Czy oni wiedzą o czym mówią? Często tak zastanawiam się, gdy w dyskusjach na Salonie przewijają się najróżniejsze obelgi o zabarwieniu historycznym. Czas więc powiedzieć stop!
Muszę przyznać, że dzisiejsza informacja o tym, że CBA nadało części* swojej akcji kryptonim "Mengele" oburzyła mnie, jako mało co. Nawet wypowiedzi Ziobry czy Kamińskiego, przy tym co dzisiaj wyszło, to pikuś. Tamto to polityka, a "Mengele" w dokumentach CBA to coś dużo groźniejszego. To przejaw totalnej ignorancji, zdziczenia obyczajów i totalnego barbarzyństwa, jakie rozprzestrzenia się w życiu publicznym. Jak można było bowiem dopuścić do sytuacji, gdy wysocy oficerowie CBA zezwalają na taki kryptonim. Jak wielkim idiotą trzeba być, żeby móc dopuścić do czegoś takiego?
Afera związana z CBA jest tak bardzo bulwersująca, bo dotyczy urzędu państwowego. Jest to jednak echo procesu, który w przestrzeni debaty publicznej, szczególnie tej internetowej, nabiera coraz większych rozmiarów. Niepojęta zupełnie dzikość obyczajów, ignorancja, szafowanie pojęciami i absolutny brak szacunku dla ofiar zatruwają dyskusję w coraz większym stopniu.
Przypomnijmy więc:
Badania rozpoczynały dokładne pomiary czaszek, uszu, nosów i innych cech zewnętrznych badanych dzieci. Potem były one zabierane do szpitala męskiego, gdzie dokonywano badań anatomicznych. Następnie bliźnięta i karły poddawano okrutnym badaniom bez żadnego znieczulenia. Wykonywano amputacje, punkcje lędźwiowe, wstrzykiwanie tyfusu, umyślne zakażanie ran i inne. Wielokrotnie rozkazywał przeprowadzenie całkowitej wymiany krwi między parami bliźniąt.
To robił doktor Mengele. Robił też dużo innych brutalnych rzeczy. Niestety żaden z idiotów z CBA nie wpadł na pomysł, żeby pomyśleć, zanim się da taki kryptonim akcji. Nie pomyślał, bo istnieje ta ohydna dowolność. Można szafować każdym pojęciem, bez jakichkolwiek skutków.
Dzisiaj wieczorem natomiast zabrałem się do lektury notki Jewropejczyka. O notce nie będę pisał, choć znakomicie nadaje się do opisania inklinacji pewnych komentatorów do przesadzania. Chodzi mi o komentarz, który zamieścił Jewropejczyk pod blogiem:
"toć ten Carl Clauberg może być idolem i wzorem dla każdego człowieka brukselskiego, przecież był socjalistą, aborterem, eutanazistą ...postęp, postęp on już w l. 40 XX w.wcielał w życie obecne ustawodawstwo krajów obozu postępu i "demokracji". Nie został co prawda wtedy zrozumiany przez ciemnotę zabobonom, ale teraz powinien otrzymać jakiś pomnik przed kliniką aborcyjną, albo patronat nad takim miejscem ..."
Dla tych, którzy nie wiedzą o kogo chodzi, znów małe przypomnienie:
W latach 1942-1944 Clauberg przeprowadzał na Żydówkach i niekiedy Cygankach masowe zabiegi sterylizacyjne bez znieczulenia, powodujące straszliwe cierpienie i śmierć ofiar. Clauberg opracował metodę bezoperacyjnej sterylizacji, która polegała na wprowadzeniu do kobiecych narządów rodnych (po uprzednim stwierdzeniu drożności jajowodów) specjalnie spreparowanego drażniącego środka farmakologicznego, którego działanie polegało na wywołaniu ostrego stanu zapalnego; w następstwie po kilku tygodniach dochodziło do zrośnięcia się jajowodów i w konsekwencji niepłodności. Rezultaty tych eksperymentów były każdorazowo sprawdzane aparatami rentgenowskimi. Cały zabieg przeprowadzany był pod pretekstem rutynowego badania ginekologicznego. Zabiegi były przeprowadzane w bardzo brutalny sposób, często wywoływały powikłania w postaci zapalenia otrzewnej i krwotoków z dróg rodnych, przebiegających z wysoką gorączką i ogólną posocznicą, równie często dochodziło do zapaści, będącej przyczyną zgonów.
Otóż to, co zrobił Jewropejczyk jest niedopuszczalne. Można się z kimś nie zgadzać, można wręcz gotować się wewnątrz, słysząc dyskutanta, lecz sugerowanie tego, iż dla pewnych grup o określony światopoglądzie nazistowski zbrodniarz może być idolem godnym stawiania pomników, to horrendum! Dokąd my zmierzamy? Salon powinien być miejscem ostrej, lecz cywilizowanej dyskusji a staje się areną barbarzyńskiej młócki, dokonywanej o dziwo także przez studenta prawa.
I nie jest to odosobniony przypadek, wystarczy przejść się po innych blogach. Chyba wczoraj w którejś z dyskusji victor zaczął okładać przeciwników, mówiąc coś o stalinistach. Reżim stalinowski zabił ponad 40 mln ludzi. Ale kogo to obchodzi? Kogo interesuje pamięć o tych ofiarach? Lepiej trywializować, rzucać oskarżeniami bez opamiętania, zupełnie grzebiąc pamięć o ludziach, którym stalinizm zabrał rodziny, dom, zdrowie i życie.
Zresztą motyw sowiecki widać nie tylko wśród radykałów z prawa. Wielu ludzi, mieniących się obrońcami standardów demokratycznych rzuca w kierunku PiSu oskarżenia o bolszewizm. Po co zadać sobie trochę trudu i pozwolić na chwilę refleksji? Lepiej walnąć w przeciwnika krótko i treściwie: per bolszewik i być zupełnie zadowolonym z siebie. Kto tam by się przejmował tym, ile ofiar pochłonął prawdziwy bolszewizm, do czego się przyczynił i jak bardzo zbrodniczą był ideologią? Ignorancja i idiotyzm! Nic więcej.
To samo dotyczy się komentarzy, nazywających Kaczyńskich faszystami. Kogo obchodzą miliony ofiar faszystów i nazistów? Ilu z was nazizm zabrał kogoś z rodziny? Na pewno wiele jest takich osób. Jak więc możemy pozwalać na takie bezczelne i idiotyczne oskarżenia, które właśnie te ofiary nazistowskiego i faszystowskiego reżimu mogą przyrównywać do jakiegoś tam Czarzastego rzuconego na ziemię przez niewyżytych antyterrorystów?
Ale idźmy dalej po blogach, pierwsza strona Salonu. Wchodzę na kolejny blog a tam:
Goebbels byłby dumny...
Odnośnie relacjonowania pewnych wydarzeń w polskich mediach. A ja powiem: Nie! Goebbels nie byłby dumny! Nie wiem, kto za to może być dumny z takich twierdzeń.
Napisać o Goebbelsie można łatwo. Znaleźć informacje o nim w Internecie równie łatwo. Najtrudniej jednak chyba pomyśleć.
W końcowym okresie wojny opowiadał się za kontynuowaniem walki bez względu na ofiary wśród ludności cywilnej. Fanatyczny nazista - wprowadził 60-godzinny tydzień pracy, zakazał wszelkich form rozrywki, wymagał poświęcania życia dla Führera i dobra Rzeszy.
Ile złej woli trzeba mieć, żeby stosować takie durne porównania. Czy autorka tej notki choć przez chwilę pomyślała, czym była tak naprawdę hitlerowska propaganda? Nie, przecież to takie trudne! Goebbels to chwytliwe hasło - można rzucić je ot, tak sobie bez żadnych konsekwencji. Ale gdzie autorka widzi analogię między polskimi mediami a nazistowską propagandą, to już dla mnie zagadka. Dla samej autorki pewnie równie duża.
Takich przykładów można mnożyć wiele! I pewnie, gdybym poszukał znalazłyby się kwiatki jeszcze lepsze. Jeszcze wspanialsze przykłady niewiedzy, złej woli, idiotyzmów czy elementarnego braku szacunku.
Co jednak nam pozostaje? Przymknąć oko? Potraktować to jako dobrodziejstwo inwentarza? Według mnie nie. Pewne granice są sukcesywnie przekraczane na naszych oczach i nie wolno bezczynnie się temu przyglądać.
Trzeba wreszcie powiedzieć dość idiotycznym porównaniom do stalinistów, hitlerowców, bolszewików czy innych morderców. Jeśli Salon ma być polem dla dyskusji na przynajmniej przyzwoitym poziomie, takie zachowania należy tępić z całą surowością.
Trzeba wreszcie powiedzieć: STOP IGNORANCJI! I zacząć z nią walczyć.
*tvn24.pl podaje, iż cała akcja miała kryptonim"Bazalt", "Mengele" nazwano część akcji



Komentarze
Pokaż komentarze (35)