Stało się. Ameryka spośród swoich wielu twarzy po raz kolejny pokazała tą okrutną. I znowu rozpętała się na nowo dyskusja nt. zakazu posiadania broni. Można toczyć wielogodzinne spory dotyczące zasadności czy też niezasadności takich posunięć, ale czy to coś da?
Argumenty prawicowych oszołomów są takie: jakby studenci posiadali karabinki kałasznikow, albo jakieś inne fajne amerykańskie zabawki, to by sobie pewnie poradzili, bo jakiś bohaterski student pewnie wyciągnąłby taki sprzęt spod łóżka i zastrzelił Koreańczyka i byłoby po sprawie.
Tylko bardzo proszę: niech mi któryś z tych ludzi wyjaśni, czemu w USA, gdzie broń może mieć kilkuletnie dziecko, takie masakry (większe i mniejsze) zdarzają się dużo częściej niż w lewackiej Europie, w której istnieją takie obostrzenia dotyczące posiadania broni. Jest to proste pytania statystyczne, które nie wymaga większej filozofii. Dlaczego w USA ginie kilkadziesiąt tysięcy ludzi a w Europie sporo mniej?
To jest tragiczne, że istnieją ludzie, którzy nijak się nie uczą. To jest jak leczenie jednego wirusa innym wirusem. W niektórych przypadkach może działa, ale na pewno przy dłuższym stosowaniu zabija. A co będzie, prawicowcy, jak przy zwiększeniu dostępu do broni nadal będą takie masakry? Wtedy pozwalać każdemu na kupno ciężkich karabinów przeciwpiechotnych? W pewnym momencie należy zauważyć, że pewne metody po prostu nie skutkują i nie warto ich bronić.
Oczywiście bezsporne jest, że nie zabierzemy Amerykanom 300 mln broni palnej. To byłoby niemożliwe. Ale na pewno nie jest to powód, żeby iść w drugą stronę i skoro nie możemy obniżyć tej liczby to zwiększmy ją. A widzę, że niektórym ludziom właśnie takie rozwiązania się marzą.
A szkoda...
Proszę serdecznie o odpowiedź na pytanie zawarte w notce!



Komentarze
Pokaż komentarze (23)