Free Your Mind był łaskaw zamieścić pozorną "odpowiedź" na mój post u siebie. Nie sposób nie skomentować jej, bo potwierdza ona dokładnie wszystko to, co wytykałem tej części prawicy.
Od razu zaznaczę, że notka ma formę komentarza, skierowanego do Free, lecz za długie to na komentarz, więc postanowiłem umieścić to u siebie. Inna przyczyna jest taka, iż Pan FYM każe wszystkimi, którzy byli u mnie wczoraj uciekać, więc zapewne kazałby uciekać i mi. Nie mniej jednak liczę na jakąś odpowiedź, choć wiem, że będzie o nią chyba trudno.
Pana FYM, przepraszam, za formę per "ty", ale chyba się nie obrazi.
„Jeśli demokratę pałują, to źle, ale jeśli demokrata pałuje, to dobrze. Taką lekcję wynieść można z ostatnich wydarzeń w salonie24. Cieszy mnie to, bo człowiek uczy się w ten sposób czegoś nowego, a ponadto nic tak nie poprawia humoru badaczowi, jak potwierdzenie się hipotezy przez zajście określonego stanu rzeczy. Czy demokraci mogą być zamordystami? Mogą. Mamy tego wspaniałą egzemplifikację. Od wczoraj wyeksponowany jest wpis "studenta" Melwasa, pod którym do pałowania mojej skromnej osoby zabrali się najrozmaitsi zwolennicy demokracji. „
Pałowanie ogólnie jest złe. Natomiast gorsze jest co innego. Gorsze jest maszerowanie w pierwszym rzędzie pałkarzy z wzruszającym okrzykiem: „biją mnie”. A to właśnie część prawicy, z Tobą na czele robi.
Zresztą nie będę pisał o pałowaniu, bo takie skróty myślowe to niestety domena innych osób. Używanie takich zwrot, jak: „pałują mnie” ma niby pokazać, że ludzie, którzy ich używają są w jakiś sposób prześladowani. Otóż, nie, Free Your Mind. Nie jesteś wcale prześladowany i dobrze o tym wiesz. Tekst oczywiście nie był o Tobie, więc nie wiem, czemu koniecznie chcesz zepchnąć dyskusję na pojedynek Ty – kontra lewa strona Salonu. Nie wiem. Może mi odpowiesz. Tekst, nie wiem czy czytałeś uważnie, był o tym, że dyskusja jest ostra, lecz to tacy jak Ty mają interes w tym, żeby ją jeszcze radykalizować, ponieważ lubią ustawiać się w pozycji tych „przegranych”, tych którzy się „bronią” i cierpią. A fakt jest taki, że na Salonie dominuje prawa strona, a w medialnej masie panuje względna równowaga. Nie ma więc powodów do cierpień, lecz część prawicowców i tak cierpi. Dlaczego zatem?
„Nie obchodzi mnie, czy ów Melwas jest jakimkolwiek studentem, czy takim neutralnym obserwatorem rzeczywistości społeczno-politycznej jak KO SB Azrael.”
Pod nickiem Melwas kryje się student informatyki. Mówisz, że jesteś atakowany wściekle, a tu proszę – piękna insynuacja. Otóż muszę cię rozczarować – agentura Cię nie otacza, ona nie chce z Tobą walczyć. W zasadzie nikt z Tobą nie walczy, prócz jakimś wyimaginowanym przeciwnikiem o imieniu „lewactwo”. Pewnie potrzebowałbyś jakiegoś brzydkiego wroga do prywatnej wojenki, w której mógłbyś cierpieć – no, ale niestety – takiego wroga nie ma.
„Nie obchodzi mnie też, czy ci pałkarze robią to na zamówienie Firmy, czy dla sportu (bo np. się nudzą bez pałowania i potrzebny jest jakiś kuraż). Nie obchodzi mnie też, czy pod tymi wszystkimi nickami kryje się o wiele mniej osób, czy nie, ani czy to jest jakaś młoda gwardia, która niedawno z wielkim trudem zrobiła maturę (określenie "zrobiła" jest trafniejsze w tej sytuacji aniżeli "zdała", wystarczy spojrzeć na sposób edytowania tekstu i ilość błędów wszelkiego rodzaju w tym, co usiłują napisać pałkarze), czy starzy funkcjonariusze, którzy może matury w ogóle nie musieli robić, bo ich partia-matka osadziła na tak odpowiedzialnych stanowiskach, że "inne wymagania" się liczyły bardziej niż jakiekolwiek wykształcenie.”
Nie wiem, z jakim trudem Ty robiłeś maturę, ale ja zdałem swoją bardzo gładko. Na tyle gładko, by zrozumieć taki dysonans logiczny, w którym Free Your Mind z jednej strony narzeka na poziom dyskusji, a z drugiej insynuuje, że jego dyskutant to: agent, nieuk, niewyżyty kibol polityczny, czy funkcjonariusz PZPR. Ja żadnym z nich nie jestem. Ale czy Ciebie to w ogóle interesuje? A może wolisz myśleć, że to nie tacy jak ja studenci mają inne niż Ty poglądy, lecz to jacyś agenci i aparatczycy walczą z Twoją kryształową ideą.
„Intryguje mnie raczej to, na ile tego typu zjawiska stanowią przejaw faktycznego monitoringu i przejmowania kontroli przez czerwoną agenturę. Czy zdiagnozowano już definitywnie, że "do cholery, coś z tym Internetem trza zrobić" (np. w obliczu zbliżających się wyborów), czy raczej są to "jeszcze ćwiczenia" i nie mamy do czynienia z akcjami bezpieczniackimi for real. Czy po prostu w takich ćwiczeniach sprawdza się łamliwość blogerów, testuje się, czy łatwo da się ich zniechęcić, odstraszyć, zepchnąć gdzieś na peryferie - czy rzeczywiście dąży się do całkowitego wyeliminowania takich wyrazistych głosów z debaty publicznej.”
Nie wiem skąd ta metoda, ale jest ona raczej zabawna. Stawiasz tezę, zupełnie oderwaną od rzeczywistości i próbujesz na pozór „racjonalnie” ją wyjaśnić. Otóż, mówię Ci otwarcie, nikt mnie na front Internetu nie rzucił, czego również w przypadku Twojej osoby nie sugerowałem. Nie wierzysz? No cóż, jeśli nie, to tylko potwierdzasz fakt, że wolisz zakłamywać rzeczywistość, by żyć w złudnym świecie, w którym ciągle ktoś Cię atakuje. Czy naprawdę nie możecie się wyzbyć tej iluzji, która każe wam się widzieć jako Leonidasa, walczącego z monstrualną armią Kserksesa? Otóż, to iluzja. Na Salonie więcej jest prawicy a Twoje rozważania tego nie zmienią. To już koniec. To jest wasz czas teraz, nie możecie już cierpieć katuszy. Nie można wiecznie pięknie umierać.
„Sposób działania takich pałkarzy przypomina z jednej strony modus operandi tzw. zagłuszarek. Zakrzyczeć, zatupać, zwyzywać, wyszydzić, zelżyć itp. Jest to jednak skuteczne tylko na chwilę, jeśli bowiem "przekaz nadawany jest, psiakrew, dalej", to cóż po zagłuszaniu, jeśli "kontrrewolucja nadal trwa"? Z drugiej więc strony stosowane są wyrafinowane techniki dezinformowania, zniekształcania przekazu, preparowania przekazu "konkurencyjnego" lub "właściwszego", dezawuowania osoby piszącego (ach, ileżby pałkarze dali, by znać dokładnie personalia takiego blogera i móc wysłać jakiś życzliwy list do różnych instytucji), konsolidowania wysiłków w celu skonstruowania zafałszowanego, zdeformowanego obrazu danego blogera.”
Kto Cię zagłusza? Czy to nie Twoje posty wędrują na sam szczyt strony głównej? Czy to nie inni blogerzy z prawicy znajdują się przez wiele godzin na stronie głównej? Panie, Free Your Mind! Wyzywać, lżyć, szydzić? No proszę! Narzekania ciąg dalszy, lecz co pisałeś jeszcze parę akapitów wyżej – nie o agenturze - czy to nie obrażanie dyskutantów? Kto, FYM, Cię dezorientuje i zniekształca przekaz? Media? Jakie? „Rzeczpospolita” czy „TVP”? No, nie żartujmy. Chyba, że chcesz powiedzieć, że Internet – no ale to byłoby już tak kuriozalne stwierdzenie, że o takie myślenie Cię nie posądzam. Kto chce wysyłać listy gdziekolwiek? Już raz Nicpoń narzekał, że na niego lewactwo do US bez jakichkolwiek przesłanek, a teraz Ty? Nie żyjesz w oblężonej twierdzy, ale w wolnym kraju, w którym i ja i Ty mamy mieć prawo do różnych poglądów. Ja nie mówię, że mnie jacyś agenci atakują – czy Ty tego potrzebujesz, by móc egzystować tutaj?
„To już jest, naturalnie, działanie długofalowe, może jednak okazać się również nieskuteczne z tego choćby powodu, że tacy liderzy opinni mogą wysyłać przekaz jednoznacznie korygujący wszelkie próby dezinterpretowania. Jak to możliwe? Tak mianowicie, że liderzy opinii są bystrzejsi niż motłoch zajmujący się "podpuszczaniem dezy". Agentura nie jest w stanie przeskoczyć własnych ograniczeń intelektualnych i tu marksistowska ilość "za żadne skarby armii czerownej" nie przejdzie w jakość. Im więcej matołów, po prostu, tym nie zrobi się mądrzej. I, co gorsza, matoły mają tego świadomość. Być może to ich też doprowadza do tej szewskiej pasji. Kto by się nie wściekał, gdyby nagle odkrył, że nie tylko wszelkie jego wysiłki mogą się okazać daremne (a potem przyjdzie się tłumaczyć przed pracodawcą dlaczego takie słabe wyniku "na odcinku dezinformacji" się uzyskuje), ale i przeciwnik jest sprytniejszy i tak inteligentny, że można mu zwyczajnie "skoczyć". I jeszcze ta przeklęta "pewność siebie".”
No to już poezja. Mam rozumieć, że w tym akapicie to ja jestem matołem, a ty bystrym liderem opinii? Bo jak inaczej to interpretować, przy takim kontekście. To pokazuje coś odwrotnego: to, że jesteś przekonany o własnej wyższości nad „lewactwem”. Ja nie uważam się za mądrzejszego od wielu tutaj, bo taki nie jestem, natomiast to nie odbiera mi prawa wytykania błędów. Skąd u Ciebie ta walka o to, żeby prawica Ciebie widziała jako lidera walczącego z „lewactwem”? Czujesz się niedowartościowany?
„Ja przynajmniej na pewno bym się wściekał. To ludzkie złościć się, że ktoś jest lepszy w jakiejś dziedzinie. Może nie jest to nazbyt chwalebne, ale przecież świat nie jest zaludniony samymi intelektualistami, zdolniachami, wirtuozami czy mistrzami sportowymi. Oprócz wyczynowców świat składa się też z kompletnych miernot, z matołów, z pospólstwa, które żywi się zawiścią i które najlepiej czuje się właśnie w tłumie, gdyż wyłącznie w tłumie tacy bohaterzy są mocni. Coś jak kibole, którzy w kilkudziesięciu potrafią rozprawić się z paroma zabłąkanymi przechodniami. Coś jak czerwonoarmiści właśnie, którzy w kilkuset potrafili atakować oddział partyzancki składający się z parunastu słabo uzbrojonych ludzi. „
No brawo. Mamy więc patrycjuszy walczących z plebsem. Mówisz, że „lewacy” to armia kiboli silna tylko w grupie, to jak nazwiesz to, co działo się pod wpisem Ewy Wanat – jako rzeczową dyskusję, czy jako burdę salonową? No i jeszcze jeden smaczek. „Lewactwo” czuję się mocne w tłumie, we własnej grupie, gdy walczy z garstką? To jak traktować te wpisy, Twojego autorstwa:
„Eumenesie, po Twoim wystąpieniu wśród pałkarzy nasza znajomość jest zakończona. Komentuj gdzie indziej, dobry człowieku.„
„bebe, ty też wczoraj się dobrze bawiłeś u "studenta Melwasa", więc trzymaj się z daleka od mojego bloga.„
Wyrzucasz z bloga tych, którzy tylko weszli na mój blog (bebe się ze mną nie zgadzał, notabene, ale widocznie, że nie rzucił się Rejtanem by Cię bronić – już go dyskwalifikuje), ja natomiast żadnych komentarzy nie kasuje i nikomu nie zabraniam przychodzić, więc kto zamyka się w swoim gronie? Ja czy Ty?
„W demokracji totalitarnej, w przeciwieństwie do liberalnej, wolność słowa ma określone granice, wyznaczane właśnie przez demokratycznych pałkarzy. Ci zaś, spacerując wokół dyskutantów, dbają o to, by nikt tych granic nigdy nie przekraczał. Ale nie wpadajmy w panikę. Można oczywiście krytykować taką demokrację, o ile wcześniej podpisze się zobowiązanie o świadomej współpracy z pałkarzami. Ale ja takiego oświadczenia nie mam zamiaru podpisać i mam nadzieję, że inni niezależni blogerzy tak samo. Dla kogoś zaś, kto obserwuje salon ta widowiskowa, przyznajmy, lekcja pałowania na rzecz demokracji niech stanowi wskazówkę do dalszych lektur i przemyśleń. „
Ten sam motyw, co „Niezależna Gazeta Polska” – takie podkreślanie własnej niezależności (na tle zależności innych) świadczy o niczym więcej jak kompleksach. A tego u Ciebie nie rozumiem. Gdybyś był niszowy, a Ty przebijasz się prawie zawsze na SG, masz mnóstwo czytelników i wciąż uważasz, jakoby byś był prześladowany czy tępiony. No proszę, przecież to nijak nie trzyma się całości. Co to za niszowy publicysta, który jest w Salonowym mainstreamie?
Myślałem, że odniesiesz się jakoś do mojego tekstu, że będę musiał dyskutować. A tu, co? Takiego obrotu się nie spodziewałem. Idealnie wpisujesz się w to wszystko, co opisałem u siebie. Symbol oblężonej twierdzy. Lecz twierdzy nie ma, oblężenia też nie – tylko syndrom pozostał.
Czy każdy kto wszedł na mojego bloga jest już u Ciebie źle widziany? Jeśli tak to odpowiedź publikuję u siebie, bo jak rozumiem ja również nie mam co szukać u Ciebie. Nie mniej jednak do siebie zapraszam.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)