Dziwny jest ten świat.
Pamiętam, jak kilka dni temu światem wstrząsnęła nowina o masakrze w Virigina Tech University. Pamiętam, jak fakt ten zajmował wszystkie czołówki programów telewizyjnych. Ba! Ja sam, sunąc z owczym pędem, popędziłem przed klawiaturę, by napisać o tym notkę. Nowina była to straszna; do tej pory przecież wszystkie amerykańskie media żyją tym morderstwem.
Ale to już tylko amerykańskie media, ponieważ polskie media ogarnął euro-szał. 24h / dobę serwuje nam się informacje, jakie to piękne będziemy mieli stadiony i autostrady. I pewnie będziemy mieli, bo UEFA nas przyciśnie kolanem i będziemy musieli coś tam zbudować. Trzymam mocno kciuki, żeby to wszystko pięknie wyszło.
Jednak chciałbym do tej ogólnonarodowej euforii włożyć jednak łyżkę dziegciu. I to wcale nie euro-pesymistycznego dziegciu, ale dziegciu z zupełnie innej spiżarni.
Wróciłbym bowiem do Virginia Tech - tylko na chwilkę. Pamiętam ten smutek w oczach anchorów mówiących o tym, że morderca z Blacksburg szedł korytarzem i zabijał kolejne osoby, które wcześniej ustawiał pod ścianą.
Przypominając sobie te relacje tym bardziej uderza to, co przeczytałem dzisiaj na stronach Amnesty International.
“Wtedy zaprowadzili nas do wioski Wiririké w prowincji Wadai– na pole tuż poza wioską. Było może 50 uzbrojnych mężczyzn i 19 z rękami związanymi za plecami.
"Podszedł mężczyzna w zielonym mundurze i zastrzelił mężczyzn ustawionych w rzędzie, jednego po drugim, strzałem w głowę. Jeden z nich nie zginął, więc ten w mundurze użył kija i rozbił mu głowę. Wszyscy zginęli.”
to relacja 14-letniej dziewczynki.
Dlaczego takie informacje nie lądują na czołówki. Bo Darfur jest nie dość medialny; bo wiadomo, że tam i tak ludzie giną? A może dlatego, że CNN nie dostanie od 14-letniej mieszkanki Czadu nagrania z komórki, na której widać facetów z kałachami a FOX News nie wpakuje się z 15 wozami transmisyjnymi na teren obozu dla uchodźców w Darfurze, bo za bardzo tam śmierdzi i jakiś pan w gajerku albo pani w garsonce mogłaby się pobrudzić?
Już pod postem o Virginia Tech pisałem o tym, czemu napisałem tamtą notkę. Żyjemy w epoce symboli i symbole są oczywiście najważniejsze. Epoka ta jest z jednej strony wspaniała, bo ludzie potrzebują symboli, lecz z drugiej strony tragiczna, bo okrutnie wartościuje tragedie. Bowiem 3 tysiące ofiar w wieżach WTC jest dla odbiorców cenniejsze, niż wielokroć więcej osób, które każdego dnia giną na południu Sudanu. A przecież każde życie ludzkie powinno być równie cenne. Niestety, obecny medialny świat wymusza pewne zachowania, które rozpowszechniają właśnie media. I jeśli oczywistym jest, że mediów zmusić do zmiany strategii nie można, gdyż taka ich rola, to przynajmniej my sami pamiętajmy, że świat nie składa się z samych symboli.
Tyczy się to również polskiej polityki, która od dłuższego czasu, moim zdaniem, staje się tylko i wyłącznie teatrem symboli.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)