5 obserwujących
48 notek
16k odsłon
  1319   3

"Madame" - najlepsza książka o PRL-u

Czasem wracam do lektury "Madame" Antoniego Libery, aby uodpornić się przeciwko "tęsknocie za PRL-em", gdzie spędziłem najgorsze lata mojego życia i najlepsze lata mojej młodości...

Nie lubię zresztą pisać recenzji, pewnie dlatego, że kiedyś przez kilka lat wydalałem "z siebie" jedną na tydzień dla redakcji kulturalnej "Słowa Powszechnego". Pisałem je, starając się nie czytać wcale recenzowanych książek, żeby nie zaciemniać pierwszego wrażenia... Pomyślałem sobie, że tak jest i prościej i... uczciwiej. Siedzi taki recenzent, który jest jakimś niedoszłym poetą i zastanawia się, jak tu przyłożyć autorowi i wyjść na inteligentnego faceta w oczach czytelników. Pisałem więc dobre recenzje książek, które mi się z wyglądu okładki podobały, a jak czasem zachęciłem się własną recenzją to i książkę potem całą przeczytałem.

Podejrzewam, że to unikanie lektury recenzowanych książek było i jest nie tylko moim grzechem, czego dowodem częste zupełne niezrozumienie intencji autora, np. Libery, odczytywanie powierzchowne, bez wnikania w drugą i trzecią warstwę powieści, bez śledzenia znaków tajemnych, sprawdzania cytatów, odkrywania niezwykłego rytmu, najbardziej odczuwalnego podczas głośnej lektury... Oj, ale długie zdanie popełniłem i to wcale nie heksametrem*, takim, jaki ktoś obeznany w literaturze i okolicach odkryje na kartach powieści Libery. Dlaczego heksametr? Szwedzki tłumacz, Anders Bodegård, zadzwonił kiedyś do Mariusza Kalinowskiego, tłumacza Strindberga i zwierzył się. "Wiesz, czytam tę powieść i czytam, gdzieś po osiemdziesięciu stronach odkryłem, że tekst jest napisany... heksametrem". No właśnie, dlaczego? Pewnie podprogowy znak dla członków międzynarodówki intelektualnej.

Czemu chodząc do żoliborskiej jedynki nie przykładałem się bardziej do nauki? Może i ja bym to zauważył i zrozumiał całe przesłanie zamiast zastanawiać się, czy dubeltówka wypali w ostatnim akcie i "coś" zajdzie w końcu między bohaterem a jego... No właśnie. Co tu napisać, jakiego użyć określenia? Może coś z Freuda, może z Głowackiego, żeby tak inteligentnie wypadło? Nie wiem. Nie będę pisał recenzji. Zrobili już to inni, znajdując wszystkie dna i te podwójne, i te dosłowne, a jeżeli ich nie znaleźli to wymyślili własne, znaleźli wielkość i małość i napisali, że właśnie tak opowiedziana historia staje się mitem... ale to chyba powiedział sam Libera. Najłatwiej zacytować.

W końcu jednak jednak stało się. Aha, już o tym napisałem wyżej... Szwedzi wydali w  książkę, którą miesiąc wcześniej, z powodu zimna, przeczytałem jednym tchem i miałem "na gorąco" wiele spostrzeżeń i okrągłych myśli. Do tego Instytut Polski zaprosił Antoniego Liberę na spotkanie autorskie, na które oczywiście poszedłem, i na którym dowiedziałem się wreszcie jaką książkę przeczytałem, o co w niej chodzi i dlaczego została napisana. I dzięki za to! Na naukę nigdy nie jest za późno. Może publiczność zgromadzona na sali też się czegoś dowiedziała, np. że daktyle** nie są wyłącznie do jedzenia, zrozumiała więcej niż ja i pewnie ktoś zachęcony kupił nawet potem szwedzkie wydanie "Madame".

Coś na podsumowanie? Mógłbym teoretycznie wspomnieć o "nieznośnej lekkości" prozy Libery, napisać, że powstała pierwsza książka drugiej fali literatury rozrachunkowej z okresem minionym, książka adresowana także do młodszego pokolenia, pisana, mimo heksametru i wielowarstwowości, zrozumiałym  językiem... że po Hłasce i Tyrmandzie pojawił się nam zupełnie nowy pisarz tej klasy, będący prekursorem..., że przekład szwedzki to początek drogi do Nobla, itd. Ot takie gadanie... Wiecie, co? Przeczytajcie sobie sami "Madame" jeszcze raz, jeżeli dotąd tego nie zrobiliście, i już. "Koniec i bomba..."


Antoni Libera, "Madame", wydawnictwo Znak, Kraków 1999 Przekład szwedzki: Anders Bodegård, wydawnictwo Albert Bonniers Förlag, Stockholm 2001.

*Heksametr, w poezji starożytnej wiersz epicki złożony z sześciu stóp daktylicznych.

**Daktyl – w poezji antycznej układ sylab (stopa) złożony z sylaby długiej i dwóch krótkich, odpowiednik w poezji polskiej to stopa złożona z sylaby akcentowanej i dwóch nie akcentowanych.


ps

A teraz chyba przerwa. Wakacyjna? Może. 

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura