Co prawda matura była w piątek, więc w pamięci maturzystów to całe lata temu, ale przy niedzieli, warto się zastanowić nad formułą nowej matury pisemnej z polskiego.
Nowa matura jest oczywistym sukcesem w przypadku wielu przedmiotów, jednak jeśli chodzi o język polski wydaję mi się, iż ta nowa formuła jest pomysłem chybionym. Nie mówię tutaj o maturze ustnej, której forma podoba mi się, gdyż daje uczniom możliwości do wykazania się i przedstawienia różnych problemów z własnego punktu widzenia, ale o pisemnym egzaminie z "polaka".
Czym więc zawiniła ta nowa matura? Skoro jest to matura z języka ojczystego, to powinna promować tych uczniów, którzy językiem tym władają w sposób ponadprzeciętny. Tymczasem matura pisemna z języka polskiego tak naprawdę, przyjmując taki a nie inny kształt, humanizm tępi.
Sam pisałem nową maturę nie tak dawno temu i pamiętam słowa mojej nauczycielki od polskiego, która powtarzała nam, by pisząc egzamin - broń Boże! - nie popuszczać wodzy fantazji, nie skupiać się na pięknym pisaniu, bo nie tego wymaga od nas nowa matura. Ona wymaga od ucznia rzemieślniczej pracy, analizowaniu tekstu fragment po fragmencie - ba!, często nawet nie wymaga wiedzy o lekturze, z której wywodzi się fragment.
Takie podejście według mnie prowadzi tak naprawdę do standaryzacji pisania jako takiego, sprowadza proces tworzenia do jakiejś wynaturzonej formy zwykłej matematycznej analizy. Jeśli uczniom zarówno przez gimnazjum, jak i liceum będzie się wpajać (bardzo pragmatycznie zresztą) taki model pisarstwa niedługo obudzimy się w epoce, w której pisanie rozumiane jako chociażby tworzenie rzeźby przez artystę, zredukujemy do poziomu budowania murów z fabrycznie przetworzonych gotowych cegiełek.
Większość maturzystów doskonale zna już clou nowej matury - jest to klucz. Legendarny już dokument przygotowywany przez CKE, w którym znajdują się podpowiedzi i wytyczne względem, których egzaminatorzy mają oceniać maturalne prace. Wiadomo również, że taki sposób oceniania, właśnie standaryzowany na wzór europejski, prowadzi do kuriozalnych sytuacji.
Pamiętam, że podczas jednej z próbnych matur temat maturalny był związany z obrazem carskiej Rosji. W kluczu było bodajże 25 wytycznych, co do problemów, jakie powinien uczeń zawrzeć w swojej pracy. Niebywałym faktem było to, iż właśnie za odpowiednią analizę treści można było uzyskać 25 punktów - jeden za każdą informację. Prowadziło to więc do sytuacji, że grupka osób z CKE wymyślała 25 informacji, które według niej uczeń powinien "wyciągnąć" z tekstu, a jeśli akurat uczeń napisał świetną pracę, mając jednak inną wizję co do niektórych interpretacji, to egzaminator miał obowiązek odebrać mu punkty za niezgodność ze standardem.
Również tegoroczna matura przyniosła podobne rewelacje. Na poziomie rozszerzonym jednym z tematów była analiza poematu Tomasza Różyckiego, w odniesieniu do "Pana Tadeusza". W sobotniej "GW" autor mówi:
"Maturzyści mieli napisać, jaką rolę w moim poemacie odgrywają nawiązania do "Pana Tadeusza" . Porównanie z Mickiewiczem to wprawdzie również dla mnie zaszczyt, tyle że kiedy ja pisałem swój poemat, to przychodziły mi do głowy skojarzenia frywolne i swawolne. To rodzaj pastiszu, który miał mi sprawiać radość."
Najbardziej kuriozalne jest to, iż jak się okazuje CKE przygotowując przykładowe odpowiedzi do egzaminu, potraktowało poważnie nawiązania do "Pana Tadeusza". Tym sposobem, jeśli klucz będzie analogiczny, Komisja Egzaminacyjna będzie tępić tych najbardziej wybitnych uczniów. A czy o to chodzi w maturach? By standaryzować wszystko? I równać do dołu?
Podobnie niestety jest chociażby z interpretacją wierszy, gdzie również buduje się sztywne ramy, niszczące skutecznie możliwe bardziej ambitne interpretacje. Po szkołach od dawna krążą anegdoty, jak to wiersze do interpretacji dawano ich autorom a ci nie radzili sobie. Można się śmiać z takich anegdot, ale według mnie warto się zastanowić już teraz, czy coś nie jest czasem nie tak?
Warto pomyśleć więc, w obliczu tych wszystkich faktów, czy matura z polskiego ma być tylko kolejną mutacją matury z matematyki, geografii czy biologii, czy ma być może czymś więcej. Co w tym dziwnego, by chociażby w języku ojczystym, pozwolić uczniom pisać pięknie? Niestandardowo.



Komentarze
Pokaż komentarze