84 obserwujących
2366 notek
1249k odsłon
115 odsłon

Się nie wszystko da…?

Wykop Skomentuj

Tak najbardziej ogólnie możemy powiedzieć, że nowe karty zostały rozdane, ale samo rozdanie nie kończy gry. Teraz stawiane jest pytanie, co z nimi zrobią posiadacze tych kart. Bo – przypomnijmy – same głosowania to jedynie rajdowy „punkt kontrolny” dla wszystkiego, co się (z)robiło mniej więcej na rok przed TĄ DATĄ. Gonitwa trwa. 

Aby to zrozumieć – a nie każdemu jest dane – warto przypomnieć nielicznym a uświadomić większości, co konkretnie (poza celebrowaniem) robi Parlament. Otóż on, ten Parlament, robi następujące rzeczy:

1. Uchwala budżet centralny i stymuluje budżety lokalne-środowiskowe-tematyczne;

2. Tworzy mechanizmy gwarantujące i zabezpieczające skuteczność tych uchwał;

3. Tworzy warunki dla tworzenia-dystrybucji Nomenklatury przez Decydenturę;

4. Tworzy warunki dla zbudowania „kiści obywatelskich” wokół Nomenklatury;

5. Rozstrzyga „przetargi” na inicjatywy zwane eufemistycznie pozarządowymi;

6. Dysponuje majątkiem nazywanym eufemistycznie „dobrem publicznym”, regaliami;

7. Tworzą „system-ściemę”, mającą obywateli l lud omamić: to wy rządzicie;

Kampanie „wyborcze” krążą więc wokół tego, kto zostanie „jednym z 560”, a to oznacza, że kandydaci – niejawnie – ustalają z Pentagramem, co mogą i co powinni oraz co muszą zrobić w sprawach budżetowych.

/Pentagram – powtórzmy – to dynamiczna wewnętrznie konstelacja pięciu żywiołów politycznych: mega-biznes, mega-służby, mega-kamaryle, mega-media i mega-gangi: tam o demokracji raczej nie ma mowy, za to skutecznie wdrukowuje się w „publiczność” przekonanie o tym, że ONI mają same prawa, upoważnienia i przywileje oraz korzyści, a obowiązki – to sobie sami wybierają, jeśli już muszą, np. pod presją społeczną/

Budżety w zasadzie krążą wokół takich wyzwań jak choćby zaspokajanie roszczeń rozmaitych warstw społecznych. Roszczenia zgłaszają np. rolnicy, górnicy, lekarze, nauczyciele, przedsiębiorcy, prawnicy, mundurowi, inteligenci, inwalidzi, urzędnicy, pracownicy zwykli i mocno wykwalifikowani, nie mówiąc o kościołach-wyznaniach, partiach, aktywistach-społecznikach. Suma roszczeń jest zawsze dużo większa niż możliwości budżetowe. Parlament jest tu – czasem pod presją rządu – rozjemcą i szafarzem.

Ale „lud” i jego warstwy-środowiska – to nie wszyscy zainteresowani dostępem do środków budżetowych. Poszczególne człony Pentagramu, wierzyciele krajowi i zagraniczni, oraz „niemi wierzyciele”, czyli niezbędne inwestycje i projekty społeczne. Kandydaci muszą sami – albo pod dyktando kamaryl – zdecydować, kogo i jak zaspokoić. Strumieniem finansowo-budżetowym, warunkami działania (patrz: banki czy ubezpieczyciele i windykatorzy), gwarancjami i decyzjami alokacyjnymi np. (dla biznesu), włączeniem do kiści wokół nomenklatury.

Więc wszyscy zainteresowani dostępem do budżetu szacują kandydatów wedle tego, jak mogą się im – zainteresowanym – przysłużyć: tego co deklarują, tego co rzeczywiście mogą, tego z kim i jak są gotowi zawrzeć pakt. Te gry i zabawy nie są prowadzone jawnie, a już na pewno nie wiedzą o tym wyborcy, nawet jeśli się domyślają samego mechanizmu.

To dlatego głosowania odbywają się na komendę (alert wyzwalający gonitwę ogólnokrajową nawet w przypadku „samorządów”), kandydaci są wyłaniani i zatwierdzani w gabinetach kamaryl, procedury głosowań i ich podliczanie są domeną decydentury. Nazywanie tego wszystkiego świętem demokracji (ludowładztwa) – jest grubym nadużyciem.

* * *

Tak czy owak można powiedzieć, że mamy za sobą dwie fazy przed-głosowaniowe (ustalenie listy życzeń „mocodawców” oraz wstępne „kontrakty między wierszami”) oraz samo głosowanie. A pozostało jeszcze:

1. Wywiązanie się wobec „zainteresowanych” (mocodawców finansujących kampanię) ze zobowiązań legislacyjnych (wprowadzimy przepis, normę, procedurę, mechanizm);

2. Wywiązanie się wobec zainteresowanych z konkretnych transferów budżetowych (przekażemy, podwyższymy, uruchomimy, sfinansujemy);

3. Wywiązanie się wobec zainteresowanych z obiecanych danin (przyznamy koncesje, grunty, obiekty, uprawnienia, przywileje, odciążymy-ulżymy w takiej czy innej sferze);

4. Wywiązanie się wobec zainteresowanych z inwestycyjnych-projektowych wysiłków na ich rzecz (z budżetu będzie finansowana np. infrastruktura) dla biznesu międzynarodowego);

5. Pozycjonowanie macierzystej kamaryli pośród innych sił w kraju i w układance międzynarodowej (regionalnej, globalnej);

6. Wpisanie kraju do projektów międzynarodowych, w roli wykonawcy (sojusznika) i zarazem beneficjenta (korzystającego na tej robocie);

Niektórzy senatorowie i posłowie są w tych wszystkich sprawach graczami – a inni tylko tłem, mającym podnosić rękę kiedy trzeba, mówić co trzeba, uczestniczyć w konkretnych pracach wedle instrukcji, przynosić „korespondencję” od rzeczywistych mocodawców (nie mylić z wyborcami). I tak dalej. Nie działa przecież zasada, że wszyscy parlamentarzyści są sobie równi, równoznaczni. to bzdura na resorach. Poseł – ten zwykły, dotąd nie grający – musi dopiero wałczyć o to, by ktoś zechciał go uczynić ważnym, bogatym, popularnym. Musi się uwiarygodnić. Chyba nie u wyborcy…?

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo