Pan Łukasz Warzecha skomentował akcję usunięcia pielęgniarek z jednej z warszawskich ulic. Nie obyło się bez inwektyw i mocnych słów. A wszystko to pod przykrywką liberalizmu. Niestety liberalizmu fałszywego.
Pan Warzecha nie jest bowiem liberałem; jest prawie liberałem. Liberalizm bowiem, jako pogląd apoteozujący wolność nie może mieć fundamentów w pogardzie dla innych ludzi. Wyższość jednej jednostki nad społecznością nigdy nie może, nawet pod maską liberalizmu, determinować niższości innych jednostek. Liberalizm nie zakłada ślepej pogoni za własnym dobrem, nie jest karykaturalnym przedłużeniem makiawelizmu. Niestety Pan Warzecha pisząc taki a nie inny tekst tak właśnie liberalizm postrzega.
Takie skrzywienie liberalizmu jest charakterystyczne dla pewnej grupy ludzi - nowobogackich mieszkańców dużych miast, często właśnie dziennikarskich gwiazd, którzy dorobili się pewnego statusu w życiu: pieniędzy, sławy - dostatniego życia. Niestety jednak ewolucja stanu majątkowego nie poszła w parze z ewolucją umysłu. Ludzie ci rozumieją bogacenie się nie jako pewien konieczny element życia, lecz jako pewien rodzaj ucieczki. Zachowują się jak członkowie stada, którzy porzucają najsłabsze zwierzęta, by te nie spowolniały ich biegu. Myślą, że coś gonią, że do czegoś dążą, lecz tak naprawdę jest to ciągła ucieczka - ucieczka przed odpowiedzialnością.
Pan Warzecha pisze:
Pielęgniarki - podobnie jak inni protestujący w taki sposób - miały, rzecz jasna, gdzieś ludzi, którym utrudniły życie. Tego typu protest z natury rzeczy uderza w przypadkowe osoby. Stąd w moich oczach nie tylko nie zjednuje protestującym sympatii, ale przeciwnie: budzi tylko irytację.
Nie zastanawia się nad przyczyną. Jedyną wartościującą cechą jest to, czy strajk jest dla pana Warzechy dobry czy nie. A kiedy stwierdza, że dobry nie jest, bo pan Warzecha nie może dojechać do pracy na czas, to strajkujących potępia. Gardzi nimi, tym samym ignorując problem - problem, który dla liberała byłby wyzwaniem.
Dalej możemy przeczytać:
Czy ja każę komuś zostawać pielęgniarką? Nie. Czy prezes dużego banku, zarabiający może i 500 tys. miesięcznie, ma się spóźnić na swoje ważne spotkanie, bo pielęgniarka zarabia 1500 zł? Co to w ogóle za stawianie sprawy?
Ja się w nikogo wczuwać ani z nikim zamieniać nie zamierzam. Jestem zwolennikiem zdrowego społecznego egoizmu oraz zasady, że nikt nie ma prawa utrudniać życia innym tylko dlatego, że jest sfrustrowany.
Tu Pan Warzecha dokładnie wykłada swój prawie liberalizm. Komentator Faktu spłaszcza tak ważne pojęcie dla własnych celów. Sprytnie manipuluje nim, by wepchnąć je w ramy swojego chorego egoizmu. Bo tak, Panie Łukaszu - egoizm nie jest zdrowy. Udaje pan liberała, a tak naprawdę jest pan jego odbiciem w krzywym zwierciadle. Prezentuje pan aspołeczną i nadmiernie uproszczoną wizję świata, w którym jedynym co jest wartościowe jest satysfakcja pana redaktora. Takie stawianie sprawy mogło charakteryzować ogromnych plantatorów bawełny, wykorzystujących niewolników. Czy i oni nie powinni zatem mienić się liberałami, którzy w imię prawa prowadzili dobre dla siebie interesy?
Pan Łukasz Warzecha nie chce się wczuwać w role. Czy jest to spowodowane brakiem podstawowych aspektów człowieczeństwa czy też może jedynie samozadowoleniem z własnej sytuacji, nie wiadomo. Śmieszni są ludzie pokroju Pana Warzechy. Siedzą sobie wygodnie w swoich fotelikach i wygłaszają mądre tezy. Czy ktoś kazał pielęgniarce zostawać pielęgniarką, czy ktoś kazał lekarzowi zostawać lekarzem, czy ktoś kazał policjantowi zostawać policjantem, czy ktoś kazał strażakowi zostawać strażakiem? Dla Pana Warzechy widocznie ludzie ci są niepotrzebni. Sam będzie leczył się, sam będzie bronił się przed przestępcami, sam będzie gasił pożary. Pan Warzecha jest samowystarczalny.
Przeprowadziłbym zatem chętnie eksperyment. Zebrał kilku takich prawie liberałów pokroju red. Warzechy czy Ziemkiewicza i wysłał ich na bezludną wyspę, gdzie nie mieliby problemów ani z pielęgniarkami ani z policjantami ani ze strażakami. Tam by próbowali stworzyć własną cywilizację, jednak pewnie szybko ich kraj by upadł. Jak tu bowiem budować państwo, gdy każdy z jego obywateli widzi ledwie kraniec własnego nosa?
Pan Warzecha lubi iść pod prąd. Lubi być przeciw. Lubi być kontrowersyjny. Na tym buduje swą publicystykę. I do tego ją ogranicza. Niestety jednak liberalizm, na którym teraz usiłuje płynąć nie ogranicza się tylko do bycia przeciw - liberalizm to przede wszystkim bycie "za" - także za rozwojem własnego kraju. Policyjne zamiatanie problemu pielęgniarek pod dywan temu rozwojowi nie służy.
Poczekajmy jednak. Może doczekamy się prawdziwego liberalizmu w Polsce. Wówczas ujrzymy pana Łukasza na szańcach socjalizmu. W końcu musi zawsze być przeciw.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)