Melwas Melwas
56
BLOG

A to prowokacja jest, polityczna prowokacja!

Melwas Melwas Polityka Obserwuj notkę 13

Nie tylko Polska stoi manipulacjami i prowokacjami. Belgijski premier przyłapany na kompromitującej niewiedzy oskarża nieznane siły o prowokacje. Skąd my to znamy?

Yves Leterme, przyszły premier Belgii został 21 lipca, w dniu święta narodowego Belgów, zapytany o to, co upamiętnia ten dzień odparł, że święto konstytucji (podczas gdy upamiętnia przysięga króla Leopolda I). Poproszony później przez dziennikarzy o zaintonowanie hymnu belgijskiego zaczął śpiewać Marsyliankę.

Jak Leterme odpiera zarzuty?

Chciano mnie wrobić. Każdy, kto chce mnie wrobić, prędzej czy później za to zapłaci.

Zabrakło tylko słów, iż była to prowokacja. Najpewniej polityczna, bo wszakże żadnej innej politycy różnej maści nie znają. Słysząc takie słowa belgijskiego polityka od razu nasuwają się skojarzenia związane z Polską. Czy niemal codziennie, przy okazji każdej, mniejszej lub większej afery, nie słyszymy podobnych słów? Ba! Na podobnej retoryce w Polsce jedna z partii politycznych wygrała wybory. Grunt do działań więc jest, tylko jak długo?

Przypomnijmy zatem kilka prowokacji:

  1. "Taśmy Beger" - tutaj prym wiódł poseł Marek Kuchciński, który, przyłapanego na mało moralnych zachowaniach Adama Lipińskiego, z przezabawnym zaangażowaniem tłumaczył jako ofiarę prowokacji służb specjalnych (pamiętne techniki operacyjne TVN), a konkretnie WSI. Posłowi Kuchcińskiemu wtórował (dziś zaniepokojony o poziom insynuacji wobec jego gazety) Tomasz Sakiewicz, który wykrył spisek w redakcji programu "Teraz My", skutecznie lansując go w prorządowych mediach. Zbudowano więc piętrową teorię, która mimo, iż nie trzymała się ani trochę zasad logiki, do dziś funkcjonuje w wypowiedziach wielu ludzi.
  2. "Taśmy Oleksego" - Józef Oleksy, z ostrością brzytwy opowiadał o tym, iż padł ofiarą podłej prowokacji. Nie określił natomiast czyja miała być to prowokacja, lecz najpewniej była to akcja nie tyle kręgów prorządowych, co raczej antyjózefowych. Na taśmach to nie był on, nie mówił własnym głosem, a nawet jak to był on i mówił własnym głosem, to pewnie został wprowadzony w stan hipnozy. Co ciekawe, tak ostrożnie nastawiona do taśm partia rządząca teraz używała sobie dowolnie wraz z oburzonymi prawicowymi publicystami, a część lewicowych komentatorów nagle stała się bardzo wrażliwa na polityczne prowokacje. Jak to wszystko się z czasem zmienia!
  3. "Seksafera" - podczas, gdy pierwsza prowokacja miała być dziełem WSI, a druga nieokreślony propisowskich (czy antyoleksowych?) sił, to kolejna prowokacja miała być przede wszystkim tworem medialnym. I to tworem nie byle kogo, bo diabła wcielonego, matki i ojca całego zła w Polsce, czyli Adama Michnika. Andrzej Lepper oskarżał więc "GW" o manipulowanie faktami i prowokacyjne działania, biorąc za wzór zarówno kolegów z prawej jak i z lewej strony. Tu mógł liczyć na spore rzesze popierających go ludzi, który bardziej niż solidarność z Lepperem połączyła niechęć do "Wyborczej" ("Rzeczpospolita" wówczas bardzo ostrożnie krytykowała Leppera). Na nieszczęście Leppera okazało się, że artykuł "Wyborczej", w odróżnieniu od dwóch poprzednich spraw wcale nie ucichł, a być może będzie gwoździem do trumny Samoobrony.
  4. "Taśmy Rydzyka" - przypadek klasyczny, tutaj mamy do czynienia z prowokacją najpewniej służb specjalnych. Tadeusz Rydzyk ustami swego medialnego koncernu i podległego mu przełożonego sprawę określił jasno - prowokacja "Układu" i basta. Ciekawe, że PiS w obliczu taśm duchownego zachował dużo większą powściągliwość, niż przy okazji taśm Oleksego, raz za razem poddając w wątpliwość prawdziwość nagrań. Mimo tego taśmy wprowadziły niemały chaos na radykalnej prawicy, gdzie wyznawcy Rydzyka starli się (przy udziale także innych afer - choćby sprawy Wielgusa) z pisowcami, co zaowocowało malowniczym rozłamem w redakcji "Gazety Polskiej".
  5. "Afera gruntowa" - kolejna z prowokacji wobec Andrzej Leppera. Bardzo mocny cios. O dziwo, w tym wypadku z prowokacją mieliśmy do czynienia naprawdę, lecz odpowiedni wyraz sprawie nadał oczywiście sam poszkodowany wicepremier, dodając momentalnie przymiotnik o niewątpliwie pejoratywnym znaczeniu: "polityczna". Kolejne konferencje prasowe wicepremiera miały nam udowodnić, iż prowokacja polityczna była to czystej wody, jednak gdy poszło o CBA PiS tak skłonny do rozpatrywania wielu zagadnień w konwencji układu, tym razem postąpił inaczej niż w przypadku taśm Rydzyka i Beger uznając wszystkie materiały za absolutną prawdę.

Większość z tych spraw była dość jasna, albo nawet bardzo jasna. Były taśmy, zeznania czy nagrania, które łatwo można było porównać z rzeczywistością a mimo wszystko politycy i tak używali argumentu prowokacji. Czemu? 

Wydaje się, że w wielu kręgach (szczególnie prawicowych, które opanowany Salon24) samo słowo prowokacja ma co najmniej magiczne znaczenie. Jak tu nie nabrać takiego przekonania, gdy z myśleniem "pro-prowokacyjnym" styka się człowiek niemal codziennie na internetowych forach. Przecież nie dalej, jak w niedzielę, na jedynce salonowej przez cały dzień wisiał tekst o antyrządowej prowokacji RMF FM (w rzeczywistości był to żart, mający zwrócić uwagę na kiepski stan przygotowań do EURO - przerwany przez francuską tragedię) a wielu ludzi rzeczywiście było skłonnych uwierzyć, iż mamy do czynienia z antyrządowym celowym wystąpieniem.

Popyt na słowo: "prowokacja" jest duży, nie więc co się dziwić, że i podaż sięga olbrzymich rozmiarów. Prowokacja stała się słowem-wytrychem, które wypowiedziane ma załatwiać wszelkie zarzuty. Nie można się więc dziwić, że co chwila spotyka się choćby określenie "WSI24", które mimo, iż pozbawione jakichkolwiek podstaw wśród wielu jest przyjmowane jako pewnik. Można się śmiać i żartować z naiwności ludzi, którzy w takie teorie bezkrytycznie wierzą - nie mniej jednak właśnie tacy ludzie stanowią niemałą część wyborców głosujących w Polsce.

Świetnym przykładem jest tu chociażby PiS, który na fali właśnie spisków i wiary we wszechobecny układ wygrał wybory. To właśnie także takie myślenie poprowadziło braci Kaczyńskich do wiktorii, a dzisiaj w fenomenalny sposób ich partia nadal wykorzystuje ten aspekt działalności, obarczając właśnie nieznane "wrogie siły" wszelkimi niepowodzeniami, mimo iż takie twierdzenia nijak nie znajdują oparcia w rzeczywistości. W takiej sytuacji za upadek "rewolucji moralnej" odpowiadały właśnie podejrzane wrogie Polsce siły, a za strajkami w służbie zdrowia stali politycy i ludzie źle życzący Polsce. Tym sposobem nawet każdy przeciwnik PiS może być posądzony o wrogość Polsce (vide Maryla mówiąca o grzesiu, jako Nie-Polaku albo conkret w jednym z wpisów łączący antypisowskie poglądy z antypolskością).

Widać, że i w Belgii politycy próbują stosować podobne zabiegi. Pewnie podobnie działają również inni politycy w różnych europejskich krajach. Tam jednak wypowiedzi o prowokacjach traktuje się z przymrużeniem oka, u nas zaś coraz mocniej się w nie wierzy i nierzadko promuje (vide tekst J.Jachowicza o mackach układu w Ameryce).

Nie wiadomo, ile będziemy musieli czekać, by takie teorie powróciły z mainstreamu do miejsca im należnego, czyli marginesu. Rok, 5 lat, 10 lat? W każdym razie warto czekać i mieć nadzieję, że może i w tej dziedzinie zbliżymy się nieco do cywilizowanych standardów. 

A na koniec małe motto z Alternatyw 4 (nie wiem, czy dokładne - pada w rozmowie między Profesorem Dąb-Rozwadowski a tow. Janem Winnickim):

"O przepraszam Panie Profesorze. Ze słowami trzeba uważać. Kiedyś w jednej
fabryce oddział ZOMO zobowiązał się w ramach czynu społecznego, że
posprzątają salę prelekcyjną. No i wszyscy zaraz Prowokacja! Prowokacja! A
oni przyjechali, poukładali krzesła i pojechali. No i co?"

No i co? 

Melwas
O mnie Melwas

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka