Szwecja to kraj, o którego historii wie się w Polsce stosunkowo mało, mimo że na centralnym placu Warszawy stoi pomnik naszego wspólnego króla, Zygmunta Wazy. Oczywiście dzięki Sienkiewiczowi dowiedzieliśmy się dużo o szwedzkiej inwazji na Polskę w XVII wieku, nazwanej nieco biblijnie Potopem, który zresztą był ubocznym skutkiem panowania Wazów w Polsce. Potem przyszły czasy Saskie i kolejne szwedzkie przemarsze armii Karla XII przez Rzeczpospolitą, które po Potopie, dewastującym Polskę, przyczyniły się do dalszego upadku kraju. Po II wojnie światowej neutralna Szwecja jawiła się nam jako kraj dobrobytu, do którego chętnie „uciekano” w latach 70-tych i 80-tych XX wieku.
Tymczasem Szwecja nigdy nie była „krajem dobrobytu”, a wręcz przeciwnie. Był to kraj ubogi z powodu położenia geograficznego na Północy Europy. Klimat jest tu ostry, okresy wegetacji krótkie, rolnictwo ma tu małe szanse na dobre zbiory i wyżywienie kraju. Mówiąc w skrócie, było to jednym z wielu czynników sprawiających, że Szwecja długo pozostawała w tyle za resztą Europy. Niewiele lepiej działo się w sąsiedniej Danii, bliższej centrów europejskich, która jednak szybciej wykształciła swoje struktury państwowe i mając poczucie przewagi, rościła sobie pretensje do przywództwa w krajach skandynawskich. Zwieńczeniem duńskich ambicji była Unia Kalmarska, jednocząca pod duńskim berłem trzy kraje skandynawskie.
Pragnąc zrozumieć historię danego kraju czy regionu często korzystamy z dzisiejszych pojęć i definicji co jest oczywistym złudzeniem poznawczym! Projekcja do tyłu naszego sposobu rozumienia świata, naszego podręcznikowego schematu rozumienia historii, dzisiejszego rozumienia państwa, może nas prowadzić do wyciągania błędnych wniosków, np. że chrystianizacja, czy formalna kolonizacja jakiegoś terytorium oznacza początek państwowości, że ktoś określany mianem króla, rzeczywiście był prawdziwym władcą, nawet jeżeli został namaszczony przez Kościół… Wyobrażamy sobie, że rzeczywiście rządził podczas gdy często wybierano go, dlatego, aby nim rządzić… Tymczasem mówiąc o krajach średniowiecznej Skandynawii musimy zdawać sobie sprawę, że nie były to „państwa” w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, a raczej luźna federacji struktur lokalnych formalnie tylko podległych zwierzchności władcy, który nie miał nawet regularnej armii. Może nawet nie powinniśmy używać dzisiejszego określenia „państwo”, a raczej „królestwo” rozumiane jako podporządkowany władcy obszar zbierania podatków zamieszkały nie przez naród, ale wielojęzycznych poddanych. Generalnie panował chaos, rozdrobnienie dzielnicowe, bratobójcze walki, płynne granice obszarów, z których mniej czy bardziej legalni władcy świeccy i kościelni byli w stanie zbierać podatki. Kiedy wczesne struktury administracyjne to tylko rejony podatkowe, trudno jest mówić o państwie jako o ojczyźnie, o patriotyzmie. Można natomiast mówić o interesach lokalnych, o interesach grup społecznych, o interesach jednostek. Kiedy na danym obszarze zamieszkuje wiele grup etnicznych, szwedzkich, fińskich, duńskich, niemieckich, norweskich, lapońskich - trudno jest też mówić o wspólnocie narodowej, kulturowej. Tak prezentowała się Szwecja w okresie średniowiecza, a także jeszcze długo potem. Dopiero w XIX wieku "ustalono" jak powinna wyglądać historia Szwecji, kiedy to grupa arystokratów i polityków opracowała swoją pozytywną wersję, w której podkreślano osiągnięcia kraju, utworzono państwową galerię portretów na zamku w Gripsholm oraz powołano stowarzyszenia na rzecz wydawania szwedzkich dokumentów i dawnych rękopisów. Starano się też w tym duchu oddziaływać na szwedzkie instytucje naukowe. Ich praca odcisnęła silne piętno na sposób rozumienia szwedzkiej historii w ciągu kolejnych 200 lat.
Szwedzki historyk Ingvar Andersson podkreślał, że historia średniowiecznej Szwecji jest niejasna, źródła pisane powstały później i są stronnicze. Podobnie uważa polski znawca średniowiecza, profesor Henryk Samsonowicz pisząc, że „dużo jest jeszcze niepewnych i niewiadomych spraw we wczesnych dziejach Bałtyku, między innymi w okresie poprzedzających działalność wielkiej Hanzy. Źródła pisane są często niejasne, bałamutne, choć na pewno bardzo ciekawe.” Weźmy choćby kronikę Johannesa Magnusa, ostatniego katolickiego arcybiskupa Uppsali, który totalnie zafałszował historię Szwecji tworząc długą listę władców, sięgającą rzekomo aż do czasów biblijnych i mitologicznych. Miało to na celu wzmocnienie prestiżu dynastii Wazów poprzez ukazanie jej jako spadkobierczyni starożytnych Gotów. Johannes Magnus wymyślił np. siedmiu wcześniejszych Karolów (I–VII), których historyczność jest całkowicie fikcyjna. Dzięki niemu Karl Knutsson Bonde - realny król z XV wieku - został oznaczony numerem jako Karl VIII, choć wcale o tym nie wiedział. Unijny król, Eryk Pomorski, miał "przydzielony" numer XIII. Następni królowie z dynastii Wazów przyjęli tę numerację. Karol IX (syn Gustawa Wazy) świadomie używał kolejnego numeru, aby podkreślić ciągłość historyczną. Podobnie Eryk XIV – jego numeracja również pochodzi z tej fantastycznej kroniki. Później już nikt tego nie korygował i dlatego do dziś królowie Szwecji noszą „zawyżone” numery – np. obecny monarcha to Karl XVI Gustaw, choć w rzeczywistości jest dopiero ósmym historycznym Karlem. Szwedzki pisarz Vilhelm Moberg podsumował „Dawno, dawno temu żył sobie król. No cóż, w Szwecji, dawno temu, było ich stu. ” Wyjaśnijmy też od razu, że biorąc pod uwagę sposoby jakimi przywódcy klanów zdobywali koronę, nie byli to sympatyczni władcy…
W Szwecji średniowiecze trwało dłużej niż w innych krajach Europy. Nowożytna Szwecja zaczyna się praktycznie dopiero w roku 1523, kiedy tron objął Gustaw Eriksson, założyciel dynastii Wazów, uwalniając przy pomocy niemieckiej Lubeki kraj, jak to się dziś często patriotycznie określa, „spod duńskiego panowania”, co nie jest do końca prawdą. Zresztą, paradoks historii, to Duńczycy 126 lat wcześniej uwolnili Szwecję od niemieckiego panowania Albrechta Meklemburskiego… Vasaloppet, czyli ucieczka Gustawa przed Duńczykami to dziś składnik mitu założycielskiego Szwecji. W każdym razie państwo szwedzkie praktycznie pojawiło się jako jednolity twór dopiero podczas jego panowania. Jednak znaczna część dzisiejszego terytorium Szwecji pozostawała jeszcze długo pod administracją duńską. Tym samym spór szwedzko-duński o wpływy na półwyspie skandynawskim i wokół morza Bałtyckiego toczył się przez kolejne lata, a Skåne przechodziło z rąk do rąk. Ostatecznie, wykorzystując zaangażowanie Szwecji w wojny z Brandenburgią i Francją oraz, jak się wydawało, słabość małoletniego króla, Karla XI, Dania, chcąc odebrać Skåne, zaatakowała Szwecję w roku 1675, dając początek tzw. wojnie skandynawskiej latach 1675–1679. Armia duńska dowodzona przez Chrystiana V, mimo początkowych sukcesów została ostatecznie pobita przez armię szwedzką, dowodzona przez Karla XI w bitwie pod Lund w 4 grudnia 1676 roku. Skåne zostało przy Szwecji...
Napisałem, że dziś w Polsce nie wie się zbyt dużo o historii Szwecji. No, Potop tak, ale to historia widziana z naszej strony, głównie oczami Sienkiewicza… Miłośnicy sportu słyszeli jednak z pewnością o zawodach narciarskich Vasaloppet, czyli o „Biegu Wazów”. Od 1922 roku Vasaloppet odbywa się co roku na trasie ok. 90 km z Sälen do Mora na przełomie lutego i marca z udziałem tysięcy uczestników z całego świata. Dla nas jest to wydarzenia sportowe – największy na świecie bieg narciarski, ale dla Szwedów jest czymś więcej. To symbol narodowej tożsamości Szwecji, łączący sport, historię i mit założycielski nowocze-snego państwa szwedzkiego. Szwedzi chętnie opowiadają, ach, może nie wszyscy Szwedzi, ale niektórzy szwedzcy historycy, że to opowieść o odwadze, jedności i narodzinach wolno-ści, że to narracja o tym, jak zwykli ludzie stali się współtwórcami historii, a ucieczka Gusta-va Erikssona przed duńskimi „okupantami” stała się początkiem nowej epoki. Obowiązująca wersja historii podkreśla, że bieg upamiętnia nie elitę, lecz lud — mieszkańców Mora w Dalarna, którzy zmienili bieg historii. Bieg łączy przeszłość z teraźniejszością – to hołd dla historii, ale też święto współczesnej Szwecji. Vasaloppet symbolizuje bowiem narodziny nie-podległej Szwecji i triumf nad duńską dominacją. W ocenie współczesnych historyków mit narodzin nowoczesnej Szwecji narastał przez wieki – od Gustava jako bohatera ludowego do tyrana odgrodzonego od społeczeństwa dworską biurokracją. Wyjątkowość tego okresu tkwi w sile przemian – od społeczeństwa partykularnych interesów regionalnych i magnaterii, przez mobilizację masową chłopstwa i górników, do ukształtowania instytucji parlamentarnej monarchii oraz reformy cywilizacyjne, które odcisnęły swe piętno na całej Europie Północnej.
Toteż kiedy poprosimy oczytanego Szweda o wyjaśnienie, to pewnie powie mam, pamiętając ostatni przeczytany artykuł, że Vasaloppet upamiętnia dramatyczne wydarzenie z 1521 roku, kiedy to szwedzki bohater narodowy, Gustav Eriksson, z rodu Vasa, uciekał na nartach przez lasy Dalarna, chcąc uniknąć schwytania przez wojska duńskiego króla Chrystiana II. Przed-tem próbował zachęcić mieszkańców Mora do buntu przeciwko duńskiej dominacji, ale ci nie chcieli go słuchać, założył więc na nogi narty i udał się w dalszą drogę. Po pewnym czasie dotarło do ludzi, że jednak ma rację. Wysłano za nim dwóch najlepszych narciarzy, by go dogonili i przekonali do powrotu. Dzielny Gustav wrócił, stanął na czele powstania, pokonał niedobrych Duńczyków i w 1523 roku został królem Szwecji, kończąc okres Unii Kalmarskiej. Taką ułatwioną i bardziej bohaterską wersję tej historii znajdziemy bowiem w popular-nych czasopismach historycznych, gdzie dowiemy się też, że Gustav Eriksson Vaza (ur. 12 maja 1496, zm. 29 września 1560) jest centralną postacią szwedzkiej historii i że jego działal-ność doprowadziła do zerwania Unii Kalmarskiej, odzyskania przez Szwecję suwerenności oraz zapoczątkowała epokę nowożytnej szwedzkiej monarchii. Uznawany powszechnie za ojca współczesnego państwa szwedzkiego, Gustav Eriksson zapisał się zarówno jako charyzmatyczny przywódca i skuteczny organizator, jak i jako polityk bezwzględnie umacniający własną władzę. Jego droga do tronu, zawiła i naznaczona dramatycznymi wydarzeniami lat 1518–1523, stała się przedmiotem wielu badań historycznych – zarówno źródłowych, jak i współczesnych interpretacji, m.in. w najnowszych publikacjach szwedzkich historyków. Ale… szwedzką koronę udało mu się zdobyć przy pomocy… niemieckiej!
Zwróćmy też przy okazji uwagę, że rodowe nazwisko Waza to twór późniejszy. Otóż ani Gustav Eriksson, ani żaden z jego kuzynów nie używali przydomka Waza czy to w mowie, czy na piśmie. Przedstawiał się po prostu jako Gustaw Eriksson, później król Gostaff, czasami Göstaff co można odczytywać jako nawiązanie do wyrażenia goternas stav, czyli „z pnia Gotów” – to określenie w XVI i XVII wieku świadczyło o najwyższym statusie. Połączenie imienia z przydomkiem: Gustaw Waza (Gustaf Vasa) spopularyzował Gustaw III, który czuł ogromną dumę z tego, że jest „trzecim Gustawem” po Gustawie Wazie i Gustawie II Adolfie. Gustaw III był jednym ze współtwórców pierwszej szwedzkiej opery Gustaf Wasa, która od-niosła wielki sukces sceniczny. Odtąd Gustawa Erikssona już we wszystkich podręcznikach historii nazywano Gustawem Wazą. Następni królowie Szwecji nie używali nazwisk ani Eryk XIV Waza, ani Jan III Waza, nie mówiąc już o Gustawie III Holsteinie-Gottorpie czy o Karlu XII Pfalzu, ani tym bardziej Karlu XVI Gustawie Bernadotte. Nawet w jego paszporcie, jak pisze szwedzki historyk Herman Lindqvist, nie pojawia się nazwisko Bernadotte. Sama numeracja kolejnych królów, jak wyjaśniałem wcześniej, wymyślona została w kronice Johannesa Magnusa, ostatniego katolickiego arcybiskupa Uppsali, ale skorzystał z niej jako pierwszy syn Gustava, Erik, rezerwując sobie numer XIV, a jego bracia to już Johan III i Karl IX…
Także polscy Wazowie "Wazami", na co także zwraaca uwagę Herman Lindqvist, stali się dopiero w podręcznikach historii, ale mieli już polską numerację Zygmunt III Waza, wnuk Gustava I, został królem Polski w 1587 roku. W polskich dokumentach i kronikach z jego czasów nie używał nazwiska „Waza” jako nazwiska osobistego. Podpisywał się jako Zygmunt z Bożej łaski król Polski, wielki książę litewski etc., a w Szwecji jako Zygmunt, król Szwecji. Władysław IV i Jan II Kazimierz również nie podpisywali się nazwiskiem „Waza”, choć w źródłach nowożytnych i późniejszych są tak określani. W dokumentach urzędowych i korespondencji królewskiej dominowały tytuły monarsze, nie nazwiska. Określenie „Waza” zaczęło funkcjonować w polskiej historiografii i heraldyce dopiero w XVIII wieku, głównie w kontekście genealogicznym i politycznym, aby odróżnić tę dynastię od poprzednich (Jagiellonowie, Piastowie). W tym sensie mówimy o „dynastii Wazów” w Polsce od czasów Zygmunta III, ale nie jako o nazwisku osobistym używanym przez samych monarchów.
Powszechnie uważa się, że rządy Gustava w Swecji zapoczątkowały nowy etap w historii kraju – budowę narodowego, niezależnego państwa, które nie tylko skutecznie wyzwoliło się spod dominacji duńskiej, ale też szybko rozpoczęło modernizację gospodarczą i ustrojową. Gustav wprowadził monarchię dziedziczną, podporządkował sobie Kościół w duchu reformacji (co umożliwiło sekularyzację dóbr kościelnych i konsolidację finansów państwa) . Uważa się też, stworzył nowoczesny aparat administracyjny i rozpoczął formowanie armii narodowej, że umiejętnie równoważył interesy stronnictw, chociaż najchętniej obsadzał kluczowe urzędy osobami z własnej rodziny i przyjaciółmi. Z jego panowaniem wiąże się także początek świadomej polityki narodowej – budowy tożsamości na bazie opozycji wobec Danii, własnych tradycji prawa, języka i religii… Podkreśla się, że skuteczność polityczna Gustava wynikała z umiejętnego równoważenia interesów wewnętrznych i poszukiwania wsparcia zewnętrznego. Jego przymierze z Lubeką i innymi miastami Hanzy było transakcją wiązaną: w zamian za pożyczki i flotę Gustaw przyznał hanzeatom szczególne przywileje handlowe i cła, oddając im tym samym część przyszłych wpływów królestwa... Ale... to już inna historia!


Komentarze
Pokaż komentarze (8)