84 obserwujących
2349 notek
1232k odsłony
532 odsłony

Dobre Dobro. Z Janem Szomburgiem w tle.

Wykop Skomentuj5

W jednym z moich „koleżeństw” powielano niedawno dowcip o jakimś zjeździe językoznawców. Mówczyni opowiada, że w każdym niemal języku podwójne zaprzeczenie daje efekt potwierdzenia. A w żadnym chyba języku – peroruje mówczyni – podwójne potwierdzenie nie jest odbierane jako zaprzeczenie. Na to wstaje delegat z Polski i mówi: dobra-dobra! 

Polska zatem podwójnym dobrem stoi. Mamy na przykład Dobrą Zmianę. Jest ona – chyba w zastępstwie – projektem „poprawionym” konceptu IV Rzeczpospolitej. Sięgnę do Pedii, gdzie ten niegłupi koncept dożywa dni swoich.

Jedną z koncepcji hasła „IV Rzeczpospolita” sformułował (jako pierwszy) politolog i publicysta Rafał Matyja w artykule „Obóz IV Rzeczypospolitej” opublikowanym przez środowisko tzw. pampersów w piśmie „Debata” w 1998. Sloganu użył też socjolog i publicysta Paweł Śpiewak na łamach „Rzeczpospolitej” w artykule „Koniec złudzeń” z 23 stycznia 2003 roku.

W koncepcjach tzw. „IV Rzeczypospolitej” zakładano m.in.:

1. odnowę moralną w życiu publicznym;

2. oparcie o tradycje narodowe i demokratyczne;

3. odbudowę zaufania społecznego do instytucji państwa, prawa, parlamentu, administracji, rynku gospodarczego;

4. konieczność stworzenia od nowa wielu praw i instytucji, likwidację zbędnych urzędów;

5. zwalczanie przez (odnowione – JH) władze korupcji;

6. likwidację komunistycznej (PRL-owskiej- JH) agentury w służbach specjalnych;

7. szczególną opiekę prawną nad rodziną jako podstawową instytucją życia społecznego;

8. solidarność społeczną (hasło „Polski solidarnej” w opozycji do tzw. „liberalnego eksperymentu”);

9. nadrzędność polskiego prawa konstytucyjnego nad międzynarodowym (z naciskiem na „unijne” – JH);

„Myślenie o IV Rzeczypospolitej nie wynika z kaprysu znudzonego umysłu czy z woluntarystyczno-rewolucyjnych sympatii. Wynika z przekonania, że grozi nam nawet nie tyle katastrofa, ile miernota, prowincjonalizm, dryfowanie, poczucie bezradności, a przede wszystkim próżnia władzy” – pisał P. Śpiewak.

Formacja około-PiS-owska porzuciła slogan, bo podczas swojej 2-letniej kadencji sama sobie strzeliła w rządową stopę, starając się pośpiesznie, na chybcika stworzyć lepszy świat w kilka miesięcy, za pomocą dekretowania rzeczywistości i ścigania wytypowanych „wrogów sanacji”. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że slogan był „własnością” całego POPiS-u, ale w ostatniej chwili zrejterował i wyszydził go D. Tusk, co mu zresztą weszło w krew.

* * *

Ktokolwiek mnie zapyta o poglądy polityczne (nie mylić z ideowymi) – to w odpowiedzi uzyska zapewnienie, że wciąż od nowa marzę o Samorządnej Rzeczpospolitej (kontynuacji tego zamysłu) wzbogaconej o autopoprawkę IV Rzeczpospolitej.

Uczestniczę – bardziej lub mniej aktywnie – w rozwijającym się od kilkunastu lat projekcie środowiska liberalnego realizowanym w formule Kongresu Obywatelskiego. Nie przeszkadza mi odmienna od mojej inspiracja ideowa. Obywatelstwo, samorządność, lokalność, dekoncentracja, zniesienie wszechwładzy kamaryl wyborczych – to moja „pozytywna szajba”. Na końcu rozwinę ten wątek.

Dobra zmiana – jak dotąd – postawiła nieco wyżej poprzeczkę zatrudnienio-dawcom, wręczając niektórym socjal, zwracając uwagę na społeczno-kulturową moc życia rodzinnego. Zatrzymała część „usypującego się” grochu podatkowego, uszczelniając VAT i grożąc paluszkiem rozmaitym aferzystom. Publicznie powtórzyła to, co wszyscy wiedzą, że coraz więcej jest w naszej gospodarce korzyści „zagranicy”, coraz mniej korzyści „polskiej”, co czyni, że dopłacamy do wszystkiego, płacimy „zagranicy” przerośnięte „myto” od demokracji-rynkowości, którą stamtąd nam „podarowano”.

Dobra zmiana – choć tego oczekiwano (mam na myśli kukizonadę’2015) – nie zabrała się ustrojowo za wykluczenia, a wiele spośród „państw w państwie” przejęła na „swoje dobro”, nie doprowadziwszy do końca likwidacji żadnego z nich (naliczyłem ich ponad 40), co ją – Dobrą zmianę – kosztowało wiele, a rachunki jeszcze wciąż krwawią.

* * *

Dzisiejszą, współczesną miarą postępu i sukcesu jest to, „ile z tego mamy” w obrocie patentami, markami, firmami, finansami – bo to są dziś wręcz elementarne twarze współczesnego kapitału. Dla myślących jeszcze dalej, zahoryzontalnie – miarą jest też stopień uspołecznienia gospodarki, czyli – jak z entropią – stopień dekoncentracji strategii, rozproszenia (dyspersji) decyzji gospodarczych.

No, dobra, powiem to słowo: KOLEKTYWIZACJA. Trzeba w sobie zdusić „antykomunizm” i zauważyć, że pojedynczy czy mało-grupowy gracz jest dziś obumierającym fenomenem gospodarczym, bo w świecie projektów, budżetów, a nawet wielkich technologii – w pojedynkę to można sobie co najwyżej lizać egoistyczne rany. Początkiem kolektywizacji na tzw. Zachodzie była chyba grupa Oppenheimera, która zgodnym, zbiorowym wysiłkiem intelektu i wdrożeń doprowadziła do przebudowania ludzkich wyobrażeń o „postępie”.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo