Dwóch ekspertów z dziedziny wojskowości - Michael O’Hanlon i Kenneth Pollack po ośmiodniowym pobycie w Iraku napisało w New York Times artykuł pod wiele znaczącym tytułem „Wojna którą jednak możemy wygrać” (A War We Just Might Win - opublikowała go także GW). Jest ciekawy z dwóch powodów: ukazał się w gazecie która Irak dawno spisała na straty, a autorzy wcześniej ostro krytykowali administrację Busha za błędną strategię w tym kraju. Treść artykułu nie jest zaskoczeniem dla tych którzy uważnie śledzą tamtejszą sytuację, nie ograniczając się do tego co pokazuje telewizja czy piszą gazety.
Odpowiedzialny za ten powiew optymizmu z miejsca skąd dochodziły (i nadal dochodzą) raczej podmuchy eksplozji samochodów pułapek jest generał David Petraeus, który objął dowództwo nad międzynarodowymi siłami w Iraku 27 stycznia tego roku. Jego nazwisko jest związane z tym krajem od inwazji w 2003 - dowodził wtedy 101 dywizją powietrzno-szturmową, a następnie objął w zarząd rejon Mosulu – gdzie w uznaniu jego zasług lokalna ludność nazywała go Królem Dawidem. Od czerwca 2004 do września 2005 roku był odpowiedzialny za szkolenie irackich sił bezpieczeństwa. Kolejnym przydziałem było dowództwo w Fort Leavenworth i związany z tym nadzór nad szkoleniem i opracowywaniem doktryn US Army. Petraeus zajął się wtedy opracowywaniem nowego regulaminu polowego poświęconego zwalczaniu partyzantki, do którego pisania zaprosił wielu specjalistów: zarówno wojskowych jak i cywilnych, z USA i z zagranicy, nawet dziennikarzy. Field Manual 3-24, Counterinsurgency (w skrócie COIN) został wydany w grudniu 2006 i szybko zyskał uznanie wielu ekspertów w tej dziedzinie z całego świata. [Postaram się szerzej omówić ten podręcznik, jak tylko go skończę czytać :)]
Strategia którą wprowadza obecnie gen. Petraeus jest znana jako „surge”. Jest to ciekawe słowo które trudno dobrze przetłumaczyć na polski – może znaczyć przypływ, gwałtowny wzrost, przyrost, napływ – w tym wypadku chodzi o gwałtowny wzrost liczby operacji. Wielu polityków i dziennikarzy twierdziło już w marcu (gdy zaczynał się napływ nowych jednostek do rejonu) że nowa strategia zawiodła, podczas gdy tak naprawdę zaczęto ją wprowadzać w życie dopiero od połowy czerwca, gdy wszystkie elementy – nowe brygady z USA i jednostki irackie – były na swoim miejscu. Wcześniej, mniej więcej od listopada ub. r. trwały działania „kształtujące” (shaping), przygotowujące grunt pod operację Phantom Thunder (widmowy grzmot) która teraz trwa. W jej ramach ma miejsce szereg mniejszych operacji: największa – zabezpieczenie Bagdadu, Arrowhead Ripper (w prowincji Dijala, w Bakubie), Marne Torch (Salman Pak, Arab Jabour), Commando Eagle (płd. zach od Bagdadu), Alljah (zachód prowincji Anbar), oraz szereg innych. Mają one na celu jednoczesne zlikwidowanie „bezpiecznych przystani” terrorystów/partyzantów, tak by nie mogli się przegrupować, następnie dopilnowanie by nie powrócili i stopniowa normalizacja sytuacji ludności tych regionów (więcej o tym pisze Dave Kilcullen – współpracownik gen. Petraeusa). Różni się to bardzo od tego co robili wcześniej amerykanie – czyli wjazd na nieprzyjazny teren, likwidacja przeciwnika i wyjazd, a dalej niech sobie Irakijczycy sami radzą (nie radzili sobie). Teraz często wygląda to tak, że dowódca amerykański w jednej godzinie dowodzi walką, w drugiej negocjuje z miejscowymi władzami, w trzeciej nadzoruje odbudowę lokalnej elektrowni. Amerykanie nie trzymają się w kilku wielkich, świetnie zabezpieczonych bazach, lecz w bardzo wielu małych. Patrol to nie jazda na złamanie karku dopancerzonym humvee, tylko pieszy obchód dzielnicy.
Czy zwycięstwo jest pewne? Nie. Ta wojna toczy się na wielu poziomach: militarnym, politycznym w Bagdadzie, politycznym w Waszyngtonie, ekonomicznym, społecznym. Póki co sukcesy odnoszone są na poziomie militarnym, pewne pozytywne trendy widać w społeczeństwie irackim i w gospodarce. Pytanie czy rząd w Bagdadzie będzie umiał przekuć to w trwałą polityczną stabilność, a tu niestety sygnały są niepokojące. Niewiadomą jest też reakcja Kongresu, zdominowanego przez przeciwnych dalszemu zaangażowaniu w Iraku Demokratów, na raport na temat postępów w Iraku jaki ma złożyć we wrześniu gen Petraeus.
Obecna sytuacja pokazuje kilka rzeczy: na wojnie nic nie jest pewne, o klęsce można mówić dopiero po zakończeniu działań, sama wojna jest sumą błędów popełnionych przez obie strony, a wygrywa w niej ten kto się na nich potrafi uczyć. Tylko czy amerykanie nie zaczęli tej nauki zbyt późno?
36
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)