiadałyby się za spektaklem. Bo każdy patrzy zmagnetyzowany z otwartą gębą na to co sceniczni iluzjoniści cudują na użytek nieustającej ściemy. Żadna z sił semi-narkotycznie zamieszanych w ten osobliwy „clubbing” nie ma ani sił witalnych, ani morale, by występować przeciw panującemu porządkowi, żądna też nie może się wymknąć wszechogarniającej regule „omertà” (morda w kubeł, bo wypadniesz na szarą i burą ulicę między wyrobników). Porzucono niepokojącą, a przez ponad dwa stulecia uznawaną za oczywistą koncepcję, zgodnie z którą społeczeństwo i jego(?) ustrój może podlegać krytyce, a nawet zostać przekształcone, zreformowane lub zrewolucjonizowane. Porzucono ją nie dlatego, iżby pojawiły się jakieś nowe argumenty przemawiające przeciw niej; argumenty stały się po prostu zbyteczne. Osiągnięcie to nie świadczy o powszechnym szczęściu, lecz o przeraźliwej potędze siatek tyranii.

* * *

Gdyby ktoś jeszcze nie doczytał – to podpowiem: w Katowicach mamy „szczyt” ekologiczny, w Paryżu mamy zadymę w żółciutkich frajerkach, na Morzu Azowskim mamy prężenie muskułów, w telewizjach sportowych mamy giełdę celebrytów w trampkach, w UE mamy trybunały i komisje zajęte prawami człowieka i sprawiedliwością, na Bliskim Wschodzie mamy rzezie rytualne na ludności i dziedzictwie. I tak dalej.

A tak naprawdę?

1. W Katowicach redaguje się stare-nowe mega-strumienie finansowe i takież budżety, w których najmniej akurat chodzi o to co zwykło się nazywać ekologią;

2. W Paryżu nano-biznes uruchomił uliczną rozpierduchę, dając wyraz zbiorowej potrzebie przeredagowania talii kart politycznych, bo ta co właśnie jest – opatrzyła się;

3. Kanonierki ukraińskie zostały oddelegowane przez mocodawców amerykańskich, by blokowały chińską giga-inwestycję międzykontynentalną, której USA nie zdoła przecież oskubać;

4. Imprezy sportowe służą już tylko jako konkursy wielko-biznesowych marek, patentów, firm, bo to one zlecają federacjom wciąż nowe jarmarki-kiermasze zwane mistrzostwami-ligami;

5. Hybrydowe przetasowania unijno-europejskie są w rzeczywistości przetargami o nowe rozdania redystrybucyjne (budżetowe), w domyśle: rządy klik biurokratycznych;

6. Na Bliskim Wschodzie mamy wciąż nowe odsłony procesu dezintegracji Arabii jako zachodnio-południowego rygla Azji Centralnej, kluczowego regionu świata;

Każda z takich historii medialnych – a mamy ich wciąż na tapecie kilkadziesiąt, byle się publika nie nudziła – to dobry powód, by podzielić widownię na tych „za” i tych „przeciw”.

I dokonuje się magia: widownia przestaje zajmować się spektaklem, bo choć wciąż go obserwuje i czerpie zeń chorą, dewiacyjną witalność – to daje się napuścić wzajemnie na siebie. O to w całej zabawie chodzi: „teatrum” jak długie, szerokie i okrągłe – pełne jest rozmaitych „ustawek” między widzami, którzy nie dbają już o to, że podatkami, akcyzami, opłatami i zakupami obciążyli swoje budżety zasilając „aktorów i reżyserów” w niemałe gaże i tantiemy: muszą udowodnić podobnym sobie frajerom, że są „ludem-suwerenem”, w odróżnieniu od „tych z przeciwka”.

Oczywiście, ONI zawsze pokażą, że ten czy tamten tłum wystąpił przeciw jakiejś „górze”. G…o prawda. To zwykłe roszady między „górami”.

Pusty śmiech mnie ogarnia, jak widzę na FB kolejne naklejki, tym razem w sprawie żółciutkich frajerek. I żałość mnie ogarnia. I za portfel się trzymam…

Nobla dostanie ten, kto zdoła przekierować zapał „ludu” z kibolskiej wrogości wzajemnej na obywatelskie nieposłuszeństwo. To zaś polegać będzie na – uwaga – wyjściu z biletowanych rzędów i szeregów, zajęciu się tym co prawdziwe.

Tylko że Nobla przyznaje… no, kto? I myślicie, że ktokolwiek z ONI-ych ogłosi antrakt…? A wychodzić w trakcie przeciskając się między głuptakami-lemingami – to przecież takie nieeleganckie…


Opublikowano: 05.12.2018 07:50.
Autor: Jan Herman
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @jce Szanowny napisałeś prawie całą definicję etosu - po czym napisałeś, że on nie...
  • @generee No, na pewno lepiej się widzieli niż zwykłe "krawężniki" JH
  • @osasunna Bardzo celna uwaga: nie ma juz etosów w postaci świeżej, prosto z magazynu. Ale ten...

Tematy w dziale Kultura