84 obserwujących
2362 notki
1247k odsłon
61 odsłon

Między (po)żywnością a smakołykiem

Wykop Skomentuj1

Aż zajrzałem do słowników: znalazłem tam takie synonimy jak przysmak, mecyje, łakocie, cymesy, specjały, pychoty, delicje, frykas, delikatesy. Zajrzałem, bo szukam różnicy między rządową skłonnością do przeinwestowywania (jakikolwiek mamy rząd) a ludową skłonnością do marnotrawnej nadkonsumpcji, wtranżalania. 

Prawda o gospodarce jest gdzieś pośrodku. Między rybą a wędkowaniem, czy raczej zarzucaniem więcierza. O tym więcierzu trzebaby napisać co-nieco.

Jak wiadomo, więcierz to rodzaj zmyślnej pułapki, w którą jest łatwo zajrzeć mimochodem, po drodze, przy okazji, z braku lepszych zajęć, ale wydostać się z niej – graniczy z niemożliwością. Czarna dziura. Myszkujesz sobie po okolicy, jeszcze tu, jeszcze tam – a tu ni stąd i zowąd coraz ciaśniej. Więc zawracasz, ale z tyłu jest wciąż więcej i więcej podobnie ciekawskich, cała ich fala, lawina, nieuchronność. Płynąc „pod prąd” z wielkim wysiłkiem – ryzykujesz, właściwie masz prawie pewność, że nie trafisz we właściwe miejsce i wpłyniesz na niby szersze miejsce, ale bez wyjścia. A płynąc „z prądem” – poddajesz się oczywiście planom konstruktora więcierza, a nie zawsze są one przyjazne, prawie nigdy nie prowadzą ku wyjściu, jak w muzeum czy w jaskini strachów.

image

Człowiek wynalazł setki pułapek na inne zwierzęta, aby się nimi pożywić. Najlepiej mu wyszło jednak oswojenie i hodowla, czyli całe „systemy czarcich dołów”, angażujących wynalazczość, powiązane instytucje społeczne, rozwiązania techniczne i logistyczne oraz kulturowe.

Musiało dojść do tego, że ten zmyślniejszy człowiek poszedł po rozum do głowy i zastawił więcierz na tych mniej pojętnych. Takie więcierze znajdujemy głównie w polityce, a najbardziej podstępne są więcierze mętne, o których istnieniu dowiadujemy się namacalnie i boleśnie dopiero po tym, jak już nie ma nijakiego z nich wyjścia.

Używam od lat pojęcia WIĘCIERZ MĘTNY w takim oto rozumieniu: jest to celowo sporządzany i maskowany zestaw zachęt, pułapek, przepisów, procedur, zastawiany na naiwnych, aby odtąd pracowali dla mnie, w przekonaniu że pracuja dla siebie. Przytocze w całości swój tekst datowany 20.11.2011 (https://publications.webnode.com/news/wi%c4%99cierz%20zwyk%c5%82y%2c%20wi%c4%99cierz%20m%c4%99tny/):

Doprawdy naiwni są wszyscy, którym się zdaje, że jeśli tylko żyć będą cnotliwie, porządnie i gospodarnie – resztę załatwią za nich urzędy i organy oraz służby, bo „oni już tam dobrze wiedzą co i jak”.

Państwo ma to do siebie, że żyje z tego, co odda mu obywatel. Dobrowolnie albo na siłę. Jeśli takie Państwo jest gospodarne jak większość jego obywateli – to i tak ma obyczaj dzielenia nadwyżek najpierw sobie, a potem dopiero wzmacniania obywateli i ich zapobiegliwości.

Jeśli jednak Państwo jest niegospodarne – to nie redukuje swojej łapczywości, tylko głębiej i bardziej stanowczo sięga do obywatelskich kieszeni.

 Zatem jeśli – obywatelu – chcesz przemknąć przez życie cicho i cnotliwie – raczej Państwo ci nie pozwoli.

Więcierz zwykły to taka sztuczka Państwa: robisz coś 1000 razy, wciąż tak samo, masz z tego jakiś grosik. A tu za 1001-wszym razem gwizdek policjanta, albo nota z urzędu, albo wizyta śledczego. Złamałeś przepis. Tak, masz rację, wczoraj go nie było, tego przepisu, dziś jest. Prosisz o wybaczenie, nie zauważyłeś. Wybaczamy, ale zapłacić musisz.

 Państwo jednak nie jest głupie. Nie może tak robić w nieskończoność, bo go ludzie wyśmieją. Wszak Państwo- to konkretni ludzie, chcą nadal być wybierani i nadal sprawować swoje urzędy i stanowiska. Zatem pozwala, by „krewni i znajomi króliczka” zakładali więcierze mętne.

Więcierz mętny to pułapka, zastawiana przez pożyczkodawców i kredytodawców, przez usługodawców, przez sprzedawców towarów, przez prawników i menedżerów, windykatorów, policjantów – przez każdego, kto wie, jak i gdzie „lody się kręci”.

 Pułapka składa się z przepisów, procedur i okoliczności. Zakładana jest w postaci regulaminu usługi, ogólnych zasad sprzedaży, drobnych dopisków na umowach, ale też prymitywnie, np. w postaci zaczajonych w krzakach chłopców-radarowców.

 Każdy, kto czegoś chce – ociera się o pułapkę. Większość w nią nie wpada. Ale wystarczy, że wpadnie co dziesiąty. Nie zapłaci raty w terminie, naruszy warunki gwarancji, przekroczy minimalnie jakąś normę. Na to czekali! Wtedy zamiast oczywistej rynkowej ceny za to, co nabył – płaci wiele, wiele więcej. Do tego ma kłopoty i wielkie poczucie niesprawiedliwości. Ktoś wyraźnie go wciągnął w pułapkę!

 Wtedy idziemy do Państwa ze skargą: do urzędu, organu, sądu, prokuratury, policji. A tu – jeszcze jedna niespodzianka! Ten co nas oskubuje – już tu był! To my jesteśmy podpadnięci, a nie on! Ale nawet, jeśli nie był – i tak Państwo jest po jego stronie. Bo o to chodzi w więcierzu mętnym! Wszak oni wszyscy – zastawiacze pułapek, rwacze dojutrkowi – idą w sukurs Państwu, które jest na pewno łapczywe, choć nie na pewno gospodarne…

 Bankowi, wydrwigroszom, służbom, urzędom, dostawcom – „nie opłaca” się normalny zysk, tantiema, rata, opłata. Dlatego umyślają więcierze mętne, z błogosławieństwem Prawa, i zastawiają je. Życie obywatela u boku zbankrutowanego Państwa – to marsz przez coraz gęstsze pole minowe.

 Państwo w każdym razie ceni niezwykłą przedsiębiorczość rwaczy dojutrkowych, a w nosie ma twoje, obywatelu, cnotliwe i zapobiegliwe życie i zapotrzebowanie na święty spokój. Dlatego wyrokiem, postanowieniem, decyzją, wykładnią, pouczeniem – „rozstrzygnie” twoje wątpliwości najczęściej przeciw tobie. Ty mu wszak nie dasz dodatkowej kasy – zaś przedsiębiorczy rwacz dojutrkowy – zapłaci podatek od swojej przedsiębiorczości polegającej na odsysaniu twoich dóbr. Opłaci mu się, Państwu nie opłaci się.

 A gdybyś nie zrozumiał nadal - zawsze Państwo ma swój gaz pieprzowy, pałkę, środki przymusu bezpośredniego...

 A co wtedy, kiedy Państwo jest bankrutem? Kto widział w życiu bankruta lub sam nim był – wie, że nie wolno mu wierzyć w żadne solenne słowo. Interesuje go tylko twoja gotówka albo podpis pod zobowiązaniem, a nawet publiczne oświadczenie, że go obywatel wesprze. Potem już tylko mówi: zobowiązałem, się, oczywiście, ale warunkowo, musiałeś źle usłyszeć! Masz wątpliwości? Idź do sądu, do instancji, do samorządu. Masz swoją demokrację, korzystaj z niej!

Oto co widzę, kiedy patrzę w telewizor, na różne exposesy i podobne zapewnienia…

* * *

Więc teraz już się tylko zapytam: kto tu się karmi, a kto jest karmą. Lem Stanisław zapamiętał mi się jako autor dylematu kury: to naiwne stworzenie naprawdę myśli, ze opanowało wszystkie tajniki świata, jeśli umie uciekać przed kijem, a biec na wyprzódki ku ręce sypiącej ziarno. Nie wie, że jest hodowane jako wsad do rosołu…


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo