2 obserwujących
27 notek
9120 odsłon
  214   0

Sprawa Kazimierza Pużaka

Jestem rzymskim katolikiem narodowości polskiej. Więcej nic nie mam panom do powiedzenia!

Stryj poznał Zosię Pużakową na drodze do… socjalizmu, chciałoby się powiedzieć. No prawie. Było to we wrześniu 1939 roku. Nasza rodzina uciekała właśnie z Warszawy przed niemieckimi bombami. Zatrzymali się gdzieś na Grochowie, u znajomych z PPS-u. Był tam Kazimierz Pużak z córkami. Tymczasem niemieckie bomby na Warszawę torowały właśnie drogę do Polski socjalizmowi w sowieckim wydaniu.

Stryj mówi, że widział Pużaka tylko trzy razy w życiu. We wrześniu 39 roku, potem zaraz po wojnie, kiedy ubiegał się o rękę Zosi, a ostatni raz w na widzeniu w więzieniu na Rakowieckiej.

Wtedy we wrześniu 1939 postanowiono, że trzeba wracać do Warszawy i ratować, co się da. Dziadkowie wrócili do domu i skontaktowali się z poselstwem litewskim. Przed wojną bowiem, do czasu nawiązania oficjalnych stosunków polsko-litewskich część kontaktów nieoficjalnych odbywała się w mieszkaniu dziadków. Ktoś przyjeżdżał z Litwy z prywatną wizytą do babci, a potem dziadek przekazywał sprawę dalej Prystorowi… Babcia, Michalina Jonajtis, była przewodniczącą oddziału Związku Litwinów w Polsce i rząd litewski wystawił całej rodzinie litewskie paszporty. W ten sposób rodzina wyjechała przez Berlin i Prusy Wschodnie do Kowna, a ich nazwisku nadano litewskie brzmienie... Wrócili dopiero w 1946 roku.

Dom zastali prawie nienaruszony. Zbudowano go solidnie z żelbetonu i jak bunkier oparł się wszelkim bombardowaniom w 1939 roku i podczas Powstania. Stał samotnie w morzu ruin, tuż obok zburzonego mostu Poniatowskiego. Rodzice mojego ojca i stryja odnawiali po wojnie stare pepeesowskie kontakty i znowu Stryj spotkał Zosię na Grochowie, a potem spotykał coraz częściej…

Babcia Michalina wcale nie uważała, że Stryj dobrze robi... Nie wiem, czego się obawiała, może prześladowań, bo w tym czasie Pużak już co prawda wrócił z Moskwy po procesie szesnastu, ale babcia dobrze wiedziała czym pachnie Moskwa, i nie zapowiadało się wcale, że Pużak długo pozostanie na wolności. A może raziła ją ukraińska krew Pużaka, albo uważała, że wystarczy już tradycji jagiellońskiej w naszym domu? Stryj wziął ostatecznie, w marcu 1948 roku, ślub w tajemnicy, przed własnymi rodzicami i był z tego mały skandal, ale… stało się. W międzyczasie Pużak otrzymał propozycję zostania premierem rządu Polski Ludowej, ale odmówił, co oznaczało kolejne uwięzienie, latem 1947 roku, z wyrokiem dziesięcioletnim. Po odmowie Pużaka, który chciał legalizacji PPS-WRN i wolnych wyborów, premierem został jego były współpracownik z Krakowa, Józef Cyrankiewicz, który już dokonał wyboru. Starano się wtedy przeciągnąć na swoją stronę jak najwięcej przedwojennych socjalistów.

Po uwięzieniu Pużaka dokonano rewizji w jego domu na Grochowie, tak szczegółowej, że nawet rozkopano ogródek. Uczestniczył w tym cały oddział wojska, a szukano archiwum PPS. Jak wspomina mój ojciec, który był właśnie u swojego brata podczas rewizji, podobno jeden z żołnierzy krzyknął nagle radośnie i zawołał dowódcę. Odkopano drewnianą skrzynkę, ale, gdy ją otworzono, nie było w niej wcale archiwum PPS tylko… zdechły pies.

Aresztowano wtedy Stryja i Zosię Pużakową. Trafili na Rakowiecką do osobnych cel. Przesłuchiwał ich pułk. Różański i nadal chodziło o archiwum PPS. Taktyka była taka: Pana żona już wszystko powiedziała, więc niech Pan tylko potwierdzi… I odwrotnie. Ponieważ jednak ani Stryj, ani Stryjenka nie mieli zielonego pojęcia nawet, że takie archiwum istnieje, wkrótce ich zwolniono. Do tej sprawy powrócił kiedyś Dariusz Baliszewski w telewizyjnym programie „Rewizja nadzwyczajna” poświęconym w całości Kazimierzowi Pużakowi, w którym znaczne miejsce wypełniała relacja Stryja.

Później zjawił się w domu na Grochowie pewien mężczyzna. Postawny, dobrze ubrany, w długich butach, widać było, że to oficer po cywilnemu. Miał propozycję nie do odrzucenia:

– Pużak, powiedział, ma być wysłany do gułagu. On jest w stanie temu zapobiec. Chodzi jednak o pewną sumę, którą należy wyłożyć, aby zapłacić komu trzeba… Więc niech się państwo zastanowią. Wrócę po odpowiedź za kilka dni.

Stryj rozumował wtedy następująco: To pewnie oszust i prowokator, który chce wyłudzić pieniądze. Jeżeli jednak to nie oszust i ma odpowiednie kontakty, a my nie zapłacimy i teścia wywiozą do gułagu, to nie podarujemy sobie tego do końca życia... Więc lepiej zapłacić.

W ten sposób pieniądze zaoszczędzone na zakup mieszkania dla młodej pary, trafiły do kieszeni osobnika w długich, wojskowych butach. Pużak pozostał w kraju i dotąd nie wiadomo, czy oszust był „oszustem”, czy rzeczywiście miał na to jakiś wpływ. Prawdopodobnie nie. Nie miało to zresztą większego znaczenia, bo niebawem Pużak zmarł w więzieniu w Rawiczu w wyniku obrażeń odniesionych po „przypadkowym” zepchnięciu go ze schodów. Umierał kilka dni nie otrzymawszy żadnej opieki medycznej. Rodzinie powiedziano później, że zmarł na zapalenie płuc. Była to śmierć trzeciego głównego przywódcy Polski Podziemnej, po Grocie-Roweckim i Sikorskim… Skutecznie zabito także w PRL-u mit Pużaka i PPS-su przez wchłonięcie resztki polskich socjalistów do PZPR.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura