Andrzej Lepper w TVN24 zasugerował, iż w aneksie do umowy koalicyjnej znajdzie się zapis o blokowaniu list do parlamentu. Warto więc zastanowić się czy taki pomysł ma jakiekolwiek szanse na realizację.
Zarówno Roman Giertych jak i Andrzej Lepper o blokowaniu list do Sejmu mówią już od dobrych kilku dni. Trudno im się dziwić. Zblokowanie list w znacznym stopniu zwiększa ich szanse na spokojne odnalezienie się w przyszłym parlamencie. Mniej dotyczy to Andrzeja Leppera, który wejście do Sejmu ma raczej pewne, a bardziej Romana Giertycha, który miota się gdzieś poniżej progu wyborczego.
Po raz kolejny zatem mamy do czynienia z chęcią polityków do grzebania przy ordynacji wyborczej. I przy tej okazji widać całe strumienie hipokryzji, które wylewają się z telewizyjnego ekranu. Karmi się wyborców słowami o stabilizacji, propaństwowości takich rozwiązań, podczas gdy jedynym celem tej zmiany, podobnie jak w wypadku wyborów samorządowych jest utrzymanie się przy strumieniu pieniędzy, jaki oferuje władza.
I nie dziwiłbym się, gdyby propozycja ta była tylko i wyłącznie krzykiem rozpaczy Romana Giertycha. Wygląda jednak na to, że oprócz LPR i Samoobrony do pomysłu przychyla się także PiS:
Również według nieoficjalnych informacji, zbliżonych do kierownictwa PiS, jest zgoda na taką zmianę prawa wyborczego, która pozwoli komitetom wyborczym startującym w wyborach do Sejmu na tworzenie bloków.
Powoli zatem można traktować te pomysł, jako wspólny pomysł koalicji. Wspólny pomysł, który już niebawem może uzyskać niepokojący stopień realności. Nie trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której mimo oporów koalicja bez problemów przepycha nowelizację ordynacji przez parlament.
Równie nietrudno jednak wyobrazić sobie, iż choćby SLD zaskarża nową ordynację do Trybunału Konstytucyjnego. I tu może się pojawić problem dla rozpasanych prawnie koalicjantów.
W orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego dotyczącym ordynacji samorządowej pojawiają się stwierdzenia, które mogą sugerować, iż hurra optymizm związany z nowelizowaniem ordynacji może zostać skutecznie przygaszony.
Nieprzypadkowo Konstytucja, zwłaszcza w art. 169 ust. 2, uwzględnia odmienność wyborów do organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego od wyborów parlamentarnych do Sejmu. Wybory te winny być powszechne, równe, bezpośrednie i odbywać się w głosowaniu tajnym, podczas gdy wybory do Sejmu (art. 96 ust. 2 Konstytucji) winny być także proporcjonalne. Należy w tym miejscu odnotować, że nie nastąpiła tym samym konstytucjonalizacja wymogu proporcjonalności samorządowego systemu wyborczego, jak dzieje się to w przypadku wyborów do Sejmu.
[...]
W szczególności Konstytucja pozostawiła ustawodawcy określenie systemu wyborczego, nie wskazując, czy wybory do jednostek stanowiących samorządu terytorialnego winny być proporcjonalne. Konstytucja dopuszcza więc wprowadzenie systemów większościowych, bardziej deformujących strukturę głosowania, a przez to bardziej odległych od ideału wyborów sprawiedliwych.
[...]
To znaczy, podkreślił Trybunał, że do ustawodawcy należy regulacja zasad podziału mandatów i ich obsadzania, co mieści się w użytym w przepisie konstytucyjnym wyrażeniu: „zasady przeprowadzania wyborów”. Natomiast „przeliczanie głosów na mandaty” mieści się w użytym w przepisie konstytucyjnym pojęciu „przeprowadzania wyborów”.
Przypominając powyższy wyrok, Trybunał pragnie podkreślić, że z woli ustrojodawcy konstytucyjnego pozostawiono ustawodawcy zwykłemu większą swobodę w regulacji wyborów do jednostek stanowiących samorządu terytorialnego, nie wprowadzając wymogu, by system rozdziału mandatów był oparty na zasadzie proporcjonalności. Ustawodawca jest więc uprawniony zarówno do wyboru rozwiązania opartego na systemie większościowym, jak i do wyboru rozwiązania opierającego się na zasadzie proporcjonalności. To znaczy, że Konstytucja, w odniesieniu do wyborów do jednostek stanowiących samorządu terytorialnego, pozostawiła ustawodawcy również większą swobodę w realizacji idei równości materialnej niż w przypadku wyborów do Sejmu.
[...]
Trybunał Konstytucyjny podkreśla, że wspomniane wyżej standardy wolnych i demokratycznych wyborów, związane z ugruntowanymi już formalnymi wymogami (powszechność, tajność, bezpośredniość, równość) i z wymogami równoprawnej konkurencji podmiotów rywalizujących w wyborach – odnoszą się również do wyborów samorządowych. Konkurencja na równych prawach nie musi jednak – także w przypadku tych wyborów – oznaczać pełnej równości materialnej między kandydatami (równej siły głosów każdego wyborcy).
Z uwzględnieniem specyfiki wyborów samorządowych oraz innej, niż w odniesieniu do relacji między Sejmem a rządem, relacji między jednostkami stanowiącymi a organami wykonawczymi jednostek samorządu terytorialnego, ustawodawca stoi przed tym samym dylematem, który wiąże się z wyborami do Sejmu – jak pogodzić ideę „wyborów sprawiedliwych” z ideą „wyborów skutecznych”. W przypadku wyborów do jednostek samorządu terytorialnego – zakres swobody ustawodawcy jest jednak znacznie większy. Aksjologia wyborów samorządowych winna uwzględniać również dodatkowo funkcje samorządu terytorialnego w państwie demokratycznym oraz istotę jego niezależności od władz centralnych.
Dla przypomnienia te dwa artykuły Konstytucji, o których mowa w orzeczeniu Trybunału to:
Artykuł 167
2. Wybory do organów stanowiących są powszechne, równe, bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu tajnym. Zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzania wyborów oraz warunki ważności wyborów określa ustawa.
Artykuł 96
1.Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym.
Widać więc wyraźnie, iż w orzeczeniu Trybunału występuje sugestia, iż zmiana ordynacji samorządowej jest możliwa między innymi dlatego, iż w wyborach samorządowych nie jest konieczna zasada proporcjonalności. Przeciwstawia więc wybory samorządowe wyborom parlamentarnym - można zatem łatwo wysnuć konkluzję, iż jeśli chodzi o wybory parlamentarne blokowanie nie byłoby możliwe. A co za tym idzie nowa ordynacja wyborcza byłaby sprzeczna z Konstytucją, zatem rząd mógłby ponieść kolejną bolesną porażkę.
Trudno ocenić, co się stanie. Nie wiadomo nawet, czy ordynacja zostanie zmieniona. Jednak gdyby do takiej zmiany doszło można by się spodziewać, iż napotka ona opór ze strony Trybunału Konstytucyjnego. A wówczas czeka nas kolejna wojna z sędziami Trybunału. I będzie to walka brutalna, bo stawką będą dotacje z budżetu i skuteczne wejście do parlamentu, a taka groźba jest zapewne dla wielu posłów partii satelickich dużo bardziej poważna, niż jakakolwiek forma lustracji. Kto wie, czy tym razem w PKW nie znajdą się jakieś materiały na któregoś z sędziów?
A wszystko to w imieniu rozpaczliwej walki o kasę.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)