Melwas Melwas
56
BLOG

Przegrana wojna Michnika

Melwas Melwas Polityka Obserwuj notkę 31

Dziennik.pl donosi, iż Adam Michnik pozwał do sądu naczelnego "Dziennika" Roberta Krasowskiego, za stwierdzenie, iż Michnik 1/3 życia spędził na obronie byłych ubeków. Całkiem możliwe, iż w sądzie naczelny "Wyborczej" sprawę wygra, jednak w przestrzeni publicznej stawia się w sytuacji człowieka, z góry skazanego na porażkę.

Michnik bowiem po raz kolejny, pozywając Krasowskiego, daje ponieść się emocjom. A właśnie te emocje, którymi wielokroć szafował w wielu wypadkach przekreślały słuszne racje, które stały za redaktorem "Wyborczej". Można zrozumieć irytacje Michnika, który od czasu, gdy "Wyborcza" utraciła dominującą pozycję na rynku stał się ulubionym obiektem publicystyki wielu dziennikarzy. Przez najróżniejsze media przelewały się tysiące opinii, w których wiele było prawdy, lecz zdarzały się także nadużycia, hiperbole i insynuacje - dopuszczalne jednak w dyskursie publicznym. Rozumiem Michnika jako człowieka. Rozumiem syndrom otoczonej twierdzy, który stał się jego udziałem. Rozumiem gniew człowieka, znajdującego się w nieustannym ogniu oskarżeń.

Nie rozumiem jednak Michnika jako dziennikarza. To, że podaje Krasowskiego do sądu świadczy tak naprawdę o jego porażce, jako publicysty. Co by nie myśleć o Michniku, jego publicystykę należy szanować. Można się z nim radykalnie nie zgadzać, lecz stwierdzenie, iż to jeden z najbardziej wybitnych publicystów wolnej Polski nie będzie przesadą. Tym bardziej trudniej zrozumieć kapitulację Michnika. Byłbym w stanie pojąć to, iż Michnik może nie podejmować dyskusji z każdym dziennikarzem, który na totalnej krytyce jego osoby usiłuje zdobyć sławę. Nie mniej jednak oskarżenia naczelnego jednej z 3 największych gazet w Polsce, powinny znaleźć publicystyczną ripostę.

Nie jestem wcale pewien, czy Michnik wojny na pióra z Krasowskim nie wygrałby w cuglach. On jednak z tej walki rezygnuje, niestety chowając się poniekąd za plecami swojego adwokata. Michnik nie podejmując dyskusji z naczelnym "Dziennika" już przegrał. Widać bowiem, spoglądając na portal "Dziennika", że gazeta "Springera" wytacza przeciwko Michnikowi najcięższe działa.

I trzeba przyznać, że działa te, jakkolwiek naładowane, muszą strzelać celnie. Niektóre strzelają racjonalnie i wiarygodnie, jak choćby wywiad red. Karnowskiego z red. Ziomeckim, czyli idealnym kandydatem na rozmówce - człowiekiem, który Michnika szanuje i ceni, a jednocześnie sądów w świecie dziennikarskim nienawidzi. Inne działa uderzają masowo, jak komentarze większości publicystów różnych mediów: i tych wrogich Michnikowi, i tych przyjaznych mu. Inne jeszcze walą finezyjnie, jak choćby red. Zaremba, który z precyzją rozprawia się z wnioskiem adwokata Michnika. A inne, uderzają brutalnie i bez finezji, jak potępieńczy tekst Antoniego Dudka, który nie omieszkał zarzucić Michnikowi usprawiedliwiana stalinistów i przyjaźni z komunistami.

Sęk w tym, że działa te są różne i każde bije inaczej. Każde trafia do innej grupy odbiorców i każde jest na swój sposób skuteczne. Do części ludzi trafi zapewne argumentacja red. Ziomeckiego, części spodoba się perfekcja red. Zaremby. Totalni wrogowie Michnika natomiast rozkochają się w oskarżeniach historyka IPN. Kampania "Dziennika" zatem skazana jest na sukces na wielu płaszczyznach, w tym tej najważniejszej, czyli płaszczyźnie medialnej. Tu bowiem, w kilkunastominutowych programach publicystycznych racji Michnika wybronić się po prostu nie da.

Więc redaktor Michnik powinien postawić sobie pytanie: Czy warto było rezygnować ze starcia z red. Krasowskim? Nie, nie warto było, panie redaktorze.

Melwas
O mnie Melwas

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Polityka