10 obserwujących
87 notek
84k odsłony
  480   0

Bar wzięty

czyli Rozmowy przy stole.

Dramat w akcie pierwszym i ostatnim.

Dramatis personae:
K - karczmarz, oberżysta, szynkarz w jednej osobie
D - Dagmara Serdel, znana kreatorka
R - Robert W. Łakomycz, ceniony peregrynator i degustator
B - Blaise, po prostu - Blaise

Sceneria. Bar z lamperiami i stolikami ze sklejki. Na drugim planie stoi kozak naturalnej wielkości wypchany do kąta. Na stolikach zblatowane jadłospisy w plastik imitujący drewno oprawne, o gabarytach przekraczających szerokość stolików.

K - Witam Państwa w imieniu naszego zakładu "Bar wzięty". Co poda-jemy, z naciskiem na jemy?
D - Poproszę... bebechy Sapiehy, podroby Zagłoby...
K - Co jeszcze?
D - I może jeszcze... baran Rzędziana.
K - Barana Rzędziana.
D - Słucham?
K - Poprawnie się mówi w dopełniaczu. Wtedy brzmi lepiej, tak to jest wszystko pomyślane. Co jeszcze?
D - Dosyć!
K - Pan zamawia?
B - Zamawiam. Zagłoba sum?
K - Niestety nam wyszedł. Może być Zagłoba mintaj.
B - Dobrze. Do tego puree ziemniaczane i warzywa blanszowane.
K - Mamy tylko warzywa Sarmaty.
B - To znaczy?
K - W obierkach.
B - To bez warzyw. I do picia kieliszek...tego tu... jaremy.
K - Proponuję raczej koktajle szlacheckie. Siła Radziwiłła albo Ego Skrzetuskiego. Rzucają na kolana. Dosłownie.
D - Daj mu święty spokój człowieku. On sam lepiej wie, czego chce.
K - Pan prosi?
R - Wśród wyszukanych dań jakie znalazłem w tutejszej karcie zaintrygowała mnie potrawa o nieco orientalnej nazwie Wieprzowina Tatarzyna. Albowiem Tatarzyn jako dziecko islamu prosięcia nie zwykł spożywać.
K-  Ale to nic nie szkodzi, bo mamy w naszym jadłospisie, o tutaj... tatarzyn wołowy. Dla tradycjonalistów i ortodoksów.
D - Mam wrażenie, że się nam wszystkim próbujesz narzucać. I to ci najlepiej wychodzi. Bo ja tu restauracji nie widzę.
R - W takim razie mniejsza o tatarzyna. Proszę zdradzić co jest specjalnością tutejszej kuchni? Spécialité de la cuisine?
K - To będzie... polędwica Kmicica.
R - Pozwolę sobie zapytać - jaka polędwica jest używana w tym regionie do tego, zapewne szczególnego dania?
K - W regionie nie wiem. Mogę powiedzieć jak jest u nas. Właściwie to nie jest żadna polędwica, tylko szynka.
B - To mam pytanie. Dlaczego tu w karcie macie napisane polędwica Kmicica?
K - Bo szynka się nie rymuje.
D - Jak to się nie rymuje? Mogliście przecież wskazać szynka Tatarzynka. Byłoby do kompletu z wieprzowiną.
B - Ale pani dziś złośliwa, pani Dago.
D - Złośliwa? Ja po prostu chcę zrobić z tego miejsca restaurację z prawdziwego zdarzenia. Bo na razie jest lokal, są ludzie na kuchni, ale nie ma restauracji.
K - Bo to jest bar.
D - I takiego syfu na zasłonkach to jeszcze nie widziałam. Tragedia. I oni chcą tu jedzenie dawać.
K - I, z całym należnym szacunkiem, dajemy.
D - A ten wypchany kozak tam w rogu odrażający.
K - Bohun. On był odrażający.
D - Nie przerywaj jak mówię. Bo jak na razie, pod tym co się tu dzieje nie mam zamiaru się podpisać. Czemu ta dziewczyna przy barze tak smutno się patrzy?
K - Jak się ma patrzyć? Kelnerka. Zarabia najniższą krajową na 1/8 etatu.
D - A twoja żona czemu tu nie przychodzi?
K - Nie mam żony.
D - Mamisynek.
K - Moja matka mnie wydziedziczyła.
D - Zapewne słusznie.
K - Ja myślałem, że pani tu tylko jeść przyszła.
D - Jeść?
R - Proponuję teraz chwilę oddechu. Nie chciałbym, żeby powstało wrażenie, że nie chodzi nam wszystkim o jedzenie, tylko o promowanie własnej osobowości telewizyjnej. Blaise?
B - Możesz dorzucić cztery albo sześć pęczków pietruszki...
R - Jak Państwo widzą, trunki tu dają niezwykle krzepkie. Dla mnie to co temu panu.
D - Ja nie mogę tego jeść! To jest podane jak u świni. To wcale nie smakuje jak bebechy! Po prostu papier.
K - Ugryzła pani serwetkę.
D - I pewnie wszystko jest mrożone.
K - Nawet lody.
D - Pan jest bezczelny. To miejsce to w ogóle jakaś pomyłka. Aż się boję myśleć jak wygląda kuchnia. Ludzie pewnie płaczą, przychodząc tu do pracy.
K - Owszem, płyną łzy rzewne nad rozdartą cebulą. Ale mogę zapewnić, że u nas jeszcze nikomu z pracowników włos z głowy nie spadł. Bo cały nasz personel ma spięte włosy. Co zresztą można stwierdzić na zapodanych talerzach. Dodam na ostatek, że ten pozyskany po drodze znak B-35, który tam wisi oznacza: strefa bez pomocy od różnych niebieskich ciał.
R - Napij się Daga. Mówię ci, napij się. Nie przegadasz pana, jest na swoim.

B - Słusznie prawisz, Robercik. Nie twój cyrk kobieto, nie twoje małpy. Chociaż, z drugiej strony ja bym tu w oknie widział różowe zasłonki. Filuterne takie. Acha, nie mieszajcie tego z tym-tam, bo będziecie mieć prawdziwe, kuchnia, rewolucje.
R - Muszę przyznać, że dawno się tak nie bawiłem. To była prawdziwa uczta dla ciała i duszy. Szczególnie mnie rozbawiło jak ta pani przy tuszy, baraniej oczywiście, się żołądkuje. A co do szynki - powiem tak, mrugając okiem: sam lepszej bym nie ugotował.
K - Cała przyjemność po mojej stronie. A potem zapraszamy do nocnej części naszego lokalu - piwniczki "Speluna Bohuna". Za tym wypchanym kozakiem, na dół schodkami.
B - Merci... beaucoup.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale