Melwas Melwas
45
BLOG

"Solidarność" kopie się po twarzach.

Melwas Melwas Polityka Obserwuj notkę 8

Jak to się dzieje, że ludzie tak zasłużeni dla odzyskania przez Polskę wolności teraz toną we wzajemnych oskarżeniach i swoimi słowami tak naprawdę niszczą legendę dawnej "Solidarności".

Najpierw Andrzej Gwiazda oskarżył Bogdana Borusewicza o agenturalność. Jarosław Kaczyński zarzuca Adamowi Michnikowi, że ten nie walczył o niepodległą Polskę, tylko o PRL z ludzką twarzą. Z kolei braciom Kaczyńskim zarzucane są stalinowskie metody, a Władysław Frasyniuk oskarża młodego posła PiS Arkadiusza Mularczyka o metody godne Moczara. Teraz Lech Wałęsa wyciąga jakieś świstki, mające świadczyć o tym, iż Andrzej Gwiazda był inspirowany przez SB.

Mamy więc korowód oświadczeń i żonglerki pojęciami zupełnie nieprzystającymi do obecnej sytuacji. Strona "AntyKaczyńska" wali w Kaczyńskich takimi armatami, że przy strzelaniu chyba sami nie wiedzą, czym strzelają. Porównywanie ideologicznych i głupich działań braci Kaczyńskich do metod Stalina czy Moczara musi budzić nie tyle uśmiech na twarzy, co smutek. Tak bowiem dezawuuje się historię. Przywołując tak idiotyczne porównania czyni się ogromną krzywdę ludziom, skrzywdzonym przez totalitarne rządy powojennych lat. Lecz wydaje się, że niektórzy, w bitewnym zacietrzewieniu, nie pamiętają o tym i pewnie bez świadomości deprecjonują wartość życia wielu osób.

Podobnie dzieje się z drugim obozem czyli ludźmi z otoczenia Kaczyńskich. Tu oskarżenia padają w formie zawoalowanej i nieco ukrytej, są może łagodniejsze, ale możliwe, że bolą bardziej, gdyż są mniej oczywiste do obalenia i kwestionują cały okres walki, który wielu ludzi przypłaciło życiem. W to wpisuje się chociażby dzisiejsza wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który kwestionuje intencje Adama Michnika. Nic nie może boleć bardziej, niż oskarżenie, że cała walka, którą ktoś prowadził, że wszystko, co przechodził w czasie, gdy inni woleli milczeć tak naprawdę nic nie znaczyło, bo o wolność walczyli inni a ten ktoś walczył o coś innego, coś nieokreślonego - w każdym razie nic dobrego.

Do tego Kaczyńscy rozgrzewają na nowo stare spory. W słusznej skądinąd idei, iż ludzi zapomnianych takich jak Andrzej Gwiazda czy Anna Walentynowicz należy nagradzać, posunęli się za daleko. Wiedząc, jakie poglądy ma pan Gwiazda wysunęli jego kandydaturę do ciała nadzorującego poniekąd wielkie archiwa bezpieki. Wiadomo było, że wokół tego wkrótce wybuchnie jakiś skandal - wybuchł bardzo szybko. Nie wiem, czy Kaczyńscy zignorowali to, czy też mieli to w świadomości - w każdym wypadku każda z sytuacji świadczy o nich jak najgorzej. Andrzej Gwiazda oskarżył Bogdana Borusewicza o bycie inspirowanym przez SB, nie przedstawiając żadnych dowodów, a zdezorientowany tak naprawdę PiS jedyne co zrobił, to schował głowę w piasek.

W tych wszystkich przypadkach co innego przeraża. Mówi się, że to SLD jest spadkobiercą tradycji PZPR, że tam jest wielu działaczy, że istnieje tam ten sam sposób myślenia. Co jednak można powiedzieć o wielu ludziach ze środowiska "Solidarności"? Trudno nie zauważyć, że w pewnych kręgach tak naprawdę wytworzył się nieomal jakiś kult Służby Bezpieczeństwa.

SB przez lata zbierało haki i próbowało kompromitować opozycję demokratyczną - zostało pokonane. A teraz opozycja, ta sama inwigilowana opozycja, która kiedyś SB-ecję traktowała jak najgorszego wroga, teraz jej akta traktuje nieomalże jak świętość. Lecz Wałęsa wyciąga jakiś świstek papieru, który miał świadczyć ponoć o współpracy Andrzeja Gwiazdy i pewnie niepozbawiony emocji od razu rzuca się w wir zemsty i oskarża. Nie bierze poprawki na to, czy dokument ów może być wiarygodny, ważne jest, że uderza w przeciwnika - a skoro uderza w przeciwnika, to można go użyć.

Jarosław Kaczyński natomiast nagle przypomina sobie o tym, że istniała lista 100 najważniejszych agentów, którą miał mu chcieć sprzedać generał Kiszczak. Czym to tak naprawdę skutkuje? Nie wiadomo, czy Kaczyński robi to specjalnie, bo pewnie nie robi, ale tak naprawdę podważa walkę "Solidarności" z reżimem, podważa także swoją walkę. Cóż bowiem znaczy, że SB miała 100 najważniejszych agentów, których teczek nie prowadziła? Prowadzi to do prostej konkluzji, że jacyś agenci musieli być na najważniejszych funkcjach w kierownictwie "Solidarności". I tak rodzą się "Bolki", "Delegaci" i inne dziwne pseudonimy. A Kaczyński, pewnie nieświadomie, mówi więc nam, że cała walka o niepodległą Polskę była fikcją.

Tak jak AntyKaczyńscy, dezawuuje on historię. Wstawiając Andrzeja Gwiazdę do Kolegium IPN tylko jeszcze wzmacnia on przeświadczenie, tak naprawdę urągając także własnemu poświęceniu w tamtych latach. Kaczyński, z świadomością czy bez, promuje takimi a nie innymi wypowiedziami tezę, która mówi o tym, że "Solidarność" tak naprawdę była agenturalną przybudówką a cały zryw niepodległością solidnie wyreżyserowanym przejściem nomenklatury PRL w kapitalistyczne czasy. Jak Jarosław Kaczyński może patrzeć w takim razie w oczy ludziom, którzy w owych czasach stracili wiele, dużo więcej niż on sam?

Na naszych oczach niszczy się legendę. I czyni to każda ze stron. Jaki obraz tamtych lat powstaje w oczach młodych ludzi takich jak ja? Nie obraz mitycznej i chlubnej walki, która wyrwała z rąk ZSRR Polskę ale obraz wielkiej mistyfikacji, w której poświęcenia i cierpienia i heroizmu praktycznie nie było, a każdy walczył tylko i wyłącznie o swoje własne interesy. Rzucane są oskarżenia i kalumnie, insynuuje się i hiperbolizuje rzeczywistość - w imię czego? W imię płytkich politycznych gierek, doraźnych celów politycznych i pospolitych ambicjonalnych przepychanek. W imię tego ludzie, którzy wywalczyli dla nas Wolność, teraz niszczą własną legendę i część naszej historii. Smutne.

Melwas
O mnie Melwas

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka