Melwas Melwas
33
BLOG

Czy czeka nas deja vu?

Melwas Melwas Polityka Obserwuj notkę 0

Skończyła się jedna batalia lustracyjna. Teraz zaczyna się druga. O pełne otwarcie archiwów. Mało kto jednak, w bitewnym pyle, widzi, iż możliwe, że czeka ją analogiczne do pierwszej zakończenie.

Miał być wspaniały consensus wszystkich sił politycznych w Polsce, jednak już pierwsze godziny po ogłoszeniu wyroku Trybunału pokazują, że nic takiego nam nie grozi. Wręcz przeciwnie - może grozić nam jeszcze większa burza, nie tylko międzypartyjna, lecz także taka, która rozgorzeje wewnątrz ugrupowań.

W pierwszych deklaracjach tak naprawdę nic nie widać. Część PiSu wciąż jeszcze zajęta jest biczowaniem Trybunału, inna część już głosi peany na cześć otwarcia archiwów, a wiceprzewodniczący partii Paweł Zaleski mówi o nowej ustawie, jako o ostateczności. W PO Jan Rokita powtarza swoją mantrę o całkowitej jawności, a w tym czasie jeden z ojców idei IV RP, czyli Paweł Śpiewak powtarza argumentacje prezesa Stępnia z konferencji prasowej po wyniku Trybunału. SLD tak się rozpędziło w przypisywaniu sobie ozdrowieńczej roli w państwie, że żąda teraz zlikwidowania IPN, na co zapewne zgody innych ugrupowań nie będzie.

W mediach i komentarzach dominują dwa tematy. Otóż pierwszy, to oczywiście decyzja TK - wszędzie o niej pełno. I nawet jeśli media zgodne są w samym definiowaniu zmian, to już skutki decyzji Trybunału to wolna amerykanka - każdy mówi co chce. Tak naprawdę widać, że nawet Trybunał nie wie, co to będzie. Widać to było na przytaczanej już konferencji, która była może nawet ważniejsza od samej sentencji i uzasadnienia, bo mówiła wiele o przyszłości. Okazało się, że w ogniu pytań red. Krzysztofa Leskiego nawet Prezes Stępień nie radził sobie z odpowiedziami na wszystkie wątpliwości. Stoimy więc tak naprawdę w obliczu jakiejś prawnej anarchii, w której nikt nie wie, co jest zgodne z prawem a co nie.

Drugim tematem była już wspomniana przyszłość. I tu widać najgorszy objaw, który niestety zdaje się wieszczyć powielanie błędów przyszłości. Otóż, media i politycy znów wpadają powoli w lustracyjny szał. Tym razem jest to całkowite otwarcie archiwów. Politycy zaczynają się na prawo i lewo wypowiadać o tym problemie, sypiąc frazesami, a moment jest taki, iż potrzebna jest chwila zastanowienia, a nie kolejna legislacyjna biegunka.

Politycy już zbliżają się powoli do momentu, w którym zaczną licytować się, kto jest bardziej prolustracyjny, za nic mając okoliczności przyrody, w jakich przychodzi im działać. Scenariusz, w którym nowa ustawa - niby tak prosta - wyląduje w sejmowym wirze i wyjdzie z niego na tyle zmieniona, iż nie poznają jej nawet sami autorzy jest całkiem prawdopodobny. Znając umiejętności naszych parlamentarzystów pyskówka polityczna w mig zmiecie z powierzchni debaty publicznej merytoryczną refleksję i to, co otrzymamy w efekcie działań wszystkich partii politycznych będzie kolejnym potworkiem rzuconym na pożarcie Trybunałowi.

Bo gra idzie głównie o Trybunał. Mało kto zauważył tak naprawdę konferencję prasową prof. Stępnia i Niemcewicza, która odbyła się po zakończeniu ogłaszania wyroku. Rozumiem, iż politycy nie mają czasu na takie drobnostki, lecz ich asystenci mogliby im powiedzieć, że właśnie tam a nie w sentencji wyroku najjaśniej zabrzmiało przekonanie Trybunału, które może być kluczem do losów przyszłej ustawy.

Prezes Stępień mówił chociażby o tym, iż w cywilizowanych krajach archiwa zamykane są na długie lata, by dopiero później świadczyć o historii - powtórzył później to Paweł Śpiewak z PO, w wywiadzie dla TVN24. Najważniejsze jednak było zdanie, o którym pisał red. Leski , a które nie przebiło się do medialnej świadomości:

"Czy wszyscy muszą wiedzieć wszystko o wszystkich?"

To jest clou sprawy. To stwierdzenie prof. Stępnia, jeśli jest emanacją poglądów większości w Trybunale tak naprawdę zamyka jakąkolwiek inną lustrację, niż ta, która została uchwalona w 1997 r. Obawiam sie, że politycy, którzy zupełnie zignorowali w dzisiejszych wypowiedziach te słowa nie rozumieją ich wagi. Tak naprawdę, jeśli nie zachowają ogromnej ostrożności i wrażliwości przy uchwalaniu tej ustawy, znów obudzą się z ręką w nocniku. Jeśli kolejna ustawa lustracyjna będzie znów dzieckiem wojny pomiędzy PO i PiS i SLD, to jej szanse w Trybale Konstytucyjnym i w ogniu takiej interpretacji Konstytucji są minimalne. I nie pomogą tu żadne słowa, żadna nawet najbardziej radykalna retoryka Jarosława Kaczyńskiego nie zniszczy siły oddziaływania Trybunału Konstytucyjnego.

Widać więc, że jedyną szansą dla nowej lustracji jest jak najszersze przekonanie do niej elit i społeczeństwa. PiS nie może pozwolić sobie już na antagonizowanie różnych grup. Nie może pozwolić sobie na to, by nowa lustracja była tylko i wyłącznie ich indywidualnym wytworem - Prawo i Sprawiedliwość musi wznieść się na wyżyny i stworzyć klimat, w którym ta ustawa byłaby pożądana i oczekiwana z nadzieją, a nie znienawidzona już od momentu poczęcia.

Jeśli PiS swe bytowanie chce opierać na martyrologii to proszę bardzo! Niech uchwala swoją ustawę nie patrząc na innych i patrzy jak ta ginie wśród prawniczych salw. Wówczas będą mogli wciąż powtarzać swoje frazesy, cierpieć publicznie i narzekać. PiS musi się określić - czy ważniejszy dla niego jest wizerunek cierpiącej za miliony partii czy może uchwalenie lustracji. Jeśli PiS wybierze to pierwsze, co dotąd czynił, okaże się, że tak naprawdę nigdy nie chciał i nie chce lustracji, a proces ten - niezwykle ważny jest dla niego tylko środkiem w doraźnej walce politycznej.

Jedyną nadzieją dla lustracji jest więc kompromis wokół tej idei. Czy nie jest to jednak wizja utopijna? Marzenie wielu komentatorów, publicystów i zwykłych ludzi. Poniekąd tak, ale czy marzenia nie mogą się spełniać?

Rozum podpowiada, że wszystko to spali na panewce, sama idea lustracji jako procesu oczyszczania i wychodzenia z totalitaryzmu, nie zaś narzędzia zemsty, zginie w bitewnym chaosie a jej najwięksi orędownicy tuż po tym, jak sami pogruchocą jej kości, będą płakać i gromić nad jej grobem.

Miejmy jednak nadzieję, że politycy będą mieli w pamięci to co stało się wczoraj i wyciągną z tego wnioski. Miejmy nadzieję, że jeśli lustracji chcą naprawdę, to nie będą chcieli jej zniszczyć. Już kiedyś A.Asnyk pisał:

"Miejmy odwagę... Nie tę tchnącą szałem,
która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża. "

[A.Asnyk: "Miejmy Nadzieję" ] ,

i takiej odwagi oczekujmy od polityków sprawie lustracji. Może wówczas nie czeka nas lustracyjne deja vu.

Melwas
O mnie Melwas

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka