84 obserwujących
2366 notek
1249k odsłon
84 odsłony

Neodemokratura

Wykop Skomentuj1

/tekst z konieczności skrócony/ 

Podobno słowem „demokratura” posługiwał się w swej literackiej twórczości Szwed Vilhelm Moberg. Rozumiał pod tym pojęciem powszechny stan umysłów, które żyją w warunkach zgrzytliwie przeczących demokracji, ale przekonanych, że to właśnie demokracja nas wszystkich otula.

Ja też mam skromny udział w opisywaniu tego paradoksu. Np. w 2012 roku napisałem do Profesora Antonio Negri krótkie zaproszenie do Polski (miałem jeszcze wtedy jakieś „moce sprawcze”), załączając nano-opis niepokojącego procesu, który pojmuję jako „przemożny”, niezależny od konkretnej woli politycznej: https://publications.webnode.com/news/concept-of-global-processes-in-europe/ . Redaktor St. Bratkowski jasno zasygnalizował mi wtedy: na temat Mega-Neo-Totalitaryzmu nie będziemy w Studio Opinii deliberować. Szkoda…

Najlepszym, dla mnie najbardziej dobitnym przykładem demokratury jest państwo za-oceaniczne. Mój Czytelnik wie, że ogólnie nie wybieram się do Ameryki, choć mam tam dziesiątki życzliwych znajomych i czekałoby mnie wiele atrakcji. Ale są granice łamania zasad: nie będę obcował z Państwem (nie mylić z Krajem czy Społeczeństwem), które stoi na założycielskim ludobójstwie, na „zbrodniczej turystyce zatrudnieniowej” z Afryki i na ruinie zastanej cywilizacji, które ma najbardziej rozbudowaną inwigilację obywateli własnych i rządów cudzych, gdzie rządzi soldateska i giga-biznes, gdzie służby mogą z człowiekiem zrobić bezkarnie wszystko, gdzie maccartyzm dorównał opryczninie i inkwizycji razem wziętym, gdzie funkcjonują zagłębia „legalnej kradzieży” patentów i praw autorskich, odsysania i drenażu kadr artystycznych, filozoficznych i naukowych, gdzie sztaby wciąż knują, jaki by tu nowy zamach stanu sklecić kosztem obcych krajów w dowolnym miejscu Globu, a które pod pretekstem obrony przez Nie-Wiadomo-Kim jeszcze wciska obecnym polskim władzom sprzęt wojskowy, za nasze pieniądze godne kilku lepszych misji, a w rzeczywistości przenosi jedynie (my za to płacimy) swoje możliwości zaczepne bliżej wytypowanych przez siebie „enemies”. I na koniec wmusi w nas swoją Neo-Chasydię (kto chce ten znajdzie na moim blogu).

Takie oto Państwo (jeszcze raz: nie mylić z Krajem i Społeczeństwem) uchodzi za najfajniejszą demokrację świata i Historii. Wtóruje mu Unia Europejska, która wyciera sobie podłogę najlepszymi nazwiskami, a powstała na pruskim, potem hitlerowskim koncepcie Großdeutsches Reich (Rzesza Wielkoniemiecka), przerobionym przez czynnego ideologa nazizmu, „pominiętego” przez wymiar sprawiedliwości Waltera Hallsteina, później pierwszego „przywódcę demokratycznej Europy”.

* * *

Właśnie to, co gotowi jesteśmy nazwać polską demokracją, a co próbują odtworzyć całe tabuny inteligentów stojących „w poprzek” polskiej rzeczywistości – gotów jestem nazywać demokraturą, a po mojemu – Mega-Neo-Totalitaryzmem. I ogłaszam po raz kolejny, żeby nie było wątpliwości: rzeczywistość, w której organy, urzędy i służby państwowe definiują i strzegą samorządności, a Pentagram i „państwa w państwie” zarządzają wszystkim co ma związek z gospodarką – nawet nie stała przy demokracji, a już na pewno nie jest z nią za pan brat.

Podstawą demokracji w Polsce mógłby być Sołtys jako nominowany przez społeczność swojszczyźnianą „motorniczy” spraw lokalnych, działający w gronie podobnych sobie Sołtysów stanowiących Ławę Gminną czy Powiatową (zamiast odrębnie ustanawianych przez kamaryle Rad i Radnych). A i tak ich „rządy” korygowane byłyby przez korpus mężów zaufania pod nazwą Społeczny Rzecznik Praw Człowieka i Obywatela (Kukiz niepotrzebnie się w kampanii napinał, zamiast zapytać mnie – zna mejl – jak wyglądają szczegóły).

Jeśli opieram swój koncept samorządności na idei kooperatywizmu, spółdzielczości nano-wspólnot sąsiedzkich i środowiskowych – to wiem co mówię. I mam wrażenie, że wiem jak skleić odwieczną naszą skłonność do monopolizowania „pod siebie” spraw gospodarczych – z dobrosąsiedztwem, składkowością (public collections), wzajemnictwem, gromadnictwem, grupowo-środowiskowym zabezpieczeniem socjalnym.

* * *

Moja krytyka „kaczyzmu” zaczyna się nie u podstaw ustrojowych, bo w tej sprawie Jarosław nie sięga trzewi tak bardzo, jak sięgnął Walter Hallstein (Traktaty Rzymskie i ich praźródło) – tylko w tym miejscu, gdzie rozmaite polskie „pięćset-plusy” oparte są na łasce budżetowej, a nie na lokalnej zapobiegliwości i zaradności połączonej z empatią. Gdzie owe „pięćset-plusy” zależą bardziej od urzędników, niż od sąsiadów, bardziej od sformalizowanych kryteriów niż codziennego „doglądania sąsiedzkiego”.

Nie sądzę, że Jarosław uprawia w Polsce socjalizm, bo to sugerowałoby, że chce abyśmy stali się godnymi jego samego obywatelami. Nie chce, ma nas za maluczkich i tak nas traktuje.

Ale też nie sądzę, że Jarosław chce nam w spadku pozostawić piłsudczykowską sanację. Może dobrał sobie takich jak Delfin (ZZ) czy Wielebny (JG), ale nie oni rozstrzygną, co i jak będzie w Polsce.

Więc moja krytyka idzie w kierunku anty-patrymonializmu. Nie rzucaj gromów, boś nie gromowładny. Rzucaj pomiędzy nas szanse i okazje – a dojdziemy do jakiegoś demokratycznego modelu społecznego, nie od jutra przecież, i niekoniecznie prostą drogą…

Kto pierwszy w Europie pozwoli szarym ludziom na błądzenie, byle szli z grubsza w kierunku samo-rządzenia się – ten wygra miejsce w Historii. Poczesne i godne.


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka