5 obserwujących
48 notek
16k odsłon
  162   2

Kulisy zawodu historyka

Ale co to takiego ta historia? Czy to tylko mieszanina faktów i mitów przepuszczona przez filtr polityki, religii, literatury i filmu? Czy to rzeczywiście nauczycielka życia? Czy możemy ufać podręcznikom historii, trylogii Sienkiewicza?

Kariera naukowa wbrew pozorom nie jest wcale pracą twórczą, która potem trafi pod strzechy. Tu też zresztą są dwa nurty – dydaktyczny i ściśle naukowy. Tan pierwszy oznacza połączenie pracy dydaktycznej na uczelni z koniecznością zdobywania wyższych kompetencji zawodowych. Najpierw jest się magistrem, potem doktorem i prowadzi ćwiczenia ze studentami, a po habilitacji można już prowadzić wykłady i egzaminować studentów. Równolegle należy pisać swoje pracy naukowe, które nie mają charakteru literackiego i najogólniej mówiąc dotrą tylko do ograniczonego grona odbiorców. Bardziej naukowy charakter i wolny od zajęć dydaktycznych mają ci doktoranci, którzy trafiają nie na uczelnie, lecz do ściśle naukowych placówek, takich jak PAN. W obu tych wypadkach nagrodą jest tu tylko coraz wyższy stopień naukowy, wpisywany na wizytówce. Równocześnie człowiek ogranicza się do wąskiej specjalizacji i staje się ekspertem, tak jak w dowcipie, z wiedzy z czego składa się dzida bojowa... Obie te kategorie historyków muszą trzymać swoją fantazję na wodzach, do czego zobowiązuje ich dyscyplina naukowa oraz… poprawność polityczna obowiązująca w danej placówce, w społeczeństwie, w kręgu politycznym. Szczególnie dotkliwe było to w czasach peerelu, a i teraz też obowiązuje poprawność polityczna, choć dzieli się na frakcje – jedni chcą ekshumacji inni nie!

Historycy dzielą się też na rzemieślników, nauczycieli, badaczy, moralizatorów – mam tu na myśli tych wszystkich, którzy pozostali wierni swojej profesji. Warto też czasem wybrać drogę popularyzatora historii, czyli nie poddawać się dyscyplinie PAN-u czy Uniwersytetu, czyli całej poprawności polityczno-akademickiej i pisać to, co się naprawdę uważa. Tu jednak łatwo można „podpaść” czytelnikom, którzy z jednej strony mają mózgi ukształtowane przez obowiązującą formę poprawności politycznej – niezależnie czy z lewa czy z prawa, a z drugiej strony, co często oznacza to samo, mają własną wizję opisywanych wydarzeń, która odbiega od wizji popularyzatora. I wtedy mówią, że jego narracja jest subiektywna… Bo ktoś lubi Napoleona a nie lubi Wellingtona! Kiedy zaproponowałem jednemu z wydawców książkę „Bernadotte – żołnierz fortuny”, wydawca powiedział, że cóż, może wydać na próbę 100 egzemplarzy, ale taką książkę należałoby raczej spalić, bo jest anty napoleońska... No tak, Polacy przecież kochają Cesarza i do hymnu Go wstawili. (Wyszła ostatecznie w wydawnictwie "Nowy Świat")

Dodajmy, że są też historycy amatorzy, którzy np. ukończyli polonistykę i z uporem godnym lepszej sprawy piszę książki historyczno-publicystyczne, tak jak Rafał Ziemkiewicz, skądinąd wspaniały publicysta, który usiłuje wyjaśnić Polakom, dlaczego Piłsudski był zły, w publikacji „Złowrogi Cień Marszałka”, a gdzie indziej, dlaczego Dmowski był dobry.

Tu mała dygresja. Otóż docent Jerzy Holzer urządził kiedyś ciekawy konkurs czy raczej spektakl, podczas którego jeden zespół miał argumentować za Piłsudskim, a drugi wychwalać Dmowskiego. Potem następowała zmiana i „piłsudczycy” mieli wychwalać Dmowskiego a „narodowcy” Piłsudskiego. Nie ważne tu było, kto wygra, chodziło natomiast o pokazanie, że praktycznie każdy może udowadniać wszystko, co zechce, z pozycji jakie będą dla niego wygodne, lub wymuszone potrzebą chwili. Dokładnie to obserwujemy w życiu politycznym. Czy było to jednym z zadań studiowania historii? Wygląda na to, że tak. Fakty łatwo ulegają zapomnieniu, ale nie ich interpretacja. Dodajmy do tego instrukcje jakie zostawił nam Machiavelli (lektura obowiązkowa) i otrzymamy dzisiejszego historyka piastującego wysokie funkcje państwowe czy partyjne. Mamy dziś także różnych utytułowanych profesorów, często jeszcze z peerelowskimi stopniami, którzy w poważnych pracach naukowych usiłują nam wmówić to i owo.

A czy historia to nauczycielka życia? Z całą pewnością nie. Każde kolejne pokolenie popełnia podobne, albo jeszcze gorsze błędy, niż poprzednie. Przykład? Choćby to co dzieje się dziś w Polsce. Po odzyskaniu niepodległości zamiast szklanych domów mamy Muppet Show... Czyli znowu stracona szansa? Miałeś chamie... i tak dalej... Od lat mieszkam za granicą i tęsknię, ale... strach wracać!

To na razie tyle moich refleksji. O zawodzie historyka możne dywagować bez końca. Odsyłam tu do publikacji Marca Blocha „Pochwała historii, czyli o zawodzie historyka”, gdzie znajdziemy bardziej optymistyczną wizję „z czym to się je”. Ja jednak mam odczucia bardziej ambiwalentne. Oceniając zawód historyka jako profesję, często mam poczucie zawodu, czyli rozczarowania, gdy zamiast prawdy historycznej ktoś oferuje mi pokrętną publicystykę. A szkoda, bo jak powiedział wielki polski pisarz Józef Mackiewicz  „tylko prawda jest ciekawa”.

 

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura