Andrzej Lepper pojechał na Jasną Górę, by spotkać się tam z Tadeuszem Rydzykiem. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują zatem, na to, iż LiS chytrze próbuje podejść PiS. Czy czeka nas mała wojenka o względy ojca Rydzyka?
We wtorek po południu na Jasną Górę przyjechał lider Samoobrony Andrzeja Lepper. Towarzyszył mu poseł Krzysztof Sikora, kandydat Samoobrony na stanowisko ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Później dojechał do nich o. Tadeusz Rydzyk.
Lepper unikał dziennikarzy. Rzucił do nich tylko: - Weźcie się do roboty - i wszedł do klasztoru. Tam najprawdopodobniej rozmawiał z o. Rydzykiem. O czym? Na razie nie udało nam się ustalić. Na Jasną Górę miał też dojechać minister Roman Giertych. Nie dotarł.
Były wicepremier opuścił klasztor ok. 17.20 i odjechał rządowym samochodem.
Andrzej Lepper to polityk wyjątkowo bezczelny. Jeszcze nie ucichły emocje po "taśmach Rydzyka", w których dyrektor Radia Maryja głosi antysemickie poglądy i eufemistycznie mówiąc, z małym szacunkiem odnosi się do prezydenckiej pary (niedawno tygodnik "Wprost" opublikował nowe fragmenty, w których Rydzyk wyraźnie przedstawia swój lekceważący stosunek do Episkopatu), a były wicepremier już popędził potulnie do Częstochowy, by tam szukać wsparcia toruńskiego dyrektora.
Jak donosi Gazeta.pl na spotkanie nie dotarł przewodniczący LiSa - Roman Giertych, jednak sama obecność prezesa nowego tworu świadczy o priorytetach chłopsko-narodowej hybrydy. LiS w walce parlamentarnej (ustawy) i rządowej (eurotraktat) szans z PiSem nie ma najmniejszych, więc postanowił rzucić siły na inny front - front walki o elektorat. Jak wiadomo elektorat radiomaryjny jest bardzo łakomym kąskiem, gdyż przy niskiej frekwencji stanowić on może nawet 6% głosów. Dla partii, która dość szybko powinna zacząć oscylować w okolicach progu wyborczego takie poparcie jest bezcenne.
Posunięcie Leppera i Giertycha, choć, jak już pisałem wcześniej, bezczelne - ma swój głęboki sens. Jarosław Kaczyński po "taśmach Rydzyka", choć stara się sprawę trywializować jak to tylko możliwe, nie będzie w stanie jeszcze przez jakiś czas aktywnie rywalizować o względy Radia Maryja. Utrudniać będzie mu to przede wszystkim dość (ostatnio chyba bardziej) negatywny stosunek do toruńskiej rozgłośni jego brata, a także jawnie antysemickie treści wygłaszane przez Tadeusza Rydzyka. Rzucenie w tej chwili silnych oddziałów na antenę telewizji Trwam chociażby mogłoby skończyć się dla Jarosława Kaczyńskiego totalną kompromitacją, a także co gorsza - niechęć bardziej centrowego elektoratu, który jeszcze jakimś cudem ostał się przy PiS.
LiS w Radiu Maryja będzie zapewne lansował kilka spraw, które mogą solidnie nadwyrężyć pozycję PiS jako hegemona w elektoracie radiomaryjnym:
Po pierwsze, nie trudno wyobrazić sobie Andrzeja Leppera, który opowiada godzinami o aferze gruntowej. Może być jedyna szansa dla byłego ministra rolnictwa, gdyż nawet niechętne Kaczyńskim media prywatne nie pozwolą Lepperowi na nieustanne lansowanie własnej wersji wydarzeń. Takich ograniczeń dla szefa Samoobrony nie narzuci na pewno żaden z okrętów flagowych medialnego koncernu Rydzyka. Jeśli Andrzej Lepper dojdzie do porozumienia z szefem Radia Maryja będzie mógł dowolnie długo opowiadać o tym, jak został skrzywdzony, a co gorsza - będzie mógł, pod nieobecność działaczy Prawa i Sprawiedliwości, dowolnie krytykować działania CBA, czyli ukochanego dziecka PiS. Oczywiście Jarosław Kaczyński mógłby wynurzenia Leppera dezawuować lub zupełnie ignorować, lecz co jeśli elektorat radiomaryjny uwierzy nie jemu, lecz propagandzie Leppera?
Po drugie, możemy spodziewać się zajadłej kampanii antyeuropejskiej. Kampania ta oczywiście bardzo prawdopodobne, że rozszerzy się całą politykę zagraniczną rządu. Weźmy trzy sztandarowe projekty polityki zagranicznej PiS:
- Traktat Reformujący - PiS jest za, LiS zdecydowanie przeciw.
- Tarcza Antyrakietowa - PiS jest za, LiS jest raczej przeciwny.
- Wojska w Iraku i Afganistanie - PiS jest za, LiS chce wycofania wojsk.
PiS konsekwentnie lansuje tezę o ogromnym sukcesie w Brukseli (ostatnio jednak widać, iż sukces ten jest nieco wirtualny), lecz koalicjanci tutaj są zupełnie nielojalni i LiS wręcz na sztandarach nosi walkę z dokumentem, który firmuje koalicyjny rząd (sic!). Od dawna wiadomo, że publicyści Radia Maryja są zdecydowanie antyeuropejscy, więc LiS będzie mógł liczyć na otwartą pomoc z ich strony. Z drugiej strony PiS nie może sobie pozwolić na antyeuropejskość, rozumianą przez kompletne zerwanie stosunków wewnątrz-unijnych.
W sprawie Tarczy Antyrakietowej i ogólnego wsparcia dla USA (Irak, Afganistan) PiS jest otwarcie proamerykański, pokazując niemalże bezgraniczną miłość do Wielkiego Brata zza Oceanu. To otwiera przed LiSem fantastyczne wręcz pole do krytyki i zyskiwania popularności w elektoracie radiomaryjnym. Kolejne ofiary, które napływać będą zapewne z rejonów wojny, a także kolejne (niewątpliwe nieuniknione) groźby ze strony Kremla mogą się idealnie wpisywać w populistyczną kampanię, którą LiSowi będzie bardzo łatwo na antenie mediów Rydzyka prowadzić.
Sam PiS natomiast, atakowany przez LiS może mieć ograniczone pole do manewrów obronnych. Jak wiadomo Jarosław Kaczyński na szefa polskiej polityki zagranicznej nieustannie lansuje swojego brata. Jednak po ostatnich wydarzeniach zapewne stosunki między Rydzykiem a Lechem Kaczyńskim bardzo się oziębią, co może implikować pewną niechęć mediów rydzykowych dla samego Prezydenta, co z kolei może powodować dominację polityki "lisiej" w tychże mediach. Premier może znaleźć się w potrzasku. Z jednej strony nie będzie chciał stracić elektoratu radiomaryjnego, z drugiej strony nie będzie chciał pozwalać na otwartą krytykę swojego brata i jego polityki (vide sprawa Pawła Zalewskiego).
To tylko niektóre ze spraw, w których będzie istniał konflikt pomiędzy LiSem a PiSem. Inne mogą wypływać bardzo szybko - zwłaszcza w obliczu nowych protestów społecznych. Jeśli Lepper i Giertych dobrze zagrają, mogą przysporzyć Kaczyńskiemu wielu problemów, a nawet spróbować odebrać PiSowi część głosów. Jedynym możliwym rozwiązaniem dla Kaczyńskiego wydają się zatem szybkie wybory i neutralizacja LiSu, wówczas jednak PiS musiałby być skazany na pozbycie się władzy, a czy na to Jarosław Kaczyński może sobie, w obliczu dziesiątek obsadzonych stanowisk, pozwolić?
Będzie ciekawie.
A wszystko jak to ostatnio w Polsce bywa sprowadza się do pytania, czego chce Jarosław Kaczyński?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)