Burza aborcyjna w Irlandii zdaje się zataczać coraz szersze kręgi.
Ojciec&dyrektor już pisał o tym na swoim blogu, jednak całą sytuację opisywał w strasznie kuriozalny sposób, charakterystyczny dla radykałów z prawej strony.
Otóż historia jest znana. 17-letnia dziewczyna zachodzi w ciążę, chce mieć dziecko (nie jest więc żadnym okrutnym potworem, który chce dokonywać aborcji tylko dlatego, że miała wpadkę z chłopakiem), w 4 miesiącu dowiaduje się z badań prenatalnych, że płód nie ma części mózgu i przeżyje zaledwie parę godzin po urodzeniu, chce zatem dokonać aborcji, a skoro ta jest zabroniona całkowicie w Irlandii, to chce wyjechać do Wielkiej Brytanii, ale zabrania jej tego rząd irlandzki, prokurator generalny najpierw twierdzi, że nikt nie może jej zabraniać wyjazdu do UK, a kilka godzin później ustanawia pełnomocnika mającego bronić płód przed matką.
Sprawa jest jednocześnie kuriozalna i tragiczna. Oto mamy przykład do czego prowadzi radykalizm katolicki, jeśli wkracza on do polityki. W Irlandii obowiązuje jedna z najostrzejszych ustaw aborcyjnych, która zabrania wszelkiego dokonywania aborcji (wyłączając zagrożenie życia matki). Co ciekawe okazuje się, że nie jest ona nawet stosowana systematycznie. Jak donosi dzisiejsza "GW", "The Irish Times" doniósł, że przypadków podobnych do powyższego na aborcję w Wielkiej Brytanii zezwolono co najmniej sześciu kobietom. Mamy więc przykład, jak chore jest tak radykalne prawo. Nie dość, że jest okrutne względem kobiet, to stosuje się je wybiórczo, a wielu przypadkach po cichu Irlandia pozwala, by problem aborcji załatwiali za nią inni, samemu umywając od tego ręce. Gdyby w Polsce wprowadzono podobną ustawę mielibyśmy analogiczną sytuację, tylko, że zamiast Wielkiej Brytanii, do której wyjeżdżałyby kobiety, udawałaby się do lekarzy z podziemia aborcyjnego, które kwitłoby w najlepsze.
Ojciec&dyrektor pisze coś nieprawdopodobnego do pomyślenia, przez człowieka, który odczuwa choć odrobię empatii. Twierdzi, że brak części mózgu u płodu, to jest tylko i wyłącznie "dyskomfort matki". Aż się wierzyć nie chce, że ktoś może tak myśleć. Odrobinę empatii! Proszę spróbować postawić się w sytuacji kobiety, która przez 9 miesięcy nosiłaby przy sercu swoje dziecko, przywiązałaby się do niego i pewnie kochała ponad życie, a jednocześnie miała w tyle głowy, że z tym dzieckiem pobędzie jedynie kilka godzin, a potem jej syn czy córka umrze i nie ma od tego odwrotu. Oczywiste jest więc to, że matka woli wybrać mniejszy ból i przeżyć usunięcie ciąży, które także przecież musi być niemałą traumą, niż czekać i potęgować w sobie ogromny ból, który będzie się wiązał ze śmiercią dziecka, które już się narodzi.
Ale oczywiście radykałowie uważają, że wiedzą lepiej, co jest lepsze dla kobiety. Nie dają jej żadnego prawa wyboru. Gdyby kobieta mogła wybrać, czy chce aborcji czy nie, to we własnym sumieniu podjęłaby decyzję, czy godzi się na cierpienia, wiążące się z narodzinami dziecka skazanego na śmierć, czy też chce tych cierpień uniknąć. Całkowity zakaz aborcji skazuje tą kobietę tylko na jeszcze większy ból - nie dość, że państwo nie daje jej radzić sobie z własnym bólem we własnym sumieniu, wywlekając jej dylematy moralne na wokandę sądową, to jeszcze naraża tą młodą kobietę, na seanse nienawiści, które ludzie pokroju ojca&dyrektora gotowi są jej gotować.
Jak zakończy się ta sprawa, nie wiadomo. Możliwe, że rząd irlandzki sprosta moralnej odpowiedzialności, jaka na nim ciąży i zezwoli młodej Irlandce na decyzję zgodną z jej sumieniem. Możliwe też, że będzie z uporem godnym lepszej sprawy, trzymał się swojego stanowiska, byleby tylko przypaść do gustu radykalnym katolickim środowiskom. W sprawie 14-letniej zgwałconej Irlandki, która zagroziła samobójstwem sąd musiał zgodzić się na aborcję, co obrazuje tylko i wyłącznie jak bardzo okrutnie jest prawo, które zmusza kobietę do zagrożenia samobójstwem, by móc podjąć decyzje, które powinny być domeną jej sumienia. Czy 17-letnia Irlandka musi zatem grozić własną śmiercią, żeby uniknąć cierpień?
W Irlandii rozpętała się aborcyjna dyskusja, w tle z wyborami parlamentarnymi. Kto wie, do jakich wniosków doprowadzi ta debata. Wiadomo jednak, że przykład irlandzki jest znaczącym ostrzeżeniem, które powinno dać do myślenia polskim elitom prawicowym, do niedawna tak rozhulanym w aborcyjnym szaleństwie.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)